Rozmowy z wariatami / Crazy conversations

(ENG.below) Wychodzenie z depresji jednym zajmuje miesiące, innym lata; niektórym nigdy się nie udaje. W moim przypadku sprawa jest łatwiejsza – jako że mam odmianę choroby dwubiegunowej z szybką zmianą faz, depresja (nawet głęboka) mija w ciągu dni. Oczywiście, wraca sobie, kiedy chce, ale w międzyczasie mogę cieszyć się bliżej niekreślonym czasem remisji – tak jak teraz. „Do następnego razu!” – macham chorobie i używam życia, to znaczy maluję, piszę, uprawiam sport, czytam i oglądam seriale.

Dziś popełniłam szaleństwo roku – umówiłam się z dwójką znajomych: zdrowym kolegą, którego nie widziałam rok, i chorą koleżanką, której nie widziałam kilka lat. Od razu przypomniałam sobie, czemu od zeszłej zimy nie spotkałam się z T. Mieszanina porad, narzekania i żartów z choroby to coś, co naprawdę nijak mnie nie karmi. „A więc masz teraz koktajl leków?” – pyta T. „Nie, biorę tylko dwa…swego czasu brałam sześć naraz, więc teraz jest spokojnie…” „No wiesz, ale w sumie to każdy lek psychiatryczny to jakiś koktajl, prawda?” – nie rezygnuje T. „Schudłam 17kg w ciągu 5 miesięcy” – dzielę się. „No nieźle, a wiesz, my się zapisaliśmy na siłownię. Chodzisz na jakąś siłownię? Zaraz ci dam adresy…” I tak przez godzinę. Poczułam się jeszcze bardziej zaburzona niż zwykle. A to, jak się domyślasz, nie najlepiej wróży dalszym kontaktom z T. Oczywiście, wytrenowana latami grzeczność powstrzymała mnie przed powiedzeniem mu, że jest dupkiem; zamiast tego pożegnałam się z uśmiechem i stwierdziłam, że dam mu kolejny rok.

Popołudniu spotkałam się z D. Choruje na zaburzenie schizoafektywne, czyli coś, co i u mnie diagnozowano; u niej przeważa jednak obraz schizofreniczny. Choruje od 15 lat. Z ulgą stwierdzam, że nie muszę się tłumaczyć z żadnych koktajli i treningu, mogę po prostu być sobą, odsłonić się i nie oczekiwać ciosu poniżej pasa, znienacka. Choć jest to gorzkie uświadomienie, wydaje mi się, że nikt tak nie zrozumie wariata jak inny wariat. To jak braterstwo broni. Te same leki, to samo miejsce hospitalizacji, te same problemy z pracą, rentą, wagą, czasem wolnym.

Nie chcę tym samym powiedzieć, że wariaci powinni rozmawiać wyłącznie z wariatami, a zdrowi psychicznie – ze zdrowymi. Jestem jednak przekonana, że do rozmów z chorymi psychicznie zdrowi powinni przystępować z pewną dozą ciekawości, otwartości i akceptacji. Zwykle nie prosimy o porady życiowe; zależy nam na byciu wysłuchanym i przyjętym z całym bagażem, który niesiemy. W drugą stronę zaś – gdy wariat spotyka się ze zdrowym – potrzeba nam założyć, że ci drudzy mają problemy innego kalibru, dla nich jednak duże i znaczące; i mimo, że nie jest to dezintegracja, urojenia ani myśli samobójcze, powinniśmy je traktować z taką samą uwagą i szacunkiem, jak nasze historie.

Może wtedy uda nam się zobaczyć się wzajemnie w pełni i takimi, jacy jesteśmy?…

Getting out of depression takes months for some, and years for others; there are also people that never succeed. In my case, the matter is easier – as I have a variant of bipolar disorder with rapid phase change, depression (even deep) passes within days. Of course, it comes back whenever it wants, but in the meantime I can enjoy an indefinite time of remission – just like now. „Until next time!” – I wave to my illness and use life, that is paint, write, do sports, read and watch TV series.

Today I committed the madness of the year – I made an appointment with two friends: a healthy one whom I haven’t seen since a year, and a sick friend whom I haven’t seen for several years. I immediately remembered why I hadn’t met T. Since last winter. A mixture of advice, complaints and jokes about the disease is something that really doesn’t feed me. „So now you have a medicine cocktail?” – asks T. „No, I only take two medication… I used to take six at once, so now it’s really ok …” „You know, but all psychiatric medicine is a cocktail, right?” – T doesn’t give up. „I lost 17kg in 5 months” – I share. „Not bad, and you know, we signed up to the gym. Do you go to a gym? I’ll give you addresses in a minute…” And so for an hour. I felt even more disturbed than usual. And this, as you guess, does not bode well for further contacts with T. Of course, trained for years to be a good girl, I stopped myself from telling him that he is an asshole; instead, I said goodbye with a smile and thought sincerely that I’ll give him another year.

In the afternoon I met D. She suffers from schizoaffective disorder, which is something that I have also been diagnosed with; however, in her case schizophrenic picture prevails. She’s been ill for 15 years. I am relieved to say that I do not have to explain myself with any cocktails or training, I can just be myself, reveal myself and not expect a blow below the waist, all of a sudden. Although this is a bitter realization, it seems to me that no one will understand a madman like another madman. It’s like a brotherhood in arms. The same drugs, the same place of hospitalization, the same problems with work, disability, weight and free time.

I don’t mean to say that crazy people should talk only to crazy people and mentally healthy people – to healthy people. However, I am convinced that conversations of healthy ones with mentally ill people should begin with a certain degree of curiosity, openness and acceptance. We usually don’t ask for life advice; we want to be heard and received with all the luggage we carry. On the other hand – when the madman meets the healthy – we, crazy ones, need to assume that the latter have problems of a different caliber, but for them truly heavy and significant; and although it’s not disintegration, delusions or suicidal thoughts, we should treat them with the same attention and respect as our stories.

Maybe then we will be able to see each other fully and the way we are? …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.