Pan Kawka traci pióra / Mr. Daw loses his feathers

(ENG.below) Wczoraj miała się odbyć moja sesja terapeutyczna w podejściu terapii schematów, lecz zamiast tego „ocalaliśmy wszechświat”, czyli musieliśmy podjąć interwencję spowodowaną moim aktualnym stanem. Doktor G. nazwał go początkiem epizodu psychotycznego. Zaczęło się już kilka dni temu; moja pojemność na stres spadła do poziomu minus dwadzieścia. Pojechaliśmy z mężem zakupić krzesło biurowe? Stres, po którym nie mogłam się uspokoić bez Lorazepamu. Skype z moją przyjaciółką, która serdecznie daje mi konstruktywny feedback do mojej prezentacji? Popłakałam się z napięcia. Zadzwonienie do miejscowego ZUS-u w sprawie mojej domniemanej renty? Spociłam się tak, że musiałam zmienić podkoszulkę, po czym znów nie mogłam się uspokoić – Lorazepam. Trudna rozmowa z mężem? I znów płaczę z napięcia. Dotarcie do psychiatry? Ludzie dziwnie na mnie patrzą, może to wszystko jest ustawione, jak w teatrze? Do tego dochodzi znaczące obniżenie umiejętności skupienia uwagi (przerwałam mój kurs pisarski on-line na kilka dni). To, co mnie uspokaja, to słuchanie muzyki i sprzątanie mieszkania. Gdy rzeczy znajdują swoje miejsce – ja znajduję swój spokój. Choćby na chwilę.

Wspólną decyzją włączyliśmy znów Olanzapinę w małej dawce oraz Lorazepam, by nie doprowadzić do eskalacji symptomów. Jako że najbezpieczniej czuję się w domu, nie planuję w najbliższych dniach żadnych eskapad. Siedzę w gnieździe i piszczę. Wieczorami z pracy przyfruwa mąż, który karmi mnie przytuleniem i dobrym słowem, a czasem nawet bajką z naszej wyimaginowanej krainy – Doliny Pup (ma to już kilkuletnią tradycję i uwierz mi, stworzyliśmy całe uniwersum, które oprócz życzliwych Pup, będących wizażystkami i podróżniczkami zamieszkują między innymi Warchlaki-Rozrabiaki, Gąsienica Matylda, chihuaha masażyści i chihuahua księgowi, małpki budowlańce, Duch, Pan Skarbek i mnóstwo innych bohaterów).  Bajki, które sobie opowiadamy, odsyłają mnie w miejsce, gdzie zawsze wszystko dobrze się kończy, niezależnie od perypetii. Potrzebuję takich uzdrawiających historii. One jakby…uzdrawiają mnie za mnie. Moja ulubiona opowieść to ta o Panu Kawce, który co jakiś czas popada w nawracającą chorobę i bardzo się jej wstydzi, bo traci wtedy wszystkie pióra. Jego przyjaciele są zawsze przy nim, a jeże – krawcy szyją mu pajacyki, żeby nie marzł i nie chodził goły. Nawet gdy jej słucham po raz setny, bo cyklicznie proszę męża, żeby mi ją opowiedział, wzruszam się do łez, że Pan Kawka nie zostaje sam ze swoją małą tragedią.

Gdziekolwiek jesteście, nie jesteście sami.

Myślę o was.

Mój mail: mail: zuzanna.koronska.itten@gmail.com

My therapy session in a schema therapy approach was to take place yesterday, but instead, we were occupied „saving the universe”, that is, we had to intervene because of my current condition. Doctor G. called it the beginning of a psychotic phase. It started a few days ago; my stress response has dropped to a minus twenty level. Going shopping to buy an office chair? A lot of stress, after which I could not calm myself down without Lorazepam. Skype with my friend who warmly gives me constructive feedback on my presentation? I cried with tension. Calling the local insurance company regarding my supposed pension? I sweated so much that I had to change my T-shirt, then I couldn’t calm down again – Lorazepam. Difficult conversation with my husband? Here I go, I’m crying again. Reaching a psychiatrist? People look at me strangely, maybe it’s all set up, like in a theater? In addition, there is a significant reduction in the ability to focus attention (I stopped my online writing course for a few days). What calms me down is listening to music and cleaning the apartment. When things find their place – I find my peace. Just for a moment.

By a joint decision, we included Olanzapine in a low dose and Lorazepam again, so as not to escalate the symptoms. Since I feel the safest at home, I don’t plan any escapades in the coming days. I sit in the nest and squeak. In the evenings my husband flies in back from work, and feeds me with a hug and a good word, sometimes even a fairy tale from our imaginary land – the Valley of the Buttocks (it has a tradition of several years and believe me, we’ve created a whole universe that, apart from friendly Buttocks, who are a make-up artists and travelers, is filled with many other characters like Naughty Piglets, Caterpillar Matilda, Chihuaha Masseurs and Chihuahua Accountants, Monkey Builders, The Ghost, Mr. Treasure and many other heroes). The fairy tales we tell each other send me to a place where everything always ends well, regardless of the vicissitudes. I need such healing stories. They kind of … heal myself for me.

My favorite story is about Mr. Daw, who from time to time falls into recurring illness and is very ashamed of it, because he loses all the feathers. His friends are always with him, and the hedgehogs – tailors sew him special, warm clothes so that he does not freeze and walk bare. Even when I listen to it for the hundredth time, because I regularly ask my husband to tell me this one, I am moved to tears that Mr. Daw is not alone with his little tragedy.

Wherever you are you are not alone.

I’m right beside you.

My mail: zuzanna.koronska.itten@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.