Nienawidzę mózgów / I hate brains

(ENG.below) „Nienawidzę mózgów” – zażartował mój psychiatra ostatnio. Jego poczucie humoru często rozświetla moje najgorsze momenty. Znów nie wiemy, co robić. Mieszamy w lekach. Wracamy do starych, sprawdzonych kawałków, które jednak nie chronią dostatecznie (krótki atak psychotyczny mimo wszystko wczoraj).

Właśnie wczoraj było bardzo ciężko. Zaczęłam czytać newsy z Polski, które doprowadziły mnie do łez, potem – do wzrostu niepokoju, a na końcu wydawało mi się, że psy rządzą światem a uchodźcy toną na moim stole (psychoza). W skrócie: pełniącym obowiązki prezesa sądu najwyższego został były szef Ordo Iuris (katolicka sekta), jeden z polityków postanowił wypowiedzieć konwencję antyprzemocową, bo to „Genderowe brednie”, medal od ministra sprawiedliwości otrzymała nastolatka zachęcająca publicznie do wysadzania klinik aborcyjnych, a prokuratura dostała wytyczne stawać po stronie kościoła w sprawach o molestowanie. Do tego prezydent postanowił rapować, kwestując na służbę zdrowia, której jednym podpisem odebrał ostatnio dotacje, przesuwając je na telewizję publiczną, tubę aktualnej władzy.

Ja wiem, ja nie powinnam tego czytać. Mieszkam zagranicą. Tu wszystko jest inaczej. Jednakże w Polsce mieszka moja rodzina i przyjaciele, a ja nie potrafię się od tego zupełnie odciąć. Myślę o nich. I o tym, jak aktualne władze psują, stawiają świat na głowie. Mój nadwrażliwy mózg bierze wszystko do siebie, bez osłony, bez ochrony; zaczyna się bać, rozsypywać, nie potrafi się skleić. Chciałabym powiedzieć za moim lekarzem „nienawidzę mózgów”, ale jednocześnie kocham mój za to, jaki jest twórczy. Żałuję tylko, że tak mało twórczy w kontekście dystansowania się do spraw, na które nie mam wpływu.

Nie wiem jak żyć w świecie, który staje na głowie. Nie potrafię już czytać newsów na temat Donalda Trumpa, bo za bardzo się denerwuję. Próbowałam zrozumieć „drugą stronę”, czytając świetną, socjologiczną książkę o wyborcach Partii Republikańskiej w USA, „Obcy we własnym kraju”. Nie pomogła.

Chorzy psychicznie CZUJĄ WIĘCEJ, czują BARDZIEJ. Wydaje mi się, że na co dzień nikt o nas nie myśli – o tym, jak pewne komunikaty mogą powodować nasz rozpad, defragmentaryzację, ucieczkową dysocjację. Trzeba być silnym, prawda? Wyposażonym w mechanizmy racjonalizacji, w odpowiednie osłony, nauczonym chronić samego siebie. To bardzo trudne, wypracować coś takiego mając chory mózg. Marzę o świecie, w którym jest miejsce dla słabych.

„I hate brains,” my psychiatrist joked lately. His sense of humor often lights up my worst moments. Again, we don’t know what to do. We juggle with medication again. We return to the old, that have proven their influence, which, however, do not protect me sufficiently (short psychotic attack despite everything yesterday).

Just yesterday it was very hard. I started reading news from Poland, which led me to tears, then – to anxiety, and finally it seemed to me that dogs rule the world and refugees are drowning on my table (psychosis). In a nutshell: the former head of the Ordo Iuris (Catholic sect) was nominated as the president of the supreme court, one of the politicians decided to terminate the anti-violence convention, because it was „Gender bullshit”, a medal from the minister of justice was given to a teenager who publicly encouraged to blow up abortion clinics, and the prosecutor’s office received guidelines to take the side of the church in cases of sexual harassment. In addition, the president decided to rap (true), in order to gather extra money for the health service, whose he deprived with one signature with subsidies recently, moving them to public television, a tube of current government.

I know, I shouldn’t read this. I live abroad. Everything is different here. However, my family and friends live in Poland, and I cannot completely cut myself off. I think about them. And about how the current authorities spoil, turn the world upside down. My hypersensitive brain takes it all without protection; begins to be scared, to crumble, can’t cope. I would like to say „I hate brains” after my doctor, but at the same time I love mine for how creative it is. My only regret is that it is not creative enough in the context of distancing myself from matters that I cannot control.

I don’t know how to live in a world that stands on its head. I can’t read the news about Donald Trump anymore, because I’m nervous too much. I tried to understand the „other side” by reading a great, sociological book about Republican party voters in the US, „Strangers in Their Own Land.” It didn’t help.

Mentally patients FEEL MORE, they feel DEEPER. It seems to me that nobody thinks about us every day – how certain messages can cause our breakup, defragmentation, and escape dissociation. You have to be strong, right? Equipped with rationalization mechanisms, appropriate shields, taught to protect yourself. It’s very difficult to work out something like this with a sick brain. I dream of a world where there is room for the weak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.