pierwszy krok / first step

(ENG.below) Borderline plus napięcie przedmiesiączkowe: nikt mnie nie lubi, nikt mnie nie kocha, dla nikogo nie jestem ważna, moje życie jest puste i nic nie warte, jestem zbędna, równie dobrze może mnie nie być.

Dzień wcześniej – derealizacja. Głos mojego męża dociera do mnie z daleka, mimo, że siedzi on metr ode mnie; ten głos jest jedyną nicią łączącą mnie z rzeczywistością. Znikam – zanikam, jakbym zlewała się ze wszystkim i nie miała granic; nic nie trzyma mnie w całości. Chwytam się więc nitki. Kosztuje mnie to sporo wysiłku.

Panicznie usiłuję zaplanować sobie dni, jak nakazał lekarz (struktura! struktura!) – będąc bez pracy mam z tym niemały problem. Śni mi się, że dostaję pracę, ale jest ona zupełnie absurdalna. Ileż mogę malować, rysować; to też kosztuje mnie emocjonalnie, bo nie rysuję koncepcyjnie, a „uczuciowo”; tym samym nie potrafię wypełnić sztuką całego dnia. „No wiesz” – odzywa się głos Wewnętrznego Krytyka. „Jesteś taka niewdzięczna. Powinnaś się cieszyć. Inni nie mają tyle szczęścia by robić to, co chcą, móc robić cokolwiek.” Jestem sfrustrowana tym, że mój wewnętrzny głos nie waliduje moich uczuć; rozdarta między „czuję się właśnie tak, a nie inaczej” a „powinnam czuć coś zdecydowanie innego”.

Czekam więc na maile, na SMSy, na sygnał, że ktoś o mnie myśli, że komuś na mnie zależy, że ktoś właśnie teraz chce się ze mną skontaktować czy spotkać, porozmawiać, zapłodnić mnie nowymi pomysłami, ideami.

Wysyłam witki w świat, próbując zrobić pierwszy krok. Myślę sobie z jednej strony: w tej sposób dbam o swoje potrzeby. Borderlinowa samotność podpowiada jednak: no tak, znowu ty robisz ten pierwszy krok. A nie do końca o to ci chodzi, prawda?…

Borderline plus premenstrual tension: no one likes me, no one loves me, I’m not important to anyone, my life is empty and worth nothing, I am redundant, I may as well be gone.

The day before – derealization. My husband’s voice reaches me from a distance, even though he is sitting a meter from me; this voice is the only thread connecting me to reality. I disappear – I become vague, as if I am merging with everything and have no limits; nothing holds me whole. So I grab the thread. It costs me a lot of effort.

I am trying to plan my days as my doctor told me to do (structure! structure!), in panic – being out of work I have quite a problem with that. I dream that I am getting a job, but it is completely absurd. How much can I paint, draw; it also costs me emotionally, because I do not draw conceptually, but emotionally indeed; thus I cannot fill the whole day with art. „You know,” says the voice of the Inner Critic. “You are so ungrateful. You should be happy. Others aren’t so lucky to do what they want, to be able to do anything.” I am frustrated that my inner voice is not validating my feelings; torn between “I feel what I feel” and “I should feel differently”.

So I am waiting for e-mails, for text messages, for a signal that someone thinks about me, that someone cares about me, that someone wants to contact me right now or meet, talk, fertilize me with new ideas or projects.

I send signals out into the world trying to take the first step. On the one hand, I think to myself: this is how I take care of my needs. Borderline loneliness, however, suggests: well, you are taking the first step again. And that’s not exactly what you mean, is it? …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.