Porwane JA / Kidnapped SELF

(ENG.below) W takie dni jak ten czuję się jakbym zeszła wprost z obrazów Salvadora Dali; rozpływam się, mój pierwotny kształt znika, pamięć o nim także; podpierają mnie tylko cienkie jak nóżki komara tyczki; to, że całość nie ulega całkowitemu rozkładowi stanowi zagadkę.

Pewnie należysz do szczęśliwej większości osób, których „Ja” jest w miarę spójne; ma jasno określone granice; potrafi się elastycznie dopasowywać do innych „Ja”, nie tracąc przy tym własnego kształtu.

Jak się pewnie domyślasz, choroba psychiczna polega na całkowitym „porwaniu Ja”. Zaciera się granica między tym, co rzeczywiste, a co złudne; tym, co tworzy mnie jaką znam od tego, co nagle obco ze mnie wyłazi; treść moich własnych myśli jest mi obca, podobnie jak emocjonalny rollercoaster bez widocznego powodu. Nie umiem już rozeznać, które z moich potrzeb są prawdziwe, a które dyktuje zaburzenie; nie potrafię wyrazić, czego chcę, bo nie mam pewności KTO tego chce: ja zwyczajna czy ja chora.

Gdy mówi się o cierpieniu w chorobach psychicznych, tak naprawdę ciężko stwierdzić, na czym ono polega; nie jest to przecież ból głowy, ani mięśni, ani nudności (chociaż i te zdarzają się jako rezultat skutków ubocznych leków). Najbliższe mojemu rozumieniu – i doświadczeniu – takiego cierpienia jest właśnie rozpad „Ja” i towarzyszący temu lęk, przerażenie, niepokój, zagubienie, brak poczucia bezpieczeństwa. To już nawet nie prośba „powiedz mi, że wszystko będzie dobrze”, bo to zdanie zdezaktualizowało się zbyt wiele razy; to raczej „powiedz mi, że będę” – że pomożesz mi siebie odnaleźć/postawić na nogi/ukonstytuować się na chwilę.

Aż do następnego razu.

On days like this I feel like I’m going straight from the paintings of Salvador Dali; I’m melting, my original shape disappears, its memory too; I am only supported by mosquito-thin sticks; the fact that this „whole“ is not completely decomposed remains a mystery.

You probably belong to the lucky majority of people whose „Self” is fairly consistent; has clearly defined limits; it can flexibly adjust to other „Selves” without losing its own shape.

As you can probably guess, mental illness means a complete „kidnapping of Self“. The boundary between what is real and what is illusory is getting blurred; the content of my own thoughts seems strange to me, just like an emotional roller coaster for no apparent reason. I can no longer recognize which of my needs are true and which are dictated by the disorder; I can not express what I want because I can not be sure WHO wants it: „Me ordinary“ or „Me ill“.

When talking about suffering in mental illness, it is really difficult to say what it is about; it is not a headache, nor muscle pain or nausea (although these also occur as a result of side effects of drugs). The closest to my understanding – and experience – of such suffering is the breakdown of „Self” and accompanying fear, terror, anxiety, confusion, insecurity. It is not even asking „tell me everything is going to be all right”, because this sentence has dissapointed me too many times; it’s rather „tell me that I will be” – and you will help me find myself / get on my feet / constitute for a moment.

Until next time.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.