Radio Krytyk / Radio Critic

(ENG.below) Wróciłam do lektury Clarissy Pinkola Estes. To, że udało mi się skoncentrować na około 50 stronach uznaję za sukces dnia. Mój umysł znów zasnuwa mgła, nie wiem, skąd przyszła i kiedy minie. Jestem zmęczona fizycznie, wyczerpana psychicznie; ostatnie ataki psychotyczne, choć krótkie, były – znowu – miażdżące. Oczywiście mam wobec siebie określone oczekiwania – by się szybko podnieść po kolejnym upadku – tymczasem moje ciało ma na to inny pomysł i zmusza mnie do biernego odpoczynku w pozycji leżącej. Otacza mnie tysiąc małpek, z których każda ma jakąś dobrą radę: „zrób coś”, „rusz się”, „zmobilizuj się”, „nie leż tyle”, „zobacz jaka piękna pogoda, wyjdź z domu”, „zrób coś z tym bałaganem”, i tak dalej. Rozdźwięk między tym, czego chcą małpki, a tym, co wydaje mi się możliwe, jest wielki i frustrujący. Ta frustracja ma kilka pięter: piętro DAJCIE MI SPOKÓJ, CHCĘ SIĘ ZREGENEROWAĆ, piętro NAWET REGENEROWAĆ SIĘ NIE POTRAFIĘ, BO MAM WOBEC SIEBIE ZBYT WYSOKIE OCZEKIWANIA, piętro DOBRA, ZROBIĘ COKOLWIEK oraz piętro ZE SŁABOŚCIĄ TRZEBA WALCZYĆ, plus piwnica ZNOWU NIE DAJĘ RADY i strych POMALUTKU, NIKT NADE MNĄ PRZECIEŻ Z BICZEM NIE STOI. W ciągu dnia wędruję sobie po tych piętrach w różnej kolejności. Może też znasz takie wielopoziomowe konstrukcje z własnego doświadczenia; zawężają pole widzenia i zmierzają do zerojedynkowego rozwiązania niewygodnej sytuacji. Problem polega na tym, że nie jest to zerojedynkowa sytuacja.

W życiu z chorobą psychiczną charakterystyczne jest to, że Wewnętrzny Krytyk urasta do rozmiarów pana i władcy – zwłaszcza w fazach depresji, lecz nie tylko. To tak, jakby pościągał do siebie wszystkie pancerne dywizje krytycyzmu i skutecznie nimi operował. Gdy byłam zdrowa, miałam poczucie, że to ja mam nad nim władzę – prowadziłam nawet warsztaty dla kobiet z pracy z tym wewnętrznym oprawcą. Jednak choroba, która w wykrzywia rzeczywistość, modeluje myśli i emocje wyposażyła mojego Krytyka w wiele nowych haseł. Tak jakby – mimo że nigdy nie usłyszał tego wprost od nikogo – zinternalizował wszystkie naprawdę druzgocące przekazy społeczne dotyczące chorych psychicznie oraz postanowił mi je serwować na śniadanie, obiad i kolację. Że wydziwiamy. Że jesteśmy słabi lub leniwi. Że nie potrafimy się dostosować. Że lepiej nas wysłać na kilka miesięcy pracy do kamieniołomów, co skutecznie wybije nam dziwactwa z głowy (taki pomysł akurat naprawdę zaserwował mi pewien znajomy). Że jesteśmy do niczego, a jeszcze trzeba nam za to płacić. Że nie nadajemy się ani do A, ani do Z. Że jesteśmy wyłącznie ciężarem – dla rodzin, przyjaciół i całego społeczeństwa. Sama widzisz, ile tego jest, i jakiej wagi są to komunikaty. Dochodzą do tego stricte osobiste przekazy – jak choćby „jak ty wyglądasz, w co ty się ubrałaś, masz wielki brzuch, którego nie da się ukryć choćbyś nie wiem jak próbowała, wstydź się”.

Radio Krytyk gra we mnie każdego dnia. Każdego dnia próbuję nieśmiało nie wsłuchiwać się w jego kakofoniczny charakter, tylko kierować moje myśli i uczucia w stronę współczucia, czułości i wyrozumiałości, a także, do pewnego stopnia, konfrontacji i mobilizacji.

Czasem mi się udaje.

I went back to reading Clarissa Pinkola Estes. I consider the success of the day to be able to focus on about 50 pages. My mind is fogging again, I don’t know where this fog came from and when it will pass. I am physically tired, mentally exhausted; recent psychotic attacks, though short, were – again – crushing. Of course, I have certain expectations – to get up quickly after another fall – meanwhile my body has a different idea and forces me to passively rest in a horizontal position. I am surrounded by thousand monkeys, and each of them has some good advice: „do something”, „move”, „motivate yourself”, „get up now”,  „see how beautiful the weather is, go out”, „do something with a mess in your room, „and so on. The gap between what monkeys want and what I think is possible is vast and frustrating. This frustration has several floors: LEAVE ME ALONE, I WANT TO REGENERATE floor, I CAN’T EVEN REGENERATE, BECAUSE I HAVE TOO HIGH EXPECTATIONS floor, the OK I WILL DO SOMETHING, ANYTHING one, I’M FAILING AGAIN ground floor and NOBODY THREATENS ME WITH A WHIP attic. During the day I wander these floors in a certain order. Maybe you also know such multi-level constructions from your own experience; they narrow your view and aim at zero-one solution of the uncomfortable situation. The problem is that this is not a zero-one situation.

In a life with a mental illness, it is characteristic that the Inner Critic grows up to the size of a master and ruler – especially in the stages of depression, but not only. It is as if he were gathering all the armored divisions around himself and operating them successfully. When I was healthy, I had the feeling that I had power over him – I even ran workshops for women concerning working with this internal torturer. However, the disease that distorts reality, models thoughts and emotions has equipped my Critic with many new slogans. As if – even though he never heard it directly from anyone – he internalized all the truly devastating social messages about the mentally ill and decided to serve them to me for breakfast, lunch and dinner. That we are faking. That we are weak or lazy. That we can’t adapt. That it is better to send us for a few months of work to the quarries, which will effectively get the weirdies out of our heads (this idea was actually served to me by a colleague). That we are useless and that other people have to pay for us. That we are neither suitable for A nor for Z. That we are only a burden – for families, friends and the whole society. You can see for yourself how much of it there is and how poisonous these messages are. There are also strictly personal messages – such as „look at yourself, why are you wearing this stupid clothes, you have a big belly that can’t be hidden, no matter how hard you try, be ashamed.”

Radio Critic plays in my head every day. Every day I try not listen to its cacophonic music, but direct my thoughts and feelings towards compassion, tenderness and forgiveness, as well as, to some extent, confrontation and mobilization.

Sometimes I succeed.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.