przygody / adventures

(ENG.below) Zastrzyk nadtwardówkowy. Nie wiedziałam, że coś takiego istnieje, ale po tygodniu na opiatach, lekach relaksujących mięśnie i przeciwzapalnych taka była rekomendacja lekarzy. Odbyło się to wczoraj w przemiłej atmosferze centrum reumatologii i leczenia bólu. Kiedy powiedziałam, że jestem również pacjentką psychiatryczną, zgodzili się, by mąż mógł mi towarzyszyć. Nie wiem czy znasz to uczucie znieczulenia miejscowego – nie czujesz chwilowo bólu, ale czujesz, co się dzieje z twoim ciałem. Głębokie wsadzanie igły w szyję i nakierowywanie jej na stan zapalny przy kręgach, by wstrzyknąć mocne leki nie należy do przeżyć, które chciałabym zbyt często powtarzać.

Przez tydzień mogłam w zasadzie tylko leżeć. Przeczytałam osiem starych kryminałów (jestem fanką Alistera MacLeana, i chociaż jedna jego książka podobna jest do drugiej, wciąga mnie, gdy bohater ma przechlapane, a później wszystko dobrze się kończy). Jeśli zastrzyk nie pomoże – spróbujemy znowu. Jeśli to nie pomoże, konieczna może być operacja kręgosłupa.

Diagnoza jest następująca: wyskoczyły mi trzy dyski szyjne naraz (nie pytaj mnie, jak to się stało – nikt nie wie), zaczęły uciskać na nerwy, pojawiła się przepuklina kręgosłupa, do tego odkryto zwyrodnienie stawów jako taki swego rodzaju bonus.

Jako że okazało się, iż własne problemy zdrowotne znoszę lepiej niż cudze, od tygodnia nie brałam już Lorazepamu. Nie miałam też ataku psychotycznego, a antydepresanty działają – najwyraźniej. Dziś, jako że nieco żwawiej czuję się po zastrzyku (całkowite efekty pojawią się do 4 dni), jadę do centrum kryzysowego wypisać się stamtąd oficjalnie.

Śmieję się, że jestem bardzo felernym egzemplarzem człowieka, a mąż powinien mnie oddać do reklamacji. Poczucie humoru ratuje mnie przed strachem i rozładowuje napięcie. Nie mogę się doczekać momentów bez bólu – wczoraj miałam takie 3 godziny po lekach znieczulających i były fantastyczne. Mogłam chodzić, siedzieć, szwendać się po domu, a nawet rysować. Dziś siedzę już pół godziny i jest znośnie. Oby tak dalej…

Trzymaj kciuki! Ja też trzymam – za ciebie.

Epidural injection. I did not know that such thing exists, but after a week on opiates, muscle relaxing and anti-inflammatory drugs, this was the recommendation of doctors. It took place yesterday in the pleasant atmosphere of the center of rheumatology and pain management. When I said that I was also a psychiatric patient, they agreed that my husband could accompany me. I don’t know if you know this feeling of local anesthesia – you don’t feel pain for a moment, but you feel what’s going on with your body. Putting the needle deeply into the neck and directing it to the inflammation at the vertebrae to inject strong drugs is not an experience that I would like to repeat too often.

I could only lie in bed for a week. I have read eight old detective stories (I am a fan of Alister MacLean, and although one of his books is similar to another, he draws me in when the hero is screwed, and then everything ends well). If the injection doesn’t work – we’ll try again. If this does not help, I may need spine surgery.

The diagnosis is as follows: three cervical disks popped out at once (don’t ask me how it happened – no one knows), they began to compress my nerves, a hernia of the spine appeared, and osteoarthritis was discovered as a kind of bonus.

As it turned out that I endure my own health problems better than other people’s, I haven’t taken Lorazepam for a week. I didn’t have a psychotic attack, and the antidepressants work – apparently. Today, as I feel a bit more lively after the injection (the total effects will appear within 4 days), I am going to the crisis center to sign out officially.

I am laughing that I am a very flimsy copy of a human being, and my husband should issue a complaint. A sense of humor saves me from fear and releases tension. I look forward to moments without pain – yesterday I had such 3 hours after anesthetics and they were fantastic. I could walk, sit, wander around the house and even draw. Today I am sitting for half an hour and it is bearable. Way to go…

Keep your fingers crossed! I keep them too – for you.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.