O tym jak nie umarłam / About the fact that I didn’t die

(ENG.below) Zażyłam wczoraj wieczorem Klozapinę i nie umarłam. Co więcej, spałam jak dziecię; nie budził mnie nawet wiercący się pies (kiedy śpię na wznak, zdarza mu się wskoczyć mi na klatkę piersiową i lizać po twarzy; może chce uspokoić moje chrapanie?……)

Kilka tygodni nosiłam się z myślą, że coś pójdzie nie tak. Że Klozapina się nie przyjmie. Że będę się ślinić na potęgę. I w końcu, że umrę. Mój opór był prawie tak duży, jak moja determinacja; odwołałam nawet jedno spotkanie z psychiatrą, żeby odwlec w czasie moment startu.

Myślenie o śmierci, która jest poza moją kontrolą (bo myśli samobójcze to specyficzne myślenie o śmierci: kontrolowanej), sprowadziło mnie na tory myślenia o moim życiu i o tym, czy gdybym teraz umarła, mogłabym zameldować wykonanie jakiegokolwiek życiowego zadania. Śmiej się, mnie też wydaje się to trochę śmieszne – życie jako misja – a jednak mocno jest to we mnie zakorzenione.

Zaczęłam sobie przypominać klientów, grupy, twarze, momenty AHA, cały mój wieloletni bój terapeutyczny, moje piosenki, wiersze, rysunki, i, nie wiedzieć czemu, jeden szczególny moment: gdy pomagam wstać pijanemu i poranionemu mężczyźnie, leżącemu na ulicy. Napotykamy policjanta, który mówi: a po co pani mu pomaga? Nie wie pani, kto to jest? On za komuny był prokuratorem.

Nie wiem, jak długo trzeba płacić za swoją przeszłość. Mam nadzieję, że istnieje jakiś horyzont czasowy. Może nie dla wyrzutów sumienia, ale choćby dlatego, by ktoś cię podniósł, gdy nie będziesz mieć siły.

I took Clozapine last night and I did not die. What’s more, I slept like a baby; I was not even woken up by my dog (when I sleep on my back he sometimes jumps on my chest and licks my face, maybe he wants to calm my snoring……)

I took a couple of weeks to carry the thought that something would go wrong. That my body will not accept the new medication. That I will drool extensively. And finally, that I will die. My resistance was almost as big as my determination; I even canceled one meeting with a psychiatrist to postpone the moment of the start.

Thinking about death, which is beyond my control (because suicidal thoughts are a specific thinking about death: controlled), brought me to thinking about my life and whether, if I died now, I could report the execution of any life task. You may laugh, it also seems a bit ridiculous to me – life as a mission – and yet it is firmly rooted in me.

I began to recall my clients, groups, faces, moments of AHA, all my long-standing therapeutic fight, my songs, poems, drawings, and, for some reason, one particular moment: when I helped drunk and wounded man lying on the street. We encountered a policeman who said: why do you help him? You do not know who it is? He was a prosecutor during communistic times.

I do not know how long you have to pay for your past. I hope there is a time horizon. Maybe not for remorse, but only for someone to pick you up when you do not have the strength to walk on.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.