Rozproszone JA / Scattered SELF

(ENG.below) Spokojnie, spokojnie. Oddychamy. Rozmawiamy, wygłupiamy się, chichramy. Nie denerwujemy się.

Dziś czuję się jak własna babcia – idę na badanie dotyczące osteoporozy. Jakiś czas temu w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach złamałam żebro. Leków biorę tyle, że praktycznie żaden skutek uboczny nie może być wykluczony.

Słucham powolnego pianina (calm piano for studying) i staram się pozbierać kalejdoskopową osobowość w jedną całość, tłumacząc sobie, że to tylko kolejne badanie, takie „na wszelki wypadek”.

Znoszenie własnego…kalectwa? Niedoskonałości? Wyjątkowości? Swojej niepełnosprawności? – wstaw nazwę, która tobie odpowiada – idzie mi czasem nieźle, czasem zupełnie kiepsko. Wczoraj był ten lepszy dzień; zrobiłam pranie, umyłam podłogi, porysowałam, popisałam, zafarbowałam sobie włosy (hej, wytrzymałam ponad miesiąc od ostatniego farbowania!), zaliczyłam dwie rozmowy przez skype. Dziś ten dzień gorszy; rozedrganie, napięcie, fruwające kolorowe fragmenty „ja”, które nie chcą skleić się w jedną spójną całość.

Mam nawracającą, dziwną fantazję, a w niej, w wyniku własnych działań, zapadam w śpiączkę. Budzę się po kilku latach – starsza, lecz zdrowa. Zdrowa! Prawie już nie pamiętam jak to jest: nie martwić się, nie spinać, nie wyczekiwać, nie dostosowywać się, nie ciążyć. Mój umysł pamięta, ale ciało ma własną agendę – otoczone mniej lub bardziej urokliwą warstwą tłuszczu, który gromadzi, być może, by ochronić całe „ja” od mocnych, nokautujących ciosów choroby.

Moje myśli płyną dziś do wszystkich niedoskonałych osób tego świata. Niech moc będzie z wami.

Easy, easy. Breathe. Talk, fool around, giggle. We are not nervous.

Today I feel like my own grandmother – I am going for a test on osteoporosis. Some time ago I broke my rib in unexplained circumstances. I take medication in sucha n amount and variety that virtually no side effect can be excluded.

I listen to a slow piano for studying and try to gather a kaleidoscopic personality into one whole, explaining to myself that this is just another examination, „just in case”.

Coping with your own … disability? Imperfections? Uniqueness? Handicap? – insert a name that suits you – sometimes goes well, sometimes not so much. Yesterday was the better day; I did the laundry, I washed the floor, I drew, I wrote, I dyed my hair (hey, I’ve made it! – more than a month since the last dyeing!), I had two conversations via skype. Today, this day is worse; vibration, tension, fluttering colorful fragments of „self” that do not want to stick together into one cohesive whole.

I have a recurring, strange fantasy, and in it, as a result of my own actions, I fall into a coma. I wake up after a few years – older, but healthy. Healthy! I hardly remember what it is like: do not worry, give up the tension, do not wait on what’s gonna happen next, do not adapt, stop being a burden. My mind remembers, but the body has its own agenda – surrounded by a more or less charming layer of fat, which it gathers, perhaps, to protect the whole „self” from the strong, knock-out blows of disease.

My thoughts flow to all imperfect people of this world today. May the force be with you.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.