Ostatni dzień / The last day

(ENG.below) Dziś ostatni dzień roku.

Ciekawa jestem, jak długo będę przeżywać te święta. Moją osobność, potrzebę samotności, ciszy, spokoju. Moje nieprzystosowanie do ludzi. Zdziczałość, wycofanie, oczywiste przeciążenie z byle powodu, szukanie drobnych wymówek, by zaszyć się w pokoju na pięterku. Jestem niedostosowana społecznie. Nigdy wcześniej nie byłam i nie wiem, co z tym zrobić.

Biegają dzieci. Marzę, by nie biegały.

Ktoś się na kogoś obraża, ktoś kogoś tłumaczy, ktoś zaczyna tańczyć, inny włącza film. Za dużo, za intensywnie, za głośno. Czuję, jak kurczą się moje czułki wysunięte do świata. Uśmiecham się, szczęka mnie boli. Potakuję, boli mnie kark. Próbuję wydostać się niezauważalnie; jestem za duża, by mnie nie zauważyć.

Ale nie o tym chciałam pisać.

Chciałam napisać, że minął kolejny rok, w którym nie udało mi się uniknąć hospitalizacji; halucynacji i urojeń; manii, depresji, myśli samobójczych; tycia, bezsilności, oderwania od rzeczywistości i powolnego zamykania się w pętli własnej tragedii.

Patrzę na mojego chorego ojca i moje serce pęka w kilku miejscach.

To, co mi się udało: przeżyć. Jadąc na oparach miłości do męża, rodziny i świata, doturlałam się do 2019 roku.

Jak wiesz, planowanie nie do końca sprawdza się w chorobie schizoafektywnej, więc pozwól, że nie napiszę, co zamierzam w 2019.

Nic nie zamierzam. Jestem gotowa na wszystko.

 

PS. Wiersz dla O.

 

zmieniasz się

już nie damy rady tego ukryć

zamaskować uśmiechem, machnięciem ręki

naciąganiem rzeczywistości by pasowała do

różowopozytywnych wyobrażeń

 

wolniej i mniej dokładnie

nie zamaszyście jak dawniej

szurając, szurając

idziesz

 

jeden krok do przodu i dwa w tył

jeden krok do przodu i dwa w tył

jeden krok

Today is the last day of the year.

I wonder how long more I will think about this Christmas. About my need for loneliness, peace and quiet. My maladjustment to people. Wildness, withdrawal, obvious overload for any reason, looking for minor excuses to hide in a room on the first floor. I’m socially maladjusted. I’ve never been before and I do not know what to do about it.

Children are running around. I would prefer they didn’t.

Someone is offending someone else, someone translates someone else’s behavior, someone starts to dance, another turns on the movie. Too much, too loud. I feel my tentacles to the world shrink. I smile, my jaw aches. I nod, my neck hurts. I try to get out unnoticed; I’m too big to miss me.

But I did not want to write about it.

I wanted to write that another year passed, in which I was unable to avoid hospitalization; hallucinations and delusions; mania, depression, and suicidal tendencies; weight gain, helplessness, detachment from reality and slow closing in the loop of my own tragedy.

I look at my sick father and my heart breaks in several places.

What I succeeded in: to survive. Moving on the pieces of love for my husband, family and the world, I got to the end of 2019.

As you know, planning does not really work in schizoaffective disease, so let me not write what I intend to do in 2019.

I’m not going to plan anything. I’m ready for anything.

 

PS. A poem for O.

 

you change

we can not hide it anymore

mask the smile with a wave of your hand

dragging reality to fit into

pink-positive imaginations

 

slower and less accurately

not boldly like once

shuffling, shuffling

you move

 

one step forward and two back

one step forward and two back

one step

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.