rosnąca w siłę / growing in strength

(ENG.below) Dziwne, mieszane dni. Rano budzę się roztrzęsiona – fizycznie i psychicznie – i muszę posiłkować się Lorazepamem. Od dziś wyłączamy całkowicie Risperdal, więc jest szansa, że za dwa dni niepokój zniknie – jeśli faktycznie ma z nim jeszcze jakiś związek. Jeśli udaje mi się uspokoić, idę na basen, i tam znajduję równowagę, ciszę i siłę. Zaczęłam też fizjoterapię i może uda mi się wrócić do biegania. Dostaję dużo wsparcia z różnych stron – od rodziny, przyjaciółek i nowo poznanych znajomych, które doceniają to, co maluję, i bezustannie proponują mi wspólne spacery. Mam w sobie złowieszczą część, która szepce, że pewnie chcą mnie bliżej poznać, bo takie ze mnie ciekawe dziwadło, ciekawostka przyrodnicza, freak. Jednakże z ich strony płynie tyle wyrazów bezinteresownej sympatii, że moja racjonalna część wygrywa. Może po prostu mnie polubiły (a co tu jest do lubienia, wtrąca się Pani Bezlitosna).

Miałam zeszłej nocy niesamowity sen – śniło mi się, że po wycieńczającej podróży na pustynię, gdzie na przemian gotowałam się z gorąca i zamarzałam z zimna, ruszyłam w długą drogę do domu, by finalnie spóźnić się na pociąg, na który miałam już kupiony bilet. Dobiegłam do drzwi, w środku same biznesowe twarze, patrzące na mnie z kpiną zmieszaną z politowaniem; pociąg już ruszył, uwiesiłam się klamek, lecz to nic nie dało. Cała biznesowa klasa ruszyła dalej, odprowadzając mnie spojrzeniami sugerującymi moją głęboką niekompetencję, a ja zostałam, zmęczona do granic, na peronie – z nieważnym biletem. Gdy zagłębiłam się w sen, dotarł do mnie dawno nie słyszany głos, który nazwałam Cruellą de Mon, a który wyśmiewa i głęboko gardzi moim aktualnym życiem, za wartości mając jedynie ciężką pracę u podstaw, wysiłek i osiągnięcia. „Sens miało to życie, które zaprzepaściłaś, gdy zachorowałaś” – wali między oczy. „Co, myślisz że te twoje rysuneczki coś znaczą?…Że twoje marnowanie czasu na użalanie się nad sobą coś znaczy? Trzeba sobie radzić, trzeba pokonywać słabości!” – sączy jad Cruella, a ja płaczę. Po chwili jednak biorę się w ramiona i obracam do Cruelli plecami, tuląc i chroniąc delikatną część mnie przed ciosami pani de Mon. Tak, mogłam pozwolić jej powiedzieć to, co miała do powiedzenia, ale nie muszę tego brać na klatę. Wiem, że to, co mówi, powstaje z miejsca wstydu i głodu – głodu szacunku, uznania i laurów, których kiedyś zbierałam mnóstwo. Wydawało mi się, że byłam „kimś”. Teraz, szepce Cruella, jesteś nikim.

Ja jednak wiem, że jestem czymś więcej, niż ona myśli. Stawaniem się, transformowaniem, cierpieniem, dotykaniem i tworzeniem. Nie potrafię jeszcze powiedzieć tego z mocą, ani nawet obronić; na razie wypowiadam to drżącym głosem, ale wierzę, że z czasem urosnę w siłę. Będzie to jednak inna siła, niż ta Cruelli. To będzie delikatna siła – lecz bardzo mocna.

Strange, mixed days. In the morning I wake up shaking – physically and mentally – and I have to use Lorazepam. From today we turn Risperdal down completely, so there is a chance that in two days the anxiety will disappear – if it actually has something to do with this medication. If I manage to calm down, I go to the swimming pool, and there I find balance, silence and strength. I also started physiotherapy and maybe I will be able to go back to running. I get a lot of support from various sides – from family, friends and new acquaintances who appreciate what I paint and constantly offer me walks together. I have an ominous part in me that whispers that they probably want to get to know me better, because I’m such a freak. However, there is so much selfless sympathy on their side that my rational part wins. Maybe they just like me! (and what is there to be liked, comments Mrs. Ruthless).

I had an amazing dream last night – I dreamed that after a exhausting journey into the desert, where I alternately almost died from heat and froze in cold, I went a long way home to finally miss the train, for which I had already bought a ticket. I ran to the door, all business faces inside, looking at me with mockery mixed with pity; the train had already started, I cling to the door handles, but it has zero effect. The whole business class moves on, following me with eyes suggesting my deep incompetence, and I stay tired to the limits, on the platform – with an invalid ticket. As I delved into the dream, I heard a long-lost voice, which I called Cruella de Ville, which ridicules and deeply despises my current life, having only hard work at its core; hard work, effort and achievement. „The only life that made sense was the one you lost when you became sick,” she hits me. „What, do you think your drawings mean something? … That your wasting time on self-pity means something? You have to manage, you have to overcome weaknesses! ” – Cruella’s venom sips and I cry. After a while, however, I take myself in my own arms and turn my back to Cruella, hugging and protecting the delicate part of me from the blows of Mrs. de Ville. Yes, I could let her say what she had to say, but I don’t have to take it for granted. I know that what she says arises from a place of shame and hunger – hunger for respect, recognition and laurels, which I used to collect a lot. I thought I was „someone”. Now, whispers Cruella, you are nothing.

However, I know that I am more than she thinks. Becoming, transforming, suffering, touching and creating. I can’t yet say it with power or even defend it; for now I say it in a shaky voice, but I believe that in time I will grow stronger. It will be however a different strength to Cruella’s. It will be a delicate strength – yet very powerful.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.