słońce i woda / sun and water

(ENG.below) Kiedy wsuwam się do wody, myślę: jestem w domu. Chodzę na basen trzy, cztery razy w tygodniu. Nic innego – no, może oprócz Lorazepamu – tak mnie nie relaksuje, nie odciąża; do tego daje poczucie radości, siły i wpływu. Łapię się na tym, że uśmiecham się pod wodą, płynąc. Oczywiście aby w ogóle wyjść z domu, muszę najpierw mieć stosunkowo niski poziom niepokoju i żadnych objawów psychotycznych, a to nie zawsze udaje mi się osiągnąć.

Gdy nie pływam, biegam. Mój fizjoterapeuta – chwała mu za to – nauczył mnie jak zmienić technikę biegania, by nie obciążać kolan. Biegam teraz bezboleśnie i lekko; nie myślałam, że to będzie możliwe. Radami pomógł też mój tata (były biegacz długodystansowy). Oczywiście, aby w ogóle wyjść z domu…wiesz już, co dalej. Nie jest to również możliwe w trakcie epizodów depresyjnych, jak pewnie sobie wyobrażasz. Sport naturalnie pomaga „wejść na górkę”, ale by wybiec z domu, potrzebujesz uwierzyć, że to ma sens i że dasz radę. A depresja, jak wiadomo, podpowiada coś wręcz przeciwnego.

Nie biorę teraz regularnie żadnych leków. Stwierdziliśmy z moim lekarzem, że i tak nic prewencyjnego nie chroni mnie przed krótkimi epizodami psychotycznymi, więc sens ma prawdopodobnie jedynie łykanie Zyprexy gdy taki epizod ma miejsce. Uspokajam się, zasypiam, budzę się z powrotem w normalnej rzeczywistości, w której moja ręka jest częścią mojego ciała a psy nie rządzą światem; może z nieco spuchniętą, obolałą głową. Takie fazy zdarzają mi się raz, dwa razy w tygodniu. Trwają zwykle kilkadziesiąt minut. Od tygodni nie miałam natomiast zaburzeń nastroju. Być może choroba zmienia nieco swój…koloryt. Może tylko na chwilę. A może codzienne uprawianie sportu faktycznie pomaga uregulować nastrój?…Nie wiem, ale robię to, bo dobrze się z tym czuję.

Dziś rano biegałam; czułam wiatr na twarzy, ciepło słońca, zapach trawy; wokół biegały radośnie i zadziornie małe pieski (trafiłam na poranny piknik właścicieli małych psów); czułam, jak poci mi się głowa (8mm włosów), jak pot spływa mi na twarz, która robi się coraz bardziej czerwona; jednocześnie lekkość stąpania, brak bólu w kolanach, regularny, głęboki oddech…Było to cudowne, zmysłowe doświadczenie. Skierowało moje myśli na temat śmierci. Zamiast zaciskać mi gardło i czynić z oczu spodki od filiżanek, ta myśl mnie uspokoiła. Poczułam się częścią natury, jej naturalnym elementem, mokrym, rozjaśnionym słońcem i dotykanym wiatrem, podlegającym takim samym prawom jak wszystko dookoła. Zamiast lęku poczułam spokój. 

Czego i tobie życzę.

When I’m slipping into the water, I’m thinking: I’m at home. I go to the pool three or four times a week. Nothing else – well, except maybe Lorazepam – doesn’t relax me, doesn’t bring such relief; plus, gives a sense of joy, strength and influence. I find myself smiling underwater while swimming. Of course, to leave the house at all, I must first have a relatively low level of anxiety and no psychotic symptoms, and this is not always doable.

When I don’t swim, I run. My physiotherapist – bless his heart – taught me how to change the running technique so as not to strain my knees. I run painlessly and lightly now; I didn’t think it would be possible. My dad (former long distance runner) also helped with plenty of advice. Of course, to leave the house at all … you already know what I’m going to write next. This is also not possible during depressive episodes, as you probably imagine. Sport naturally helps you „climb the hill”, but to get out of the house you need to believe that it makes sense and that you can do it. And depression, as you know, suggests the opposite.

I don’t take any regular medications now. We have found with my doctor that nothing preventative protects me from short psychotic episodes, so it only makes sense to swallow Zyprexa when such an episode takes place. I calm down, fall asleep, wake back in a normal reality in which my hand is part of my body again and the dogs don’t rule the world; maybe with a little swollen, sore head. These phases happen to me once or twice a week. They usually last several dozen minutes. I haven’t had a mood disorder for weeks. Perhaps the disease changes its color a bit. Maybe just for a moment. Or maybe everyday sports actually helps regulate the mood? … I don’t know, but I do it because I feel good with it.

I was running this morning; I could feel the wind on my face, the warmth of the sun, the smell of grass; small dogs running around happily and feistyly (I came across the morning picnic of owners of small dogs); I felt my head sweat (8mm hair), sweat running down my face, which was getting more and more red; at the same time lightness of the pace, no pain in the knees, regular, deep breath … It was a wonderful, sensual experience. It directed my thoughts to death. Instead of squeezing my throat and making my eyes cup-saucers, this thought calmed me down. I felt being a part of nature, its natural element, wet, sunny and touched by wind, subject to the same laws as everything around. Instead of fear, I felt calm.

I wish you the same calmness today.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.