Pani Piórko / Mrs. Feather

(ENG.below) Dawno już nie było epizodu psychotycznego, więc przyszedł dzisiaj, na szczęście w centrum kryzysowym, gdzie otoczono mnie natychmiastową opieką. Ostre kolory, dźwięki wzmocnione sto razy, nierealne twarze obsługi, chodzące krzesła, lęk, derealizacja. Po wzięciu Zyprexy udało mi się doczołgać do domu; zasnęłam na trzy godziny.

Od poniedziałku zaczynam brać antydepresanty. Nie mogę się doczekać. Każdy poranek wygląda bowiem tak samo; budzę się i mam wrażenie, że czeka już na mnie plecak pełen kamieni, który muszę ze sobą taszczyć. Nie zostało mi już zbyt wiele siły. Codziennie mobilizuję się i zbieram w sobie, a potem rozpadam znowu. To bardzo męczące, nieustanne podróżowanie góra-dół, nadzieja-bezsilność, napięcie-jeszcze większe napięcie. O niebo łatwiej byłoby po prostu wpaść w depresję, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi; stąd wiem, że jest ona już na wyciągnięcie ręki, wyglądająca jak kusząca perspektywa nie-bycia. Obawiam się, że jeśli nie zainterweniujemy lekami, wpadnę w ciemną otchłań.

Śniło mi się, że miałam koncert, ale zapomniałam słowa własnych piosenek, a slajdy, które miały mi pomóc, były przestarzałe i nieaktualne. Wiedziałam, że wkrótce przestanę śpiewać. W rzeczywistości wiem, że moja życiowa narracja dawania rady, walczenia i mobilizacji właśnie się rozpada; że muszę poszukać nowych słów, innych niż „kontrola”, „walka”, „wydajność”. Moja przyjaciółka terapeutka gorąco zachęca mnie do znalezienia alternatywnej metafory mojego życia. Wczoraj przypłynął do mnie obraz piórka unoszonego przez prądy powietrza, delikatnie i łagodnie. Tak bym chciała – odciążyć się, poddać, zrelaksować; niekoniecznie zaś wzmocnić, by jeszcze bardziej „napierdalać”. Jestem zmęczona wizją ciągłego wojowania z własną słabością, z rzeczywistością, z problemami.

Pani Piórko brzmi na razie bardzo egzotycznie, ale trzymam ten obraz w głowie i czuję lekkość z nim związaną.

There was no psychotic episode for a long time, so it came today, fortunately in a crisis center, where I was looked after immediately. Sharp colors, sounds enhanced a hundred times, unrealistic, distorted faces of nurses, walking chairs, anxiety, derealization. After taking Zyprexa I managed to crawl back home; I fell asleep for three hours.

I’m starting antidepressants from Monday. So much looking forward to it. Every morning looks the same; I wake up and I have the impression that a backpack full of stones is waiting for me, which I have to carry with me the whole day. I don’t have much strength left. Every day I mobilize and pull myself together, and then fall apart again. It’s very tiring, constantly traveling up and down, between hope and powerlessness, tension and even greater tension. It would be miuch easier to just fall into depression, however strange it might sound; hence I know that it is already at my doorstep, looking like a tempting prospect of not-being. I’m afraid that if we don’t intervene with drugs, I will fall into a dark abyss.

I dreamed that I had a concert, but I forgot the words of my own songs, and the slides that were supposed to help me were outdated. I knew that I would soon stop singing. In fact, I know that my life narrative of struggling, fighting and mobilizing is just falling apart; that I have to look for new words other than „control”, „fight”, „performance”. My therapist friend strongly encourages me to find an alternative metaphor for my life. Yesterday a picture of a feather lifted by currents of air came to me, gentle and light. I would love to find a relief, give up, relax; and not necessarily strengthen myself to perform even more and try even harder. I am tired of the vision of constantly fighting with my weakness, with reality and with problems.

Mrs. Feather sounds very exotic for now, but I keep this image in my head and feel the lightness associated with it.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.