Pieprzony Andersen / Fucking Andersen

(ENG.below) Hola, czy są tu jakieś symptomy?

Z mojej analizy wynika, że od wtorku ich nie ma. Trzy dni! Brawo, mózgu! Nie wiem, co ci pomogło, bo po drodze mieliśmy przecież dużo przygód, a mimo to nie zderealizowałeś się. Nie wypadłeś z rzeczywistości. Było ciężko, a ty się nie wykopyrtnąłeś. Jak do tego doszło?…

Zderzyłam się ostatnio z dwoma terminami: „zdrowienie” oraz „zazdrość”.

Pewien przemiły pan, który wyraża gotowość promowania mojej sztuki w Polsce i zagranicą, wierzy w zdrowienie – ja zaś w nie nie wierzę. Wierzę w przetrwanie. Zdrowienie nie przytrafiło mi się od 2014 roku i powoli zaczynam klasyfikować ten termin w kategoriach mitów i baśni. Nie przeszkadza mi to wierzyć w zdrowienie innych – znam osoby, które żyją od wielu lat bez symptomów. Jakoś tak, po prostu, w moim mniemaniu zdrowienie nie dotyczy mnie. Bo czy można tym słowem określić kilkudniowe, maksymalnie kilkutygodniowe okresy bez objawów, po których następują miesiące chorowania? Gdzie uplasować mój domniemany proces zdrowienia, skoro na przestrzeni 6 lat byłam hospitalizowana już 6 razy? Nie, według mnie ja nie zdrowieję. Ja głównie choruję. A trzy dni bez symptomów to już święto lasu. W 100% przypadków wracają. Jak mam więc myśleć o własnym procesie zdrowienia?…Może chodzi o przyzwyczajanie się, akceptację i naukę życia z chorobą?…W tym znaczeniu – no, mogę się zgodzić. Choć nadal dość wstrzemięźliwie.

Z zazdrością problem mam inny, choć też złożony. Moja przyjaciółka powiedziała mi ostatnio, że mi zazdrości. Gdy już przeżyłam pierwszy szok związany z tym, że ktoś zdrowy na umyśle może zazdrościć czegoś chorej psychicznie, zaczęłyśmy wspólnie analizować, o co jej chodzi. Zazdrości mi talentów – tego, że piszę, tego, że maluję. Zazdrości mi tego, jak piszę – umiejętności tłumaczenia zawiłych kwestii prostym językiem. Zazdrości szybkości przekuwania planów na działania. A może także i tego, że wszechświat ostatnio odpowiada uznaniem na niektóre moje działania.

Słysząc, że ktoś mi zazdrości, momentalnie czuję się winna. Bo to przecież nie fair, że ktoś ma więcej, niż inny; trzeba się dzielić – słyszę głos mamy wypowiadany do kilkuletniej mnie. Czuję napięcie. Zawstydzenie. Chciałabym powiedzieć – chcesz, bierz ile chcesz, mnie przecież…nie potrzeba…

Prawda natomiast jest taka, że mi potrzeba. I nie chcę, jak dawniej, stać z pustymi rękami, wyprzedając wszystkie zapałki i zamarzając, zamiast rozpalić ognisko, przy którym mogłabym się rozgrzać.

Pieprzony Hans Christian Andersen na dobranoc.

Hello, are there any symptoms here?

My analysis shows that they have been gone since Tuesday. Three days! Well done, brain! I don’t know what helped you, because we had a lot of adventures along the way, and yet you did work it out. You haven’t fallen out of reality. It was hard and you didn’t escaped to delusions. How did this happen? …

I was recently confronted with two terms: „recovery” and „jealousy.”

A gentleman who expresses readiness to promote my art in Poland and abroad believes in healing – but I do not believe in it. I believe in survival. Recovery has not happened to me since 2014 and I am slowly beginning to classify this term in the categories of myths and fairy tales. It doesn’t bother me to believe in healing of others – I know people who have been living without symptoms for many years. Somehow, in my opinion, recovery is not my case. Is it possible to use this word to describe several days, maximum periods of several weeks without symptoms, followed by months of illness? Where can I put my supposed healing process since I have been hospitalized 6 times in the past 6 years? No, I don’t feel like recovering. I mainly feel sick. And three days without symptoms is a celebration time. In 100% of cases they come back. So how do I think about my own recovery process? … Maybe it’s about getting used to, accepting and learning to live with the disease? … In this sense – well, I can agree. Although still reluctantly.

I have a problem with „jealous”, and it is also a complex one. My friend recently told me that she was jealous. Once I experienced the first shock that someone healthy in mind can envy someone mentally ill, we started to analyze what she meant. She is jealous of my talents – that I write, that I paint; jealous of how I write – my ability to translate complicated issues into simple language. Jealousy of the speed of turning plans into action. And maybe also the fact that the universe has recently been acknowledging some of my activities.

Hearing that someone envies me, I immediately feel guilty. Because it is not fair that someone has more than another; you have to share – I hear my mother’s voice speaking to a few years old me. I feel the tension. Shame. I would like to say – if you want, take as much as you want, after all … I do not need it…

The truth is that I need it. And, as I used to, I don’t want to stand empty-handed, selling out all matches and freezing, instead of lighting a bonfire where I could warm up.

Fucking Hans Christian Andersen for a good night.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.