Nie świruj / Don’t go nuts

(ENG.below) Dobra wiadomość: coś się przez noc przełamało. Substancje w mózgu przesunęły się z prawa na lewo i z lewa na prawo; muszę tylko uważać, by nie zalał mnie, dla odmiany i w ramach kontrreakcji, dopaminowy szał. Powinnam dziś zwracać uwagę na ryzykowne pomysły, nadmiar energii, skłonność do działań niecodziennych i przekonanie, że wszystko mogę.

Brzmi jak tani horoskop…

Obejrzałam na Facebooku kilka spotów promujących akcję wzięcia udziału w jesiennych wyborach parlamentarnych w Polsce: „nie świruj – idź na wybory”. No więc ja świruję i idę. Gdybym była zdrowa, uśmiałabym się z tego chwytliwego hasła. Ponieważ jednak jestem wariatem i świruję praktycznie na co dzień, odwracam się z niesmakiem od kampanii, która wykazuje się brakiem wyobraźni i wrażliwości. Dla niektórych z nas świrowanie nie jest powodem do śmiechu, wiesz?…Naprawdę, wolelibyśmy nie świrować. Ponadto nie rozumiem, w jaki sposób świrowanie może być tożsame z nie chodzeniem na wybory. Chodzę na nie zawsze, zdrowa czy chora. Tak, wiem, „świrowanie” to pewnie takie śmieszne określenie na „wydziwianie” czy „zachowywanie się nie tak, jak trzeba”, ale to tylko pogarsza mój odbiór tej akcji. Bo i ja często „wydziwiam”: jestem przygnębiona pozornie bez powodu, nie mam siły wstać z łóżka, lub, dla odmiany, mam sto pomysłów na minutę, maluję dziwne rzeczy i najlepiej czuję się w towarzystwie innych wariatów. Poza tym jak niby miałabym „nie świrować”?…Jestem chora, do cholery.

Mam nadzieję, że gdyby akcja promocyjna miała treść, na przykład, „wstań i idź na wybory”, odezwałaby się jakaś upokorzona niepełnosprawna dusza, która nie wstaje od wielu lat; „zrzuć zbędne kilogramy i idź na wybory” – zwolennicy body positivity i wolnego wyboru; „nie bądź mięczak – idź na wybory” – przeciwnicy toksycznej męskości, i tak dalej. Nieśmiało, ale jednak pewnie, chciałabym dziś pomachać chorągiewką w imieniu tych, którzy jednak świrują. I idą. Jesteśmy tu, oglądamy waszą kampanię i jest nam przykro, że robicie sobie z nas jaja. Może to political correctness, może nabyta nadwrażliwość, a może po prostu potrzeba włączenia i bycia częścią społeczeństwa zamiast zabawną krotochwilą.

Good news: something broke through during the night. Substances in the brain have shifted from right to left and from left to right; I just have to be careful not to overwhelm myself today, for a change and as a counteraction, because my brain can have a tendency to flood itself with dopamine after this phase of depletion. Today, I should pay attention to risky ideas, excess energy, a tendency to unusual activities and the belief that I can do anything.

Sounds like a cheap horoscope …

I watched on Facebook several spots promoting the participation in the autumn parliamentary elections in Poland: „don’t go nuts – go to the election”. You know, I’m going nuts and going to the election. If I were healthy, I would laugh at this catchy slogan. However, because I am crazy and going nuts almost every day, I turn away in disgust from the campaign which shows a lack of imagination and sensitivity. For some of us, going crazy is not a reason to laugh, you know? … Really, we would prefer not to freak out. Also, I don’t understand how going nuts can be synonymous with not going to elections. I participate in them always, healthy or sick. Yes, I know, „going nuts” is probably such a funny term for „freaking out” or „behaving the wrong way”, but it only worsens my perception of this action. Because I often „behave strange”: seemingly depressed for no reason, I have no strength to get out of bed, or, for a change, I have a hundred ideas per minute, I paint strange things and I feel best in the company of other crazy people. Besides, how could I not „go nuts”? … I’m sick, damn it.

I hope that if the promotional campaign had the content, for example, „get up and go to the elections”, some humiliated disabled soul, who has not been able to get up for many years, would be speaking up, „lose weight and don’t lose your choice” – would wake up advocates of body positivity; „don’t be a looser – go to the elections” – would cause the reaction of the opponents of toxic masculinity, and so on. Shyly, but surely, I would like to wave the flag today on behalf of those who ARE going nuts. And they go to the elections. We are here, we are watching your campaign and we are sorry that you are making jokes of us. Maybe it’s political correctness, maybe acquired hypersensitivity, or maybe just the need to be included and be part of society instead of a funny fool.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.