Piękne demony / Beautiful demons

(ENG.below) 3:30: gdy budzisz się, a wraz z tobą twoje demony i myśli samobójcze.

Nigdy nie lubiłam sformułowania „moje demony”, choć zdarza się, że rozmawiam z ich niewielką grupą w mojej głowie; wyglądają i zachowują się jak demony właśnie; to nie metafora. Na szczęście nigdy nie wyszły z mojej głowy – mam na myśli to, że nigdy nie stały się halucynacjami. Są bardzo okrutne, bezwzględne i prześmiewcze wobec mnie. Szydzą ze wszystkiego i nie znają litości. Ostatnio wzięły się za temat „upływ czasu” i fakt, że bardzo ciężko mi się z nim pogodzić. Mam prawie 40 lat, wyglądam podobno na 30; gdy wszystko w mojej głowie jest ok, czuję się, jakbym miała 25 (choć w depresyjnych momentach bliżej mi do osiemdziesiątki). „Używam dobrych kosmetyków”, odpowiadam zaskoczonym niedowiarkom.

Bronię się przed demonami nieudolnie, odpowiadając sobie samej, że przecież „kobiety lubią się podobać, że to naturalne, że nie ma w tym nic złego”. Demony pękają ze śmiechu. „Ty seksistko” – szydzą. „Wyszło szydło z worka. Co ty wiesz o kobietach? Jakim prawem oceniasz wszystkie przez swój pryzmat? To ty chcesz się podobać, bo masz problem ze starzeniem się. Zostaw resztę kobiet w spokoju. Nie wszystkie mają lęk i siano w głowie, jak ty. Nie wszystkie próbują łatać dziury w samoocenie swoim wyglądem.”

Bezwzględne lecz jak zwykle celne.

Dopóki byłam zdrowa, moją mocą i największym oparciem był mój intelekt. Potem, jak wiesz już z tego bloga, wiele się zmieniło. Obecnie – od kilku lat – nie pracuję, bo moje drastyczne wahania nastrojów zacierają jakąkolwiek perspektywę stabilności dłuższą niż 2-3 tygodnie. Mó intelektualny kręgosłup się połamał i przestał służyć zmienianiu świata na lepsze. Podejrzewam, że ocalając resztkę urody, próbuję oprzeć się na czymś, co, naturalnie, nie ma szans na bycie solidnym oparciem, bo a)jest chorobowo uzależnione (choć ostatnio schudłam 15kg, z łatwością mogę znów do nich wrócić, jeśli tylko będę zmuszona zażywać antypsychotyki na co dzień), b)podlega upływowi czasu i przemija, przecieka między palcami, co widać na zdjęciach i w lustrze c)nie prowadzi mnie donikąd, poza sporadycznymi zagajkami na Instagramie pod tytułem „hello beautiful”, które nie dają oczekiwanej miniaturowej radości, tylko wyłącznie zawstydzenie i gorycz oraz podejrzenie, że „piękna” to nie jest słowo, jakim chciałabym być witana.

Wiem dobrze, na czym mogłabym się oprzeć, lecz wymagałoby to zrewidowania wielu przekonań. Moja najlepsza przyjaciółka twierdzi, że to, co maluję, rysuję i piszę, ma moc uzdrawiania. Że w dosyć kompaktowy, a zarazem esencjonalny sposób przekazuję słowami i obrazami bardzo trudne i złożone sprawy, które wiele osób zakopuje w piwnicy lub zamiata pod dywan. Gdybym miała się na tym oprzeć, nie musiałabym bać się upływu czasu; co więcej, myślę, że czas grałby na moją korzyść, przynosząc jeszcze więcej doświadczeń i odkryć. Wiem też, że choć dzielę się tym, co piszę i maluję, gdyby nie było nikogo, kto by na to patrzył, robiłabym to dalej, bo jest to dla mnie naturalne jak oddychanie, jak codzienne zabiegi higieniczne, jak nieszczęsne wklepywanie serum, tylko bez poczucia, że robię to ze strachu.

Czy już wspominałam, że pisanie tego bloga pomaga mi ułożyć myśli?…

Demony, macie chwilowo wolne.

3:30: when you wake up and you are all alone with you your demons and suicidal thoughts.

I have never liked the phrase „your demons”, although it happens that I talk to a small group of them in my head; they look and act like demons; it’s not a metaphor. Fortunately, they never came out of my head – I mean, they never became hallucinations. They are very cruel, ruthless and keep mocking me. They mock basically everything and know no mercy. Recently, they took up the topic of „the passing of time” and the fact that it is very difficult for me to come to terms with it. I’m almost 40, I look like I’m 30; when everything in my head is ok, I feel like I am 25 (although in depressed moments I’m closer to eighty). „I use good cosmetics,” I reply to disbelievers, surprised with my answer to the question about my age.

I defend myself against demons ineptly, answering that „after all, women like to like to be attractive, that it’s natural that there is nothing wrong with it.” Demons are bursting with laughter. „You sexist” – they mock. „The cat came out of the bag. What do you know about women? On what base do you judge all of them through your perspective? You want to liked, because you have a problem with aging. Leave the rest of the women alone. Not all have fear and hay in their heads like you. Not all of them try to patch holes in their self-assessment so poorly. ”

Merciless but, as always, accurate.

As long as I was healthy, my intellect was my greatest power and support. Then, as you already know from this blog, a lot has changed. Currently – for several years – I have not worked, because my drastic mood swings blur any perspective of stability longer than 2-3 weeks. My intellectual spine has broken and has ceased to serve to change the world for the better. I suspect that through saving the rest of the beauty, I’m trying to lean on something that, naturally, has no chance of being a solid support, because a) it is connected to being sick (although I have recently lost 15kg, I can easily get back to them if I have to take antipsychotics on a daily basis again), b) it is a influenced by the passing of time and it passes, quicker and quicker; it leaks through my fingers, and it can be easily spotted on the photos and in the mirror c) it does not lead me anywhere, except for a random messages on Instagram titled „hello beautiful”, which do not give me the expected miniature joy, only embarrassment and bitterness plus the suspicion that „beautiful” is not the word I would like to be greeted with.

I know well what I could base myself on, but it would require revising many beliefs. My best friend says that what I paint, draw and write has a healing influence. That in a rather compact, yet essential way I convey in words and pictures very difficult and complex matters that many people bury in the basement or sweep under the carpet. If I were to lean on it, I wouldn’t have to be afraid of aging; what’s more, I think time would be in my favor, bringing even more experience and discoveries. I also know that although I share what I write and paint, if there was no one to look at it, I would do it anyway, because it is natural for me as breathing, like daily hygiene procedures, like unfortunate patting of serum, but without the feeling that I’m doing it out of fear.

Did I mention that writing this blog helps me clear my thoughts? …

Demons, you can take a break now.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.