Owoce mikromisji / The fruit of a micromission

(ENG.below)  Wczoraj dzień depresyjny. Nie wyszłam z domu, dużo spałam, dużo jadłam i czytałam komiksy. Taki stan, jakbym na czole miała napisane „nieczynne”. Na szczęście mój mąż powiedział mi, że nikt niczego ode mnie nie oczekuje. Zwolniona z obowiązku konstruktywnego funkcjonowania, mogłam w spokoju być – jakby mnie nie było.

Ten przekaz, że każdego dnia muszę dokładać cegiełkę do budowy lepszego świata, prowadził mnie przez wiele, wiele lat; zaprowadził do dobrej pracy, osiągnięć, kontaktów, wpływowych klientów. Teraz, gdy jestem chora, jest bardziej kulą u nogi i utrudnia „chorowanie”; każdy dzień, gdy jestem „nieczynna”, grozi poczuciem winy i rozczarowaniem samą sobą, co jedynie wzmacnia mój depresyjny nastrój. Poczucie tego, że jeśli nie dołożę się do budowy lepszego świata, nie mam racji bytu, jest zaszczepione tak głęboko, że nie potrafię go z siebie wyrwać z korzeniami. Wyobrażam sobie jedynie, co by było, gdyby mi się udało: spokój, przepływ, akceptacja, ulga.

Dzierganie tego bloga jest dla mnie pewnego rodzaju konsensusem. Gdybyś mnie widział/a: siedzę w piżamie, między jedną kawą i papierosem a drugą, wysyłając w świat swoje najcenniejsze myśli z nadzieją, że do kogoś trafią, być może wpływając na sposób, w jaki ten ktoś myśli o chorobach psychicznych. Mikromisja. Minipowołanie. Tycinadzieja.

A potem myślę sobie, że szukanie misji i powołania to nie domena chorych psychicznie, lecz po prostu kondycja ludzka; że wielu zdrowych, którzy to czytają, też zastanawia się nad tym, co wnosi do świata.

Owocnych poszukiwań.

Depressive day yesterday. I did not leave my apartment, I slept a lot, I ate a lot and read comic books. Such a state, as if I had „absent” written on the forehead. Fortunately, my husband told me that nobody expected anything from me. Released from the duty of constructive functioning, I could be in peace – as if I was really absent.

This message that every day I have to make a brick to build a better world, led me for many, many years; it led to good work, achievements, contacts, influential clients. Now, when I am sick, it is more of a burden and makes it difficult to „get sick”; every day when I am „absent”, I am threatened with guilt and disappointment with myself, which only strengthens my depressive mood. The feeling that if I do not contribute to the construction of a better world, I have no reason to exist, is rooted so deeply in me that I can not get rid of it entirely. I can only imagine what would happen if I succeeded: peace, flow, acceptance, relief.

Knitting this blog is a kind of consensus for me. If you see me, I am sitting in pajamas, between one coffee and cigarette and another, sending the world my most precious thoughts, hoping to reach someone, perhaps influencing the way that someone thinks about mental illness. Micromission. Minicall. Tinyhope.

And then I think to myself that searching for a mission and calling is not a domain of the mentally ill, but simply a human condition; that many healthy people who read this also wonder what they bring to the world.

I wish you fruitful searches.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.