Ocalanie świata / Saving the world

(ENG.below) Nie pisałam, bo byłam zajęta ocalaniem świata razem z Avengersami – przed zagrożeniami z kosmosu i takimi bardziej lokalnymi…W międzyczasie odwiedziłam atelier, pływałam i prowadziłam przełomowe rozmowy z mężem, które o mały włos nie skończyły się rozwodem. Wniosek: odkrycia z terapii zachowaj dla siebie, a pytaj tylko o to, co jesteś w stanie usłyszeć.

Już prawie trzy tygodnie (niemal) bez symptomów, a przynajmniej bez epizodu psychotycznego. Jeszcze jakiś czas temu rozmowa taka jak sprzed kilku dni zakończyłaby się kosmicznym odrealnieniem i urojeniami; tym razem mój system pomieścił niepewność, niepokój, żal i strach. Nie wiem, jak to możliwe; moja przyjaciółka twierdzi, że to „nowy wiatr w żagle”. Wydaje mi się, że siły dodaje mi atelier – to, że coraz więcej osób daje mi sygnały, że to, co maluję, jest „niesamowite”. Mimo, że jestem wobec tego co najmniej sceptyczna, i za każdym razem odpowiadam: „naprawdę tak myślisz?…”, mam wrażenie, że zyskałam swoje miejsce, spokojne i inspirujące, gdzie mogę wśród innych podobnych freaków robić to, co lubię. Staje się to elementem poszukiwanej przeze mnie układanki „kim jestem i gdzie są moje granice”. I nie mam tu na myśli granic bólu i cierpienia, które, jak mi się wydaje, całkiem nieźle poznałam.

Moja przyjaciółka, która nomen omen jest terapeutką, skłoniła mnie do zmiany myślenia o chorobie. Powiedziała: „zamiast nazywać siebie chorą, pomyśl, że twoje zranienie było tak głębokie, że nie starczyło ci zasobów na konstruktywne przystosowanie się do rzeczywistości”.

Poprzymierzam to do siebie.

I did not write, because I was busy saving the world with the Avengers – against threats from space and those more local … In the meantime, I visited the atelier, swam and conducted groundbreaking conversations with my husband, which almost ended in divorce. Conclusion: keep the discoveries from the therapy for yourself, and ask only for what you are ready to hear.

Almost three weeks without symptoms, or at least no psychotic episode. Some time ago a conversation like the one from a few days ago would end with cosmic derealisation and delusions; this time my system contained uncertainty, anxiety, regret and fear. I do not know how it was possible; my friend claims that it is „a new wind in the sails”. It seems to me that the atelier gives me strength – the fact that more and more people give me signals that what I paint is „amazing.” Although I am at least skeptical about it, and every time I answer: „You really think so? …”, I have the impression that I gained my place, calm and inspiring, where I can do what I like among other similar freaks. It becomes an element of the puzzle I am looking for, „who I am and where are my limits”. And I do not mean limits of pain and suffering, which I think I know quite well.

My friend, who is a therapist, prompted me to change my thinking about the illness. She said: „Instead of calling yourself sick, think that your wound was so deep that you did not have enough resources to constructively adapt to reality.”

I think I’ll try it out.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.