Straszna pani / Scary lady

(ENG.below) Jeden dzień odpoczynku za mną. Spędziłam go na spaniu, oglądaniu Stranger Things 3 oraz na dobitkę najnowszego Hellboya. Trochę malowałam, trochę czytałam, ale największą ochotę miałam poprzeżywać losy bohaterów walczących ze „złem“ (cokolwiek ono znaczy). Wiesz, kibicować, piszczeć ze strachu, trochę się denerwować i liczyć na to, że mimo perypetii wszystko dobrze się skończy, bo przecież musi być sequel.

Czasem się śmieję, że dla własnego dobrostanu powinnam oglądać wyłącznie Teletubisie. Jest jednak taka część mnie wciąż uzależniona od przeżyć, mimo tego, że po nich miewam problemy ze snem. Tak było, gdy obejrzałam „Czarnobyl” i „Dextera” (mój boże! Po tym ostatnim zamykałam oczy, a serial dalej leciał w mojej głowie). Czuję się, jakby w moim nadwyrężonym licznymi epizodami choroby mózgu brakowało jakiejś bariery, osłonki, która mogłaby mnie łatwo przekonać, że to, co oglądam, to fikcja stworzona przez scenarzystów, chcących właśnie emocje z wysokiego C wywołać. Przeżywam wszystko jak problemy najlepszej przyjaciółki, czy to fabularyzowana historia z ZSRR, czy opowieść o seryjnym mordercy, Batman albo Avengersi.

Miewasz czasem tak, że wiesz jasno, co dla ciebie dobre, ale mimo to robisz coś innego? To jak ze mną i Teletubisiami. Świat bez intensywnych przeżyć wydaje mi się łysy jak głowa mojego męża. A ja CHCĘ przeżywać. Kiedy otwiera się we mnie faza na oglądanie, chcę obejrzeć wszystko, bo nie wiem, kiedy przypłynie depresja, w trakcie której nic nie oglądam i nic nie czytam. Z tego lęku przed potencjalną przyszłością rodzi się podszyty niepokojem głód.

Dziś 11 dzień bez symptomów. Próbuję wypatrzeć w nadchodzących dniach najmniejsze oznaki epizodu, ale nic nie widzę, niczego nie jestem w stanie dostrzec. „Ta choroba będzie z panią już zawsze”, przypomina mi się zdanie ordynatora.

A więc gdzie jesteś, straszna pani?

One day of rest behind me. I spent it sleeping, watching Stranger Things 3 and the latest Hellboy. I was painting a bit, I read a little, but the biggest desire was to support the fate of heroes fighting „evil” (whatever it means). You know, cheer, tremble with fear, get a little nervous and count on the fact that despite the vicissitudes, everything will end well, because there must be a sequel.

Sometimes I laugh that for my own well-being I should only watch Teletubbies. However, there is a part of me that is still addicted to high emotions, despite the fact that after them I have problems with sleeping. That’s how it was when I watched”Chernobyl” and „Dexter” (my God! After the last one I closed my eyes and the show kept going on in my head). I feel as if in my brain strained with numerous sickness episodes there was not a barrier, a shield that could easily convince me that what I’m watching is fiction created by screenwriters who want to evoke emotions from high C. I experience everything like the problems of my best friend, whether it’s a fictionalized story from the USSR or a story about a serial killer, Batman or the Avengers.

Do you sometimes have this experience that you know clearly what is good for you, but are you still doing something else? It’s like me and Teletubbies. A world without intense experiences seems bald as my husband’s head. And I want to FEEL. When the phase of watching opens in me, I want to see everything because I do not know when depression will come, during which I do not watch anything and do not read anything. From this fear of a potential future, hunger is born based on anxiety.

Today is the 11th day without symptoms. I try to spot the smallest signs of an episode in the coming days, but I can not see anything coming. „This disease will be with you forever“ – these words of one of the best doctors in town still ring in me.

So where are you, scary lady?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.