Sto procent kontroli / A hundred percent control

(ENG.below) „To, nad czym mamy stuprocentową kontrolę, to to, co czujemy i co myślimy” – uczyłam kiedyś na szkoleniach. Dziś już nie mogę się pod tym podpisać. Moje ruminacje (natrętne myśli) dopadają mnie nawet w najspokojniejszych okolicznościach, a i nastrój fika koziołki, rozpinając mnie na wykresie depresja max – mania max.

„Jedyny rozwój odbywa się poprzez wychodzenie ze strefy komfortu” – głosiłam onegdaj. Dziś słowa „rozwój” i „strefa komfortu” są dla mnie warte tyle, ile bombki na zeszłorocznej choince. Zbyt zajęta jestem walką o przetrwanie.

„Weź odpowiedzialność za swoje emocje i potrzeby” – mówiłam ludziom. Teraz moje potrzeby zmieniają się jak w kalejdoskopie, bo zmiany nastroju niosą ze sobą nowe impulsy: spokój, bezpieczeństwo, nowość, ekscytacja, opieka, przygoda, bliskość, zabawa, odrębność, seks, brak seksu, równowaga…Bardzo często znajduję się w sytuacji, gdy moje potrzeby są sprzeczne. Co do emocji, choroba schizoafektywna to, jak sama nazwa wskazuje, zaburzenie afektu; branie odpowiedzialności za krańcowy niepokój, wielki nakręt czy depresję brzmi jak mission impossible.

Zastanawiam się, czy w moich dawnych credo szkoleniowo-terapeutycznych jest coś, co wciąż mogłabym określić jako „adekwatne”. A może mogłyby powstać specjalne szkolenia dla osób psychicznie chorych, z dopasowanymi do nich komunikatami? Co przekonałoby mnie, będąc autentycznym i adekwatnym przekazem?

„Nie ma niczego, nad czym mamy stu procentrową kontrolę, ale w niemal każdej sytuacji stać nas na jej odrobinę.”

„Rozwój nie jest najważniejszy w życiu. Celebracja życia jest ważniejsza.”

„Szukaj swojej odpowiedzialności tam, gdzie to możliwe; łap ster w chwilach, momentach, a gdy nie masz na to siły, proś o pomoc.”

A wszystkie treści typu „bądź sobą” (albo: „bądź sobą, ale bardziej”) wsadzamy do piwnicy, gdzie stoją słoiki z mądrościami dla ludzi zdrowych.

„The only thing we have 100% under control is what we feel and what we think” – I used to teach at trainings. Today I can not sign under it anymore. My ruminations (intrusive thoughts) catch me even in the most peaceful circumstances, and the mood moves up and down as on a crazy disco, forcing me to dance between depression max – mania max.

„The only development takes place by leaving the comfort zone” – I preached the other day. Today, the words „development” and „comfort zone” are worth as much to me as the last year’s Christmas tree. I’m too busy fighting for survival.

„Take responsibility for your emotions and needs,” I told people. Now my needs are changing like in a kaleidoscope, because mood changes bring new impulses: peace, security, novelty, excitement, care, adventure, closeness, fun, separateness, sex, lack of sex, balance … I often find myself in a situation when my needs are contradictory. As for emotions, the schizoaffective disorder is, as the name implies, an affect disorder; taking responsibility for extreme anxiety or depression sounds like mission impossible.

I wonder if there is something in my old training and therapeutic credo that I could still call „adequate”. Or maybe there could be special training for mentally ill people with matched messages to them? What would convince me, being an authentic and adequate message?

„There is nothing that we have can in hundred percent control, but in almost every situation, we can afford a little bit of it.”

„Development is not the most important thing in life. Celebrating life is more important. ”

„Look for your responsibility where possible; catch the helm in moments, and when you do not have the strength, ask for help. ”

And all „be yourself” content (or „be yourself, but more”) lock in the basement, where there are jars of wisdom for healthy people.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.