Pasjonujące życie / A fascinating life

(ENG.below) Moje życie jest takie pasjonujące. Czasem bywam nim skrajnie podekscytowana i muszę brać tabletki uspokajające. Haha. Śmieszne, choć to nie żart.

Jest jeszcze ciemno, a ja już koczuję na balkonie, w kurtce i z kawą, pisząc; miewam ostatnio bardzo wczesne poranki.

Myślę tylko o tym, co się wydarzyło – o nowym, potencjalnym projekcie: pracy doktorskiej. Zaskoczona? Ja też. Jeszcze kilka dni temu taki pomysł nie istniał.

A było to tak:

Do mojego nieocenionego profesora od filozofii (mieszka w Kanadzie, poznaliśmy się na moich studiach podyplomowych, przepadałam za zajęciami z nim) wysłałam maila z pewnym pomysłem na książkę o roboczym tytule „Psychopatologia a sztuka ekspresyjna”. Odpisał szybko – może i książka, może i artykuł, ale może, może…praca doktorska? Od razu też zaproponował, że może zostać moim superwizorem.

Wiesz, pisanie doktoratu z chorobą psychiczną w tle nie brzmi lekko.

Ale gdyby, zgodnie z podejściem, jakiego mnie uczono na tychże studiach, pisać doktorat nie odpychając chorobę, lecz pisząc Z NIEJ? Tego jeszcze świat nie widział; „chory doktorat”… Na mojej uczelni królują dwie metody badawcze – hermeneutyczna i „arts-based research”, czyli badanie przez sztukę. To, co robię na co dzień – maluję, piszę prozę, poezję, sztuki teatralne, śpiewam, będąc chora – doskonale by się wpisało w to podejście.

A teraz dziesięć głębokich oddechów, bo muszę się uczyć zarządzania emocjami, a coś czuję, że niewiele brakuje, by mój balonik odleciał w kierunku hipomanii.

Niezależnie od tego, czy byłam zdrowa czy chora, zawsze ogromnie pociągały mnie wyzwania. A wyzwania intelektualno-artystyczne to pokarm mojej duszy; to coś, z czego jestem ulepiona, co jest dla mnie naturalne – i było tak odkąd siebie pamiętam. Pozwolę więc sobie pocieszyć się trochę tą możliwością (nic jeszcze nie zostało definitywnie zdecydowane), będę ją trzymać blisko serca, bo czuję, że jest mi droga, a gdy w końcu coś się z niej wykluje, będę się tym opiekować najlepiej jak potrafię. Jeśli zaś nie urodzi się nic, poczekam na kolejną okazję, kolejne światełko w oknie od losu. Oczywiście, pomagając trochę rzeczywistości; generując pomysły i wysyłając wici w świat. Może znajdzie się ktoś, tak jak teraz, kto uchwyci drugi koniec mojej witki i razem upleciemy z niej coś pięknego.

My life is so exciting. Sometimes I get extremely excited about it and then I need to take sedatives. Haha. Funny, though it’s not a joke.

It is still dark and I am already sitting on the balcony, in a jacket and with coffee, writing; I’ve been having very early mornings lately.

I’m just thinking about what happened – a new potential project: a doctoral dissertation. Surprised? Me too. Only a few days ago such an idea did not exist.

And it went like this:

I sent an email to my precious philosophy professor (he lives in Canada, we met during my postgraduate studies, I loved his classes) with a certain idea for a book with the working title „Psychopathology and expressive arts”. He wrote back quickly – maybe a book, maybe an article, but maybe … maybe a doctoral dissertation? He also immediately suggested that he could become my supervisor.

You know, writing a doctorate with a mental illness in the background does not sound easy.

But if, in accordance with the approach I was taught in these studies, if I were to write a doctorate not repelling the disease, but writing FROM IT? I am not sure if the world has seen a more crazy project; „a sick doctorate”… At my university there are two research methods – hermeneutic and „arts-based research”. What I do every day – I paint, write, sing while being sick – would fit perfectly in this approach.

And now ten deep breaths, because I have to learn how to manage emotions, and I feel that there if I turn myself on even more, my balloon will fly quickly towards hypomania.

Regardless of whether I was healthy or sick, I always loved challenges. Intellectual and artistic challenges are the food of my soul; it is something that I am made of, which is natural to me – and it always has been. So let me have some joy with this sudden opportunity (nothing has been definitively decided yet), I will hold it close to my heart because I feel that it is dear to me, and when something finally hatches out of it, I will look after it as best I can. If nothing is born, I will wait for another opportunity, another light in a window of fate. Of course, helping the reality; generating ideas and sending delicate strings into the world. Maybe there will be someone, like now, who will catch the other end of my string and we will make something beautiful out of it.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.