Rozmowy małżeńskie / Couple’s conversations

(ENG.below) Mój psychiatra bardzo dużo gestykuluje. Nadrabia tym niewielkie braki w angielskim (mój niemiecki jest za słaby, by pracować w nim terapeutycznie). Najczęściej gwałtownie macha rękami i wydaje śmieszne odgłosy. Bardzo go lubię, a mój mąż (chodzimy razem na sesje raz w miesiącu) przepada za nim. Zabawne jest to, że psychiatra też nas lubi, i nie on pierwszy. Jesteśmy parą, która przeszła już niezliczoną liczbę epizodów, romans, przygody erotyczne, i mimo to pozostaje razem, silna i trwała. Mam wprawdzie wrażenie, że psychiatrzy cenią bardziej mojego męża niż mnie („Wie pani; pani mąż zniósł dotychczas tyle, ile zwykły człowiek by nie zniósł”), i gdyby mogli, powiedzieliby mi „weź się ogarnij”, lecz zamiast tego mówią o tym, że mój mąż musi dbać o siebie, cedować opiekę nade mną na otoczenie, stawiać granice i stosować „emocjonalne uniki”, by nie dać się porwać mojej kolejnej fazie.

Wiesz, to naprawdę chujowa świadomość, wiedzieć, że jest się kluczowym czynnikiem w cierpieniu najbliższej ci osoby. Naturalnie, najłatwiej jest wpaść w poczucie winy, a po nim już niedaleko do myśli i planów samobójczych. Bo On będzie bez ciebie szczęśliwszy, beztroski, znajdzie normalną kobietę, będzie żył jak większość ludzi. Jednakże On mówi coś innego: jesteś ekstra, kocham cię najbardziej na świecie, z tobą jest najfajniej. Gdybyś sobie coś zrobiła, zapiłbym się na śmierć.

I takie to małżeńskie rozmowy.

My psychiatrist is gesturing a lot. It makes up for these small gaps in his English (my German is too poor to work in it therapeutically). Most often he violently waves his hands and makes funny noises. I like him very much, and my husband (we go together for sessions once a month) is really fond of him. The funny thing is that the psychiatrist also likes us, and he is not the first doctor that claims so. We are a couple who have already gone through countless episodes, romance, erotic adventures, and yet remain together, strong and lasting. I have the impression that psychiatrists value my husband more than me („You know, your husband has so far took on himself more than an ordinary man would bear”), and if they could, they would tell me to „pull myself together”, but instead they talk about my husband having to take care of himself, ceding looking after me, setting boundaries and applying „emotional evasions” so as not to let him be devoured by my next phase.

You know, it’s really a shitty conclusion, to know that you are a key factor in the suffering of the person you are closest to. Naturally, it is easiest to fall into guilt, and after that, to suicidal thoughts and plans. Because he will be happier without you, carefree, he will find a normal woman, he will live like most people. However, he says something else: you are extra, I love you the most in the world, with you is the best. If you had done something to yourself, I would drink myself to death.

And such are our couple’s conversations.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.