Miejsce pod tęczą / A place under the rainbow

(ENG.below) Znów obudziłam się roztrzęsiona, splątana, żołądek jak supełek. A klinikę dzienną zaczynam dopiero jutro. Może szczyt zdenerwowania do jutra minie – pozostanie tylko znana mi z dawnych czasów ekscytacja nowością i zmianą?…

Stres to jeden z czynników napędzających chorobę; jednocześnie przeżywam go sto razy silniej, niż kiedykolwiek wcześniej, gdy byłam zdrowa. To paradoks i pułapka, bo by próbować nowych metod i dróg leczenia potrzebuję choćby wyjść z domu – czasem w nieznane; i to nieznane, kiedyś cieszące, dające szanse na odświeżenie, jawi mi się teraz jako wielki zębaty potwór, który tylko zaciera łapy, by mnie porwać.

Mimo ataków psychotycznych i myśli samobójczych pomyślałam wczoraj, że mam dobry czas – nie przypływa depresja. Nie wiem, kiedy ten czas minie, więc próbuję najeść się książek i filmów, bo mam na nie ochotę i potrafię się skupić. Nie wiem jak wyobrażasz sobie – albo jak przeżywasz – depresję; dla mnie to czas zombie, czas łóżka, braku iskierki życia, ciężki i pusty, w którym nie ma miejsca na żadną intelektualną rozrywkę, bo brak na nią zasobów; mózg jest w trybie uśpionym. Dlatego, tak jak gdy byłam nastolatką, czytam teraz każdego dnia, najchętniej biografie i reportaże.

Oglądałam dziś zdjęcia z Parady Równości w Warszawie i doszłam do wniosku, że ten kolorowy, różnorodny tłum to moje plemię – i że pisząc tego bloga, daję głos mniejszości, jaką są ludzie chorzy psychicznie, często demonizowani, izolowani, nierozumiani. Mam nadzieję, że znajdzie się dla nas miejsce pod tęczą.

I woke up again, shaken, tangled, with a stomach like a knot. And the day clinic is only starting on Tuesday. Perhaps the peak of nervousness will pass tomorrow – leaving space for the excitement of novelty and change known to me from the old days? …

Stress is one of the factors driving the disease; at the same time I experience it a hundred times more strongly than ever before when I was healthy. It is a paradox and a trap, because in order to try new ways and methods of treatment I need at least to leave the house – sometimes into the unknown; and this unknown, once rejoicing, giving a chance of refreshing, now appears to me as a huge, creepy monster that only waits with its paws ready to kidnap me.

Despite psychotic attacks and suicidal thoughts, I thought yesterday that I have quite a good time – no depression. I do not know when this time will pass away, so I try to „eat“ books and movies because I have a craving for them and I am able to concentrate. I do not know how you imagine – or how you experience – depression; for me it’s a zombie time, bed time, lack of a spark of life, heavy and empty, in which there is no room for any intellectual entertainment, because there is no resource for it; the brain is in sleep mode. That’s why, as when I was a teenager, I read every day now, preferably biographies and reportages.

I watched photos from the Pride Parade in Warsaw today and came to the conclusion that this colorful, diverse crowd is my tribe – and that by writing this blog, I give the voice of a minority, people who are mentally ill, often demonized, isolated, misunderstood. I hope that there will be a place for us under the rainbow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.