Objazd / Detour

(ENG.below) Od paru dni mam wrażenie, że idę ulicą, a depresja stoi tuż za rogiem. Próbuję obejść, objazdów i tajemnych przejść, ale gdziekolwiek nie pójdę, trafię na nią. Niektórzy ludzie twierdzą, że z depresji nigdy tak naprawdę się nie wychodzi. Można ją stłumić, odsunąć, znaleźć jasne strony i przyjemne rzeczy, ale gdzieś w tle, gdzieś w zakamarkach mózgu ona już wygodnie się rozsiadła i nie opuści cię aż do śmierci. Byłam hospitalizowana z jej powodu już kilkukrotnie, co mogłoby potwierdzić tę śmiałą tezę; nie przeszkodziło mi to w międzyczasie doświadczyć epizodów hipomaniakalnych, nakręconych i naszprycowanych płomienną energią. Jednak czasem myślę, że to po prostu rewers depresji, taka jasna-depresja.

Ostatnio, być może za sprawą obejrzenia całości „Władcy Pierścieni” po raz 124, zatęskniłam za…drużyną. Za tym, by u mojego boku stali druhowie, którzy nie zostawią mnie niezależnie od tego, jak kiepsko będzie ze mną i ze światem. Nie mam takiej drużyny. Mam rodzinę, przyjaciół bardzo daleko i znajomych tu na miejscu, lecz depresyjny woal, który zakrywa mi oczy, podpowiada, żebym nie zawracała im dupy, bo mają swoje życie i swoje problemy. To przekonanie tylko pogłębia moją samotność, a ona z kolei napędza depresję, i koło się zamyka; im gorzej się czuję, tym mniej mam odwagi, by z kimś porozmawiać, bo nie chcę oblepiać nikogo swoim mrokiem. Rozmawiam zatem z gliną, papierem i farbami. Ale one nie odpowiadają.

Wiem, wiem po tysiąckroć, że wyjściem z tej sytuacji jest wyciągnięcie ręki po pomoc. Otwarcie ust. Napisanie maila. Umówienie się na skype, na kawę. Próbuję, choć nieśmiało; jako że choroba psychiczna czyni ze mnie w moich własnych oczach nudne dziwadło, wiele kontaktów zaprzepaściłam, odkąd zachorowałam. Odzywanie się do kogoś po dwóch latach dlatego, że czuję się samotna i smutna, wydaje mi się nieco uwłaczające – zwłaszcza dla tej drugiej osoby.

Jako że jednak alternatywą jest coraz głębsze osuwanie się w rozpacz, póki jeszcze mam trochę siły, sięgam.

I czasem ktoś wyciąga rękę.

I’ve been having the impression for several days that I’m walking down the street and depression is just around the corner. I’m trying to get around, find detours and use secret passages, but wherever I go, she’ll find me. Some people say that you never really get out of depression. You can suppress it, move it away, find bright sides and pleasant things, but somewhere in the background, somewhere in the depths of the brain, she has already settled comfortably and will not leave you until you die. I have been hospitalized because of it several times, which could confirm this bold thesis; it didn’t stop me from experiencing hypomanic episodes, flamed and bursting with energy. However, sometimes I think it’s just the reverse of depression, such a bright-depression.

Recently, maybe because of watching the whole „Lord of the Rings” for the 124th time, I missed … the fellowship. Sisters and brothers that would stand by my side, who would not leave me no matter how bad it would be with me and with the world. I don’t have a team like that. I have family, friends that live very far and acquaintances here, but the depressed veil that covers my eyes tells me not to bother them because they have their lives and their problems. This belief only deepens my loneliness, which, in turn, drives depression, and the circle closes; the worse I feel, the less courage I have to talk to someone because I don’t want to burden anyone with my darkness. So I’m talking with clay, paper and paints. But they don’t answer.

I know, I know a thousand times that the way out of this situation is to reach out for help. Opening my mouth. Writing an email. Making an appointment for Skype or for coffee. I try, though timidly; since mental illness makes me a boring freak in my own eyes, I have lost a lot of contacts since I got sick. Talking to someone after two years because I feel lonely and sad seems a bit offensive to me – especially for the other person.

However, as the alternative is a deeper and deeper despair, while I still have some strength, I reach out.

And sometimes, someone answers.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.