Sens życia / The meaning of life

(ENG.below) Powoli, gdy dzień zmierza ku końcowi, jak na typową osobę w depresji przystało – mam się z każdą godziną coraz lepiej. Dzień jest za mną, nie przede mną; nie straszy pustą paszczą; nadciąga noc, a wraz z nią długi (10-12h) sen, regeneracja i…szansa na lepsze jutro. Nie wiem czy wiesz, ale najgorsza część dnia dla osób depresyjnych to właśnie poranek. Dzień wypadałoby jakoś przetrwać, a z rana jawi się on jako niekończące się pasmo górskie – ze szczytami takimi jak Wstanie-z-Łóżka, Zjedzenie-Czegokolwiek, Prysznic, Spacer-z-Psem, i tak dalej.

Jednocześnie z tyłu głowy słyszysz uporczywy głos Wewnętrznego Krytyka, który wyzywa cię od słabeuszy, kul u nogi, nieogarniętych, beznadziejnych wariatek, które są jedynie ciężarem dla wszystkich.

Takie życie doprawdy nie jest łatwe.

Ale kto powiedział, że życie ma być łatwe?…( O co, do jasnej cholery, w tym życiu chodzi?)

Jeśli pożyję jeszcze trochę, ogłoszę konkurs na sens życia. Będą w nim pewne ograniczenia, bo zależy mi, by to był sens MOJEGO życia, życia wariata, życia jak kalejdoskop, jak rollercoaster, jak ruletka. Główną nagrodą może być spędzenie ze mną dnia. A co. Takie doświadczenie nie zdarza się co dzień.

To kto chętny?…

*

Poranek. „Błyszczy rosa na liściach; przemijamy srebrzyście, nierealni jak sen…“ (musical „Cats“). Mam wrażenie, że ten tekst piszę od końca do początku, czyli spokojnego poranka, z poziomem energii tak dobrym o 7 rano, że jestem ogromnie zaskoczona. I przestraszona…Zmiany w godzinach snu i czuwania mogą zapowiadać kolejny epizod. Już wczoraj wieczorem byłam niespokojna, chciałam coś zdziałać, coś wiekopomnego; coś osiągnąć, zostawić po sobie jakiś ślad. Trop prowadzi do manii/hipomanii (łagodniejsza forma manii). Faktycznie, dawno jej nie było…

Trzymaj kciuki.

Slowly, when the day is going to the end, as a typical depressed person I am getting better with every hour. The day is behind me, not in front of me; it does not scare me with its empty mouth; night is coming, and with it a long (10-12h) sleep, regeneration and … chance for a better tomorrow. I do not know if you know, but the worst part of the day for depressive people is the morning. We are supposed to survive the whole day, and in the morning it appears as an endless mountain range – with peaks such as Stand-Up, Eat-Something, Take-a-Shower, Walk-in-Dog, and so on.

At the same time, in the back of your head, you hear the persistent voice of the Inner Critic, who challenges you with your weakness, being a pain in the ass, helpless, hopeless madwoman who is only a burden to everyone.

Such a life is really not easy.

But who said life should be easy? … (What the hell is this life about?…)

If I live a little longer, I will announce a competition for the meaning of life. There will be some limitations in it, because I want it to be about the meaning of MY life, the life of a madman, a life like a kaleidoscope, like a rollercoaster, like roulette. The main reward can be spending the day with me. Hey, such an experience does not happen every day.

So, who’s up for it?

 

*

Morning. „Dew shines on the leaves; we pass away silvery, unreal like a dream … ” (musical” Cats „). I have the impression that I write this text from the end to the beginning, i.e. calm morning, with a level of energy so good at 7 am that I am very surprised. And scared… Changes in the hours of sleep may herald another episode. Already last night I was restless, I wanted to do something, something memorable; achieve something, leave a mark. Trop leads to mania / hypomania (a milder form of mania). In fact, I didn’t fall into this phase for a long time…

Keep your fingers crossed.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.