Natchnienie czy choroba / Inspiration or illness

(ENG.below) Najpierw był sen. Śniło mi się, że stoję na grobie przodków i zaczynam jego porządkowanie, gdy nagle zjawia się obcy mężczyzna, twierdząc, że chce spisać ich historię. Oburzam się i zaczynam walczyć o to, bym to ja tę historię opowiedziała. Nie daję mu dostępu do grobu, nie chcę dać mu dostępu do informacji. To moje zadanie, jestem o tym przekonana.

Obudziłam się i pomyślałam, że muszę zacząć od razu.

A potem epizod psychotyczny całkowicie się rozhulał.

Miałam wrażenie, że coś obejmuje nade mną posiadanie i każe mi pisać. Że jeśli nie ulegnę tej sile, coś złego się stanie. Czułam się jak we władzy potężnego dżinna, z tym, że tym razem to ja miałam spełniać jego życzenia. Potem było już tylko gorzej; nie potrafiłam się zatrzymać, nie potrafiłam się uspokoić; chodziłam tam i z powrotem po pokoju śpiewając piosenki żołnierskie bo wydawało mi się, że jestem polskim żołnierzem sprzed 80 lat. Po zażyciu potężnej dawki Olanzapiny położyłam się w końcu, tylko po to, by mieć halucynacje, że ściana pokoju zbliża się do mnie i zaraz się uduszę; widziałam również dziwne wzorce na przedmiotach i opowiadałam, co tu dużo kryć, bzdury. Gdy zaczęłam się uspokajać (Lorazepam), a ciśnienie ze strony ducha przodków zmalało, przypłynęły konkretne pomysły samobójcze. W końcu zasnęłam i obudziłam się zmęczona, ale w kontakcie z rzeczywistością.

Gdzie leży granica między natchnieniem a chorobą? Czy uleganie natchnieniu to to samo co maniakalno-psychotyczny nakręt? Na pewno nie. Dowód na to, że to nie natchnienie, a epizod, leży w Olanzapinie. Zadziałała, napięcie zmalało, a wraz z nim przekonanie, że oto zaczynam tworzyć epickie dzieło, dzięki któremu zasłynę na cały świat. Nie chcę być nawiedzoną artystką, wolę być rzemieśliczką, która metodycznie dąży do celu, wkładając w swoje wytwory lata doświadczeń i przemyśleń. Oczywiście, wierzę w moje sny, ale nie chcę, by zabierały mnie w ciągu kilku minut na drugą stronę tęczy – w krainy omnipotencji i wybitności.

Epizody psychotyczne są trochę straszne, bo jawisz się bliskim (i sobie, gdy już złapiesz dystans do tego, co się z tobą dzieje) jako owładnięta dziwacznym, niezrozumiałym duchem; masz dostęp do słów i spostrzeżeń, które wymykają się logice. Mój mąż jest do tych faz „przyzwyczajony” – w takim znaczeniu, że widział je już z moim udziałem setki razy; dziś twierdził, że się nie boi, ale gdy wstałam, sam zasnął na dwie godziny ze zmęczenia, wyczerpania. Bliski, nawet gdy wie i rozumie, co się dzieje, i ma świadomość, że to minie, musi ciągle trzymać gardę; nie może sobie pozwolić, przez te kilka godzin, dni czy tygodni, na słabość, zwątpienie czy „wyłączenie”. Musi pozostać czujny. A to dużo kosztuje, w monetach zdrowia, spokoju wewnętrznego, odporności na stres, relaksu, odpowiedzialności. Dlatego epizody psychotyczne – ale też każde inne, maniakalne, depresyjne – są takie wymagające dla całego systemu rodzinnego. Każdy robi swoje, ale w tyle głowy czeka na rozwój wypadków. Czy to pojedynczy epizod? Czy jutro się powtórzy? A co będzie za kilka dni, a co w weekend?

Wycofaliśmy dziś w porozumieniu z psychiatrą Pregabalinę. Kolejna lekowa próba przegrana. Jednym z rzadkich skutków ubocznych tego medykamentu jest bowiem generowanie stanów psychotycznych. A jako że jestem mistrzynią w doświadczaniu skutków ubocznych, jest niemal pewne, że to Pregabalina wzmocniła fazę psychotyczną. Zostajemy więc na razie przy Olanzapinie, profilaktycznie i na wypadek kolejnego epizodu.

A jesteśmy pewni, że się wydarzy.

First there was a dream. I dreamed that I was standing on the grave of my ancestors and I’ve just started cleaning it when a stranger suddenly appeared, saying that he wanted to write their story. I was outraged and I started fighting for my own right to tell this story – hell, they were MY family! I didn’t give him an access to their grave, nor to any information. This is my task, I was convinced of it.

I woke up and thought I had to start right away.

And then the psychotic episode started to develop quickly.

I had the feeling that I was possessed by the outside voice telling me to write. That if I don’t give in to this force, something bad will happen. I felt like in the power of a powerful genie, except that this time I was to fulfill his wishes. Then it got only worse; I couldn’t stop writing, I couldn’t calm down; I kept pacing around the room, marching, singing Polish soldiers’ songs because I thought I WAS a Polish soldier from 80 years ago. After taking a huge dose of Olanzapine, I finally laid down, only to hallucinate that the wall of the room was approaching me and I would soon suffocate; I also saw strange patterns on objects and started talking nonsense. When I began to calm down (Lorazepam), and the pressure from the spirit of the ancestors decreased, very vivid suicidal ideas came. Finally I fell asleep and woke up tired but in contact with reality.

Where is the border between inspiration and disease? Is being inspired the same as a manic-psychotic episode? Certainly not. The proof that it is not an inspiration but an episode lies in Olanzapine. It worked, the tension eased, and with it the conviction that I am beginning to create an epic work that will make me famous all over the world. I don’t want to be a haunted artist, I prefer to be a craftswoman who methodically pursues her goal, putting years of experience and reflection into her works. Of course, I believe in my dreams, but I do not want them to take me to the other side of the rainbow within a few minutes – to the the land of omnipotence and glory.

Psychotic episodes are a bit scary, because you appear to your loved ones (and yourself, once you catch the distance to what is happening to you) as overwhelmed by a bizarre, incomprehensible spirit; you have access to words and insights that escape logic. My husband is „used to” these phases – in the sense that he has seen me in them hundreds of times; today he claimed that he was not afraid, but when I got up he fell asleep for two hours from fatigue, exhaustion. A loved one, even when he knows and understands what is going on and is aware that it will pass,  must always be alert, always keep his guard; during these few hours, days or weeks, he cannot afford weakness nor doubt. He must remain vigilant. And it costs a lot in coins like health, inner peace, resistance to stress, relaxation, responsibility. That is why psychotic episodes – but also any other, manic, depressive – are so demanding for the whole family system. Everyone does their own thing, but in the back of their heads they keep thinking how the situation will develop. Is this a single episode? Will it happen again tomorrow? And what will be in a few days, and what during the weekend?

Today, after consultation with the psychiatrist we have withdrawn Pregabaline. Another drug trial lost. One of the rare side effects of this medicine is the generation of psychotic states. And as I am a champion in experiencing side effects, it is almost certain that Pregabaline has strengthened the psychotic phase. So we stay with Olanzapin for the time being, preventively and in case of another episode.

And we are sure it will happen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.