silniejsza niż myślałam / stronger than I thought

(ENG.below) Piszę na leżąco. Da się.

Neurochirurg, specjalista od leczenia bólu z dyplomem z uniwersytetu Stanford okazał się miłym i wyrozumiałym panem w średnim wieku. Pokazał mi na zdjęciach mój kręgosłup, w którym widać zmiany degeneracyjne i wysunięte dyski uciskające na nerwy. Co najważniejsze: nie kwalifikuję się do operacji. Zaaplikują mi kolejny zastrzyk nadtwardówkowy, tym razem krąg wyżej. Do tego osteopata. Nie mogę opisać ulgi, jaką ta informacja mi przyniosła. Strasznie bałam się operacji, pobytu w szpitalu, potencjalnych komplikacji po zabiegu i unieruchomienia na dłuższy czas, ubezwłasnowolnienia oraz czających się napadów choroby psychicznej.

Ostatnie dni przeżyłam w krańcowym stresie, ale powstrzymałam się od zażywania Lorazepamu/Temesty. Uspokajałam się licznymi gorącymi kąpielami i czytaniem wciągających powieści szpiegowskich, średnio dwóch dziennie; systematycznym goleniem nóg, by nie wylądować w szpitalu wyglądając jak sarenka; zmienianiem pościeli, gdyż łóżko to teraz mój ulubiony mebel, i spędzam w nim zdecydowanie większość czasu, bo na leżąco mniej boli; puszczaniem automatycznego odkurzacza, by odzyskać choć iluzję kontroli nad tym, co mnie otacza. Starałam się nie myśleć o tym, że nie mogę uprawiać sportu, spacerować, pływać, nawet malować (bo na siedząco), więc moje dotychczasowe strategie radzenia sobie z napięciem odpadają. Zagryzałam zęby i zanurzałam się w kolejne szpiegowskie historie. Torbę do szpitala miałam spakowaną; leżała ciągle na widoku, przypominając, że wciąż nic nie wiem poza tym, że mnie boli. Walizki na wyjazd do Polski stały w drugim pokoju. Dziś wiem, że możemy je zanieść do piwnicy. Mam nie podróżować przez najbliższy miesiąc.

Nie mam na razie pojęcia, jak powinnam funkcjonować ze zdegenerowanym kręgosłupem. Nauczyłam się w ciągu kilku lat jak żyć z zepsutym mózgiem, ale kręgosłup to nowość. Nie mam na niego procedur ani recepty. Wiem tylko, że ból jest bardzo absorbujący, a lęk – paraliżujący. Dowiedziałam się też, że potrafię funkcjonować w sytuacji skrajnego napięcia, chociaż o to bym się wcześniej nie posądzała. Niewiedza, brak kontroli, niepewność, strach – nie obezwładniły mnie całkowicie. Od wielu dni nie miałam symptomów. Niech żyją antydepresanty i ukryte zasoby…

Jestem silniejsza niż myślałam.

I am writing in a horizontal position. It’s possible!

A neurosurgeon, pain management specialist with a degree from Stanford University turned out to be a nice and understanding middle-aged gentleman. He showed me in the pictures my spine, in which you can see degenerative changes and protruding discs pressing on the nerves. Most importantly: there is not need for surgery. They’ll give me another epidural injection, this time one vertebra higher. Plus, an osteopath. I cannot describe the relief this information has brought me. I was terribly afraid of surgery, hospital stay, potential complications after surgery and long-term immobilization, incapacitation and lurking attacks of mental illness.

My last few days were under extreme stress, but I refrained from taking Lorazepam / Temesta. I calmed myself down with numerous hot baths and reading addictive spy novels, on average two a day; systematic shaving of legs so as not to end up in the hospital looking like a deer; changing bedding, because the bed is now my favorite piece of furniture, and I spend most of my time in it  – lying down hurts less; switching on the automatic vacuum cleaner to regain even the illusion of control over what surrounds me. I tried not to think about the fact that I could not do sports, walk, swim, even paint (sitting hurts more), so my previous strategies for dealing with tension simply couldn’t work. I grit my teeth and immerse myself in even more spy stories. I had my hospital bag packed; it was all the time in plain sight, reminding me that I still knew nothing but the pain. The suitcases for the trip to Poland were in the other room. Today I know we can take them back to the basement. I am not to travel for the next month.

So far I have no idea how I should function with a degenerate spine. I’ve learned in a few years how to live with a fucked up brain, but the spine is something new. I have no procedures or prescription for it. All I know is that pain is very absorbing and fear is paralyzing. I also learned that I can function in a situation of extreme tension, although I would not have suspected that before. Unknown, lack of control, uncertainty, fear – they didn’t completely overwhelm me. I haven’t had symptoms for days. Long live antidepressants and hidden resources …

I am stronger than I thought.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.