Moje życie beze mnie / My life without me

(ENG.below) Nie wytrzymałam na obniżonej do 75mg Venlafaxynie. Zaczęłam mieć problemy ze wstaniem z łóżka, wyjściem na spacer, zmuszeniem się do jakichkolwiek obowiązków domowych. Zaczęły się myśli samobójcze. Jako że mój psychiatra jest na urlopie, sama zdecydowałam o minimalnym podniesieniu poziomu antydepresanta. Jak dobrze, że tym razem nie muszę czekać na zwiększenie poziomu leku we krwi kilka tygodni. Już po kilku godzinach zrobiło się jakoś…raźniej. To znaczy: samobójstwo nie wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem, ale…wciąż nie mam zbyt dużo siły, by żyć.

Chorowanie na depresję to doświadczenie funkcjonowania w bańce – nic przez nią nie cieszy, nic nie podnosi na duchu; nie ma żadnych zachęcających bodźców ani motywacji do konfrontacji z nimi. W moim przypadku ocala mnie tylko lek.

Cztery z moich pobytów w klinice spowodowane były atakami depresji. To ciężka, poważna choroba…a jeśli do tego dochodzą objawy schizofrenii i pojawiający się od czasu do czasu maniakalny nakręt dwubiegunowej, pewnie sobie wyobrażasz ten bulgoczący kocioł, w którym żyję. Widmo tego, że rozpadnę się na kawałki i nie będzie możliwości sklejenia ich w jedno towarzyszy mi każdego dnia. To mój Największy Lęk, lęk numer jeden.

Moje życie – beze mnie.

I did not cope with Venlafaxine reduced to 75mg. I started to have problems with getting out of bed, going out for a walk, forcing myself into any household duties. Suicidal thoughts began. As my psychiatrist is on vacation, I’ve decided to, from my own initiative, raise the level of antidepressant minimally. It is good that this time I do not have to wait for an increase in blood levels for a few weeks. After just a few hours, it got somehow … brighter. I mean: suicide does not seem to be the best solution, but … I still do not have much strength to live.

Depression is an experience of functioning in a bubble – nothing pleases you because of it, nothing lifts your spirits; there are no incentives or motivation to confront them. In my case, only the medicine saves me.

Four of my visits to the clinic were caused by depression. It’s a serious, tough disease … and if you add to it symptoms of schizophrenia and a manic bipolar phase, you might probably imagine this gurgling cauldron in which I live. The specter of the fact that I will break up into pieces and will not be able to glue them together is with me every day. This is my Greatest Fear, fear number one.

My life – without me.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.