Marker, pędzel, węgiel / Marker, brush, charcoal

(ENG.below) Uczestnicy wystawy pytali mnie, jak wygląda mój proces twórczy. Podczas gdy w przeszłości nachodziły mnie gotowe obrazy, prosząc się o oddanie ich na papierze/płótnie, od pewnego czasu wygląda to inaczej: siadam przed pustą kartką, biorę do ręki marker/węgiel/pędzel i zaczynam dialog. Pisałam już o tym, że sztuka mnie ocala.

Moja przyjaciółka zapytała się mnie dziś, co o sobie napisałam jako o artystce do katalogu wystawy. Otóż – nic nie napisałam. Co kogo obchodzi kim jestem?…Dla niej było to bardzo ważne, wiedzieć, kto stoi za obrazami, rysunkami. Dla mnie jest to niepotrzebne; obrazy mają mówić same za siebie, nie zaś wyjaśniać, że jestem „artystką multidyscyplinarną” czy „tworzącą w nurcie Art Brut”. Każde nazwanie staje się dla mnie ograniczeniem; budowaniem oczekiwań; podpisem tłustym drukiem, że ja to XYZ, więc moja twórczość też musi zmieścić się w tej definicji.

Na wystawie byłam najstarszą prezentującą artystką. Czy to też ma znaczenie? Moje obrazy często są naiwne, dziecięce niemalże; kościotrupki na różowym tle, barwne autoportrety, uproszczenia i brak perspektywy. Sam fakt, że wypadałoby podpisać pracę, stanowi dla mnie problem; po co mam go firmować?…Wychodzę z założenia, że skoro się zmaterializował, to obojętne, dzięki komu.

I jeszcze jedno.

Między obrazem i samopoczuciem artysty nie ma znaku równości. Zdarza mi się rysować depresyjne portrety w dni niedepresyjne. Sztuka to coś więcej niż tłumaczenie stanu wewnętrznego w formie obrazu.

Właśnie, sztuka. To słowo, przez większość mojego życia zarezerwowane dla innych, „prawdziwych” artystów.

Moja przyjaciółka: „cieszę się, że uczysz się być artystką”.

The exhibition participants asked me about my creative process. While in the past I had some ready paintings, asking to put them on paper / canvas, for some time it looks different: I sit in front of a blank card, take a marker / coal / brush and start a dialogue. I have already written about the fact that art is saving my life.

My friend asked me today what I wrote about myself as an artist for the exhibition catalog. Well – I did not write anything. Who cares who I am? … For her it was very important to know who stands behind the pictures and drawings. For me it is unnecessary; the pictures are meant to speak for themselves, not to explain that I am a „multidisciplinary artist” or „creating in the Art Brut style”. Every naming becomes a limitation for me; it’s building expectations; the signature in bold print that I’m XYZ, so my creativity also has to fit in this definition.

At the exhibition I was the oldest presenting artist. Does it matter? My paintings are often naive, almost childlike; skeletons on a pink background, colorful self-portraits, simplifications and lack of perspective. The mere fact that it would be good to sign the artwork is a problem for me; why should I sign it? … I assume that if it materialized in the world, it is indifferent, thanks to whom it happened.

And one more thing.

There is no sign of equality between the painting and the well-being of the artist. I happen to draw depressive portraits on non-depressive days. Art is more than just translating the internal state in the form of a picture.

Yes, art. This word, for most of my life, reserved for other „real” artists.

My friend: „I’m glad you learn to be an artist”.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.