plecak pełen kamieni / backpack full of stones

(ENG.below) Jeśli wydaje ci się, że mąż próbuje cię otruć gulaszem z embrionami („kochanie, to fasola, zobacz, ja jem to samo”), a chmura robi ci zdjęcia z ukrycia, to oznaczać to może tylko jedno: kolejny atak psychotyczny, dwa dni po ostatnim. Przyspieszamy. Na szczęście atak przyszedł między spacerem a wieczorną randką, więc po tabletkach i zaśnięciu byłam w stanie wyjść z domu, a nawet co nieco posprzątać. Etiopska restauracja okazała się odkryciem sezonu, a bycie w naturze jak zwykle trochę mnie uspokoiło. Nie na tyle jednak, żeby mnie zupełnie ochronić przed eksplozjami neuronalnymi.

Od jutra zaczynam kolejną przygodę z Venlafaxyną (antydepresant), jestem bardzo ciekawa, czy łatwiej mi będzie dzięki niej nieść mój plecak pełen kamieni. A może zmieni kamienie w motyle? Albo pomoże mi nie podnosić plecaka z samego rana?…Zobaczymy. Na pewno coraz bardziej jej potrzebuję. Myśli samobójcze przychodzą coraz częściej, we wzrastająco intensywnej formie.

Na to wszystko nakładają się bóle po lewej stronie pleców; na szczęście mam fizjoterapię, piłeczkę do masażu i ćwiczenia. Mam wrażenie, jakby część mojego ciała była sparaliżowana; ból promieniuje do klatki piersiowej i ramienia, usztywnia, jest jak – no właśnie – kamień. Pani fizjoterapeutka zdiagnozowała blokadę i niedokrwienie tej części mojego ciała. Na szczęście w nocy nie boli…zaczyna od rana, kiedy wkładam plecak pełen kamieni.

Zrobiłam dziś zadanie domowe z ośrodka – wypisać listę strategii radzenia sobie z napięciem. Uzbierałam aż dwanaście – między innymi sport, sztuka, natura, sprzątanie, oddychanie, rozmowy, przytulanie. Jakkąkolwiek narrację próbuje mi narzucić mój Lęk, nie jestem bezradna, choć przeważnie tak właśnie się czuję.

Nie jestem bezradna.

moje ulubione miejsce spacerowe / my favorite place for a walk

If you think your husband is trying to poison you with embryo stew („honey, it’s beans, look, I’m eating the same”) and the cloud takes pictures of you from hiding, it can mean only one thing: another psychotic attack, two days after the last one. We’re accelerating. Fortunately, the attack came between a walk in nature and an evening date, so after taking pills and falling asleep I was able to leave the house and even clean up a bit. The Ethiopian restaurant turned out to be the discovery of the season, and being in nature, as usual, calmed me down a bit. Not enough, however, to completely protect me against neuronal explosions.

Tomorrow I’m starting another adventure with Venlafaxine (antidepressant), I am very curious whether it will be easier for me to carry my backpack full of stones thanks to it. Or maybe it will turn stones into butterflies? Or it will help me not to lift the backpack in the morning? … We will see. I definitely need antidepressants more and more. Suicidal thoughts come more and more often, in an increasingly intense form.

All this overlaps with pain in the left side of the back; fortunately I have physiotherapy, a massage ball and exercise. I feel like a part of my body is paralyzed; the pain radiates to the chest and arm, stiffens, it feels – well – like a stone. The physiotherapist diagnosed blockage and ischemia of this part of my body. Fortunately, it doesn’t hurt at night … it starts in the morning when I put on my backpack full of stones.

I did my homework from the crisis center today – writing a list of coping strategies. I collected as many as twelve – including sports, art, nature, cleaning, breathing, conversations and hugs. Whatever narrative my Fear is trying to impose on me, I am not helpless, although I usually feel that way.

I am not helpless.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.