między nami / between us

(ENG.below) Wyszłam wczoraj  – jak zwykle – na spacer z psem. Gdy idę na godzinę do lasu, nie zabieram leków zapasowych ani telefonu, bo nigdy ich nie potrzebowałam – to w końcu niedaleko, poza tym co się może zdarzyć na bezstresowym spacerze? Ponadto liczyłam bardzo na mój nowy lek antypsychotyczny (Solian), który sprawił, że byłam przez większość dnia granicznie zmęczona, wręcz wykończona. Znaczy się – działa.

Idziemy z pieskiem przez las, za nami akurat połowa drogi. Zaczyna się. Las zaczyna wydawać mi się przepełniony śmiercią i zgnilizną. Śmierć, śmierć, śmierć wyziera z każdego zakątka. Zaczynam się bać i pocić ze strachu. Wydaje mi się, że zaraz zza drzew wychyną jeleniopodobne, szamańskie postaci. Mijam trzy ciemnoskóre kobiety  – czy są prawdziwe, czy to może czarownice? A może podstawione aktorki? Strach, przemożny strach, chce mi się płakać ze strachu. Nie mam telefonu. Nie mam siły dojść do domu. Chcę usiąść i przeczekać, ale nie ma gdzie usiąść, poza tym zjada mnie lęk. Idziemy dalej. Mam bladą, wykrzywioną strachem twarz. Nie mam nawet Lorazepamu, by się szybko uspokoić. Noga za nogą, jeszcze dwa kilometry, jeszcze kilometr, już niedaleko. Nie dam rady. Z całej siły gryzę się w palec, by ból fizyczny na chwilę oderwał mnie od psychicznego. Działa. Na palcu zostają dwie sine pręgi, ale wiem już, gdzie jestem, i że jestem. Już niedaleko. Jakoś dojdziemy. Przyjdę, położę się, będę ocalona.

Wchodzę do domu szara jak papier. Muszę się przebrać, bo nawet bieliznę mam mokrą, tak się spociłam ze strachu. Kładę się do łóżka, jest mąż, przytula. Od tej pory będę wychodzić z domu z telefonem. „Mogłem cię znaleźć” – mówi mąż spokojnie. „Przyjść po ciebie z lekami.”

A więc Solian nie działa.

Wiesz, ataki psychotyczne to taki zły trip narkotykowy. To nie feeria barw i zabawna, wykrzywiona rzeczywistość, z której można się pośmiać. To ciężkie przeżycie, jak całonocny atak wymiotów albo przebiegnięcie dystansu ponad siły. Atak wywraca cię na drugą stronę, targa tobą, miota, wyciska pot, zaciska gardło, trzęsie kończynami, wszechogarnia przemożną słabością.

I znów jestem zmęczona. I znów jestem rozczarowana i rozgoryczona. Była nadzieja na nowy lek – nie ma nadziei na nowy lek. Znów jestem tylko ja i moje napady. I nic, co by stało między nami i mogło mnie ochronić.

I went out yesterday – as usual – for a walk with my dog. When I go to the forest for an hour, I do not take my spare drugs or my phone, because I never needed them – after all, it’s not far, and what can possibly happen on a stress-free walk? In addition, I was counting on my new antipsychotic drug (Solian), which made me extremely exhausted for most of the day. Meaning – it works.

We are walking with the dog through the forest, halfway behind us. And it begins. The woods seem to me to be full of death and rot. Death, death, death is visible from every corner. I’m starting to get scared and sweat out of fear. It seems to me that the deer-like, shamanic figures will now appear from behind the trees. I pass three dark-skinned women – are they real or are they witches? Or maybe substitute actresses? Fear, overwhelming fear, I want to cry out of fear. I do not have a mobile. I can’t get home. I want to sit down and wait, but there’s nowhere to sit, and I’m also eaten by fear. We go further. My face is pale, twisted with fear. I don’t even have Lorazepam to calm myself down quickly. Step by step, two more kilometers, another kilometer, not far away. I can’t. I bite my finger with all my strength to let the physical pain take me away from my mental pain for a moment. It works. Two blue stripes remain on my finger, but I already know where I am and that I am. It’s not far. We’ll get there somehow. I will come back home, I will lie down, I will be saved.

I walk into our apartment as gray as paper. I have to change my clothes, because even my underwear is wet, I sweat so much from fear. I go to bed, there is a husband, he hugs me. From now on, I will always leave the house with the phone. „I could have found you,” says the husband calmly. „Come get you with medication.”

So Solian is not working.

You know, psychotic seizures are such a bad drug trip. It is not a blaze of colors and a funny, distorted reality that you can laugh at. It’s a hard experience, like an overnight attack of vomiting or running the long distance beyond your capabilities. The attack turns you over, tears you, throws you, squeezes out sweat, tightens your throat, shakes your limbs, overwhelmingly possesses you with weakness.

And I’m tired again. Again, I am also disappointed and embittered. There was hope for a new drug – there is no hope for a new drug. It’s just me and my seizures again. And nothing that could stand between us and protect me.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.