Sklep z dziwnymi stanami / A shop with strange states

(ENG.below) Życie z depresją w chorobie dwubiegunowej jest, krótko mówiąc, przesrane. Nie możemy podać antydepresantów, bo ryzykujemy epizod maniakalny. Muszę więc trwać i liczyć na lepsze jutro. Już przedwczoraj na nie liczyłam. Wczoraj też. Lekcja cierpliwości i…bezradności.

Wizyta u psychiatry zupełnie nic nie wniosła, bo była to wizyta o numerze seryjnym 1235, czyli „mam znowu stany depresyjne, pomocy” – „niestety nie mogę Pani pomóc, musi to Pani przeczekać”. Doprawdy inspirujące. „Proszę rozróżniać to, co mówi depresja od tego, co mówi Pani do siebie, gdy jest Pani w dobrym stanie”. Chyba muszę przygotować sobie listę tego, co mówię do siebie „w dobrym stanie”. Byle nie za dobrym, naturalnie. Bo wtedy mówię sobie co innego.

„Proszę przeczekać” też jest krzepiące. Tak naprawdę mogłoby to brzmieć prawdziwiej: „Proszę przeczekać, potem będzie kilka dobrych dni, potem nakręt, a potem znów depresja, i tak w kółko. Głowa do góry.” Depresja sprawia, że z nosa zjeżdżają mi różowe okulary i widzę wszystko albo pochłonięte przez mrok, albo boleśnie realistycznie. A realistycznie wygląda to tak, że mam przesrane. Myśli samobójcze związane z tym dość bolesnym uświadomieniem to już depresja w czystej postaci: bezsilność, brak energii nawet by rozpaczać, po prostu machnięcie ręką na życie w takiej formie, ostatni bastion niezgody, a więc jakiegoś uczucia – mimo, że depresja zwykle zabiera je wszystkie. Najwyraźniej jednak zostawia okruszynę, by chory mógł zaprotestować. Niestety nic z tego protestu nie wynika, bo mózgowa fabryka dziwnych stanów ma się dobrze i raczej ma taki bunt głęboko gdzieś. Ona po prostu…dowozi. Depresję, manię, psychozę.

Chciałabym mimo wszystko otworzyć taki sklepik chorobowy, by inni ludzie trochę lepiej zrozumieli, jak to jest być wariatem. Wypożyczałabym różne stany na kilka chwil. Obserwowałabym te powiększające się oczy, trzęsące się dłonie, opadające ramiona i głowę albo niesłychany, maniakalny blask. Kupujący chowaliby się za komodą ze strachu przed wybuchem nuklearnym albo goniliby mnie po sklepie, pewni, że jestem podstawionym agentem.

Tak naprawdę nie życzę tego nikomu.

To depresja życzy.

Life with depression in bipolar disorder is, in short, fucked up. The doctors cannot give me antidepressants because we run a risk of a manic phase. So I have to last and count on a better tomorrow. I was counting on it the day before yesterday. Yesterday too. Lesson of patience and … helplessness.

The visit to the psychiatrist today brought nothing at all, because it was a visit with serial number 1235, that is „I have depression again, please help ” – „Unfortunately I can’t help you, you must wait it out”. Really inspirational. „Please distinguish between what depression says and what you say to yourself when you are in good condition.” I think I have to make a list of what I say to myself „in good condition”. Not too good, naturally. Because then I tell myself something else.

„You must wait” is also very comforting. It could really sound truer: „Wait, then there will be a few good days, then you’ll be extremely turned on, then depression will come again, and the whole cycle will happen over and over again. Keep your head up.” Depression causes pink glasses to slide off my nose and I see everything either absorbed by darkness or painfully realistic. And what I see without the glasses is that I’m doomed. Suicidal thoughts related to this rather painful awareness are already pure depression: powerlessness, lack of energy even to despair, just waving your hand on life in this form, the last stand of resistance, and therefore some feeling – even though depression usually takes them all. Apparently, however, she leaves a crumb so that the sick person can protest. Unfortunately, nothing results from this protest, because the brain factory of strange states is doing well and rather doesn’t give a shit about such a rebellion. The factory just … delivers. Depression, mania, psychosis.

I would like to open a disease shop, so that other people understand a little better what it is like to be crazy. I would rent various states for a few moments. I would watch those enlarging eyes, shaking hands, drooping arms and head, or an incredible manic glow. Buyers would hide behind the cupboard, fearing a nuclear explosion, or chase me around the store, confident that I am a substituted agent.

I don’t really want to do this to anyone.

It is depression that wishes so.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.