Próbując przetrwać / Trying to survive

(ENG.below) Trudny dzień wczoraj, depresja przypełzła i nie chciała odejść. To uczucie stania twarzą w twarz z absolutną pustką i podejrzenie, że żadna strategia nie oddzieli mnie od niej, bo jest tylko udawaniem, że pustki nie ma, a ona jest, blisko, na wyciągnięcie ręki, i szczerzy zęby. To charakterystyczne dla tego zaburzenia. Zapomnij o smutku, depresja to nie smutek; to zimno, wielkie, zapadnięte oczy i obcowanie z absolutem – przemijaniem, śmiercią i nicością. To zaprzeczenie życia w jego tętniącej wersji. Chłód samotności, bezradność, lęk i poczucie bycia w pułapce – własnego umysłu, ciała i życia w ogóle. „Proszę, nie rób mi tego.” – prosi zdesperowany mąż. „Jeśli będziesz chciała się zabić, proszę, żyj dla mnie.” Jest przestraszony i próbuje mi pomóc wszelkimi znanymi sposobami. Moja gorycz, ciemność we mnie skutecznie podkopuje jego wysiłki.

W moim przebiegu choroby dwubiegunowej z szybką zmianą faz liczyłam na to, że obudzę się w innym nastroju; zwyczajnym, jak normalny człowiek (a przynajmniej taki, jakiego za normalnego uważam); trochę przygnębiona wyjazdem gości, kontemplująca swoją samotność i nie do końca z niej zadowolona lecz mimo wszystko z planem na nadchodzący dzień i strategiami przeżycia go kolorowo i satysfakcjonująco. Niestety. Mój mózg postanowił potrzymać mnie w bezwzględnym uchwycie depresji jeszcze trochę. Nie wiem, czy wyjdę dziś z domu, nie jestem pewna, czy będę miała siłę. Umysł podpowiada, by ulżyć sobie w cierpieniu ostatecznie. Trwa we mnie znana batalia: „będzie dobrze, to minie, weź się w garść” vs „tak będzie zawsze, to się nie zmieni, skończmy z tym, póki mamy siłę”.

Jestem zmęczona. To kolejna charakterystyczna cecha depresji – największe zmęczenie rano; mija z biegiem dnia, by wieczorem ustąpić oszczędnej radości, bo dzień się przecież kończy.

Spróbuję przetrwać.

Difficult day yesterday, depression crawled in and did not want to leave. It is a feeling of standing face to face with absolute Emptiness and the suspicion that no strategy separates me from Her, because it is only pretending that there is no Emptiness, while She is close at hand and She is grinning. This is characteristic of this disorder. Forget about sadness, depression is not sadness; it is cold, big, sunken eyes and contact with the absolute – passing, death and nothingness. It’s a denial of life in its vibrant version. The coldness of loneliness, helplessness, fear and a sense of being trapped – in your own mind, body and life in general. „Please, don’t do this to me,” begs my desperate husband. „If you want to kill yourself, please, live for me.” He is scared and tries to help me in all known ways. My bitterness and darkness in me effectively undermines his efforts.

In my course of bipolar disorder with rapid phase changes, I was hoping to wake up in a different mood; like a normal, ordinary person (or at least what I consider normal); a bit sad by the departure of guests, contemplating my sudden loneliness and not entirely satisfied with it but despite everything with the plan for the coming day and the strategies of experiencing it colorful and satisfying. Unfortunately, my brain decided to hold me in a ruthless grip on depression for a longer while. I don’t know if I will leave home today, I’m not sure I will have enough strength. The mind tells me to finally ease my suffering. There is a well-known battle in me: „it will be ok soon, it will pass away, get a grip” vs „it will always be like that, it will not change, let’s stop it while we have strength”.

I’m tired. This is another characteristic feature of depression – the greatest morning fatigue; as the day passes, in the evening it gives way to humble joy, because the day is over.

I will try to survive.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.