na szlaku / on a trail

(ENG.below) Wyobraź sobie halę z basenem – pustym – wypełnioną sztuką; obrazami, rysunkami, rzeźbami. W kilku miejscach hali stoją stoliki albo stelaże, a przy nich malują artyści-outsiderzy. Cały ten obiekt mieści się w hotelu na rdzawo-złotej górze. Z tarasów pokojów widać ośnieżone Alpy – na wyciągnięcie ręki. Poranek jest szaro-różowy. Dziś nie ma mrozu. Piszę na zewnątrz.

Wyobraź sobie też piękną, jedenastokilometrową trasę, wiodącą krętą ścieżką pod górę, od lasu do ośnieżonej przełęczy – i z powrotem. Maszerujesz nią, oddychasz głęboko, słońce opala ci twarz, szumi strumień, nikogo po drodze. Czujesz się zjednoczona z naturą, aż przypływa do ciebie wizja na jawie: gigantyczna kobieta z torfu, mchu i wilgoci powstaje, przeciąga się i powoli rusza na wschód, nie zwracając na ciebie uwagi. Za nią toczą się kamienie i grudki ziemi. Jest wielka jak górskie zbocze. Jesteś wzruszona jej naturalnym pięknem.

Kiedy dzielisz się tą wizją z towarzyszem podróży, zaczynacie rozmowę o szamanach, darach widzenia rzeczy, do których inni nie mają dostępu. Rozmowa jest bardzo owocna i ma intelektualny charakter; racjonalna część twojego mózgu zgadza się z rozmówcą, który twierdzi, że szamanizm to dyscyplina, wieloletnie przygotowania, rozeznanie i doświadczenie, tak bardzo spłycone w naszym kręgu kulturowym i zminiaturyzowane do rozmiarów strawnego, atrakcyjnego pop-new age hamburgera.

Wtedy zaczynasz zauważać, że twoje myślenie się zmienia. Znasz to uczucie – racjonalna część mózgu zaczyna blaknąć, a na pierwszy plan wysuwa się dziwne, obsesyjne przekonanie. Ty przecież jesteś szamanem. To twoja misja życiowa. To twoje powołanie. Twój towarzysz podróży – twój mąż – chce cię od niego odwieść. Powinnaś teraz rzucić wszystkim i udać się do Mongolii. Sprzedaj wszystko i jedź. Twój mąż cię podtruwa każdego dnia, bo chce, byś została przy nim. Twoje papierosy są zatrute narkotykami; przecież to on ci je kupił. Opłacił twojego psychiatrę, twojego asystenta psychiatrycznego – wszyscy razem są w spisku, by uniemożliwić ci realizację twojej życiowej misji, twojego powołania, twojego prawdziwego ja.

Ostatkiem racjonalnych sił zatrzymujesz się na szlaku, wyciągasz lek antypsychotyczny i połykasz go. Myślisz sobie: mój pies nie jest prawdziwy, jest tylko hologramem. Mój mąż za chwilę mnie zabije gdzieś tu w gęstwinie. Łykasz lek na uspokojenie. Jakoś dotrzecie do samochodu. Mąż cię uspokaja: to minie.

To zawsze mija.

Po to, by znów tobą owładnąć.

Może dziś, może jutro. Może w domu, może w sklepie, może w górach.

Jesteś zmęczona, prawda?

Imagine a hall with a swimming pool – empty – but filled with art; paintings, drawings, sculptures. There are tables or racks in several places in the hall, and outsider artists paint next to them. The entire property is housed in a hotel on a rusty gold mountain. From the terraces of the rooms you can see the snow-covered Alps – at your fingertips. The morning is gray-pink. There is no frost today. I’m writing outside.

Also, imagine a beautiful eleven kilometer route, taking a winding path uphill, from the forest to the snow-covered mountain pass – and back again. You march it, breathe deeply, the sun kisses your face, the stream rustles, no one on the way. You feel one with nature until a daydream vision comes to you: a gigantic woman of peat, moss and moisture rises, stretches and slowly moves eastward, ignoring you. Behind her, stones and lumps of earth roll. She is as big as a mountain slope. You are touched by her natural beauty.

When you share this vision with your traveling companion, you start talking about shamans and a gift of seeing things that others don’t have access to. The conversation is very fruitful and intellectual; the rational part of your brain agrees with your interlocutor that shamanism is a discipline, many years of preparation, insight and experience, so shallowed in our culture and miniaturized to the size of a digestible, attractive pop-new age hamburger.

Then you start to notice that your thinking is changing. You know this feeling – the rational part of the brain begins to fade, and a strange obsessive belief comes to the fore. After all, you are a shaman. This is your life mission. This is your calling. Your traveling companion – your husband – wants to dissuade you from it. You should drop everything now and go to Mongolia. Sell ​​everything and drive. Your husband poisons you every day because he wants you to stay with him. Your cigarettes are poisoned with drugs; after all, he bought them for you. He has paid off your psychiatrist, your psychiatric assistant – they are all conspiring together to prevent you from fulfilling your life mission, your calling, your true self.

With the last of your rational strength, you stop on the trail, take your antipsychotic drug and swallow it. You think to yourself: my dog ​​isn’t real, it’s just a hologram. My husband is about to kill me somewhere in the thicket. You take a sedative medicine. You’ll get to the car somehow. Your husband reassures you: it will pass.

It always passes.

Just to take over you again.

Maybe today, maybe tomorrow. Maybe at home, maybe in a shop, maybe in the mountains.

You’re tired, aren’t you?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.