Połamana laleczka / Broken doll

(ENG.below) Wczoraj był ciężki dzień. Napięcie narastało we mnie już od jakiegoś czasu, i choć próbowałam je spalać na rowerze, hantlami, relaksacją mięśni, pisaniem, rysowaniem, karaoke, a nawet wódką, zupełnie nie chciało odejść. Gromadziło się pod skórą i wyłaziło w postaci „incydentalnych szczeknięć” w stronę, najczęściej, bliskich. Wczoraj osiągnęło swoje apogeum, o którym ostrzegał mnie psychiatra. Chciałam się pociąć. To nie metafora. Chciałam pociąć swoje ręce nożem. Skoro bowiem nie mogę wyładować swojego gniewu na tym, kto naruszył moją nietykalność, gdy byłam dzieckiem, wciąż mogę na kimś go wyładować – na tej, która była najbliżej tej sytuacji i nic w niej nie zrobiła. Na sobie.

Ja wiem, ja wiem, ja wszystko wiem. To nie moja wina. Dziecko nie ma szans wobec dorosłego, a wobec złego dorosłego – to już żadnych. Gdy jesteś sparaliżowana strachem, zamrożona i niemal nieżywa jak kukła, gdy starasz się nie oddychać, nie mrugać, lecz udawać, że jesteś swoją własną lalką, nie swoim ciałem…Jest we mnie mimo wszystko taka część, która właśnie się budzi i rozdziera szaty, wołając: czemu nie krzyczałaś?…czemu nie gryzłaś, nie kopałaś, nie drapałaś?…czemu nie opowiedziałaś mamie, tacie?…czemu nic nie zrobiłaś?…Lecz wtedy dociera do mnie ogrom mojego dawnego lęku, takiego właśnie, który unieruchamia i odbiera głos. Zabija życie. Nie, nie mogłam nic zrobić. Tak się bałam. Chciałam tylko przeżyć, aż do chwili, gdy to się skończy, by, prawdopodobnie, zacząć się za jakiś czas znowu, ale wtedy już będę gotowa: nie-czująca, nie-reagująca, nie-żywa.

Moja przyjaciółka mówi: twój blog leczy. Piszesz o rzeczach, które inni ludzie trzymają zakopane w piwnicy. Pokazujesz, że można odważnie żyć. Że można dzielić się swoją historią i dawać nadzieję tym, którzy przeżyli podobne, a myśleli, że nie da się tego przeżyć.

Ściskam was, połamane laleczki.

Yesterday was a really hard day. The tension has been building up in me for some time, and although I tried to burn it on my bike, with muscle relaxation, writing, drawing, karaoke and even vodka, it didn’t want to leave. It accumulated under the skin and crawled out in the form of „incidental barking” towards, most often, loved ones. Yesterday it reached its peak, which a psychiatrist warned me about. I wanted to cut myself. This is not a metaphor. I wanted to cut my hands with a knife. Since I can’t unload my anger at someone who violated my inviolability when I was a child, I can still unload it at someone who was closest to this situation and did nothing about it. At myself.

I know, I know, ok? Od course it’s not my fault. A child has no chance against an adult, and against an evil adult – even less then zero. When you are paralyzed with fear, frozen and almost dead – like a puppet, when you try not to breathe, do not blink, but pretend that you are your own doll, not your body … There is still a part in me that just wakes up and tears its robes, crying: why didn’t you scream? … why didn’t you bite, don’t kick, didn’t scratch? … why didn’t you tell mom, dad? … why didn’t you do anything? … but then I realize the enormity of my old fear, one that immobilizes and takes away your voice. Kills life. No, I couldn’t do anything. I was so scared. I just wanted to survive until it was over, probably to start again in a while, but then I would be ready: non-feeling, non-responsive, non-living.

My friend says: your blog heals. You write about things that other people keep buried in the basement. You show that you can live boldly. That you can share your story and give hope to those who survived a similar and who thought that it would be impossible to survive.

I hug you, broken dolls.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.