święty Mikołaj / Santa Claus

(ENG.below)

Dziś światowy dzień walki z depresją. Wszyscy gromadzimy się z toporami i mieczami, by usiec tego śmiertelnie przecież groźnego przeciwnika. Z tej okazji spotykam się z kolegą, który od wielu lat jest w depresji. Pytam go, czy wierzy w zdrowienie. Tak malutko, odpowiada. Tyle, co w świętego Mikołaja? – dopytuję. Nie, w świętego Mikołaja wierzę bardziej, mówi on. Wierzę w nadzieję na zdrowienie, dodaje. To ona mi pozwala przeżyć z dnia na dzień. Stworzą nowe leki, nowe terapie, nowe podejścia…O kurcze, to brzmi prawie optymistycznie! Śmiejemy się. Oboje czasem nie mamy siły wstać z łóżka ani się umyć, ubrać, przygotować coś do jedzenia. Przy czym on żyje sam, a ja mam opiekę męża. Wiem, że ktoś się mną zajmie, ktoś mi pomoże. On nie ma tyle szczęścia.

Piszę ten tekst na balkonie, na którym przesiaduję godzinami, rysując, bo jest tak ciepło. Piszę z depresji, która trwa już miesiąc; zelżała po lekach antydepresyjnych, które w końcu zadziałały, w wyniku czego nie czuję teraz absolutnie nic. Moja paleta uczuć zredukowała się do spokoju i niepokoju, który przybiera różne ostre formy. Przez ostatnie trzy dni, każdego dnia miałam urojenia. Pierwszy atak w niedzielę na wycieczce, drugi w centrum miasta, podczas oczekiwania na kolegę, trzeci wczoraj., wzbogacony o halucynacje. Teraz każdego popołudnia boję się, że symptomy psychotyczne znowu przypłyną i porwą mnie w irracjonalny, wykrzywiony świat podejrzeń i derealizacji. Dziś zostałam sama w domu i towarzyszył mi ogromny lęk. A co jeśli na symptomy depresyjne nałożą się psychotyczne, i zrobię sobie krzywdę?…

Z okazji światowego dnia walki z depresją życzę wam wszystkim, żebyście nigdy nie musieli walczyć z depresją. Ani swoją, ani niczyją inną.

Today is the world day for the fight against depression. We all gather with axes and swords to stalk this deadly enemy. On this occasion, I meet a friend who has been depressed for many years. I ask him if he believes in healing. Just a tiny, tiny bit, he replies. So much as in Santa Claus? – I ask. No, I believe in Santa Claus more, he says. I believe in hope for recovery, he adds. It allows me to survive from day to day. They will create new drugs, new therapies, new approaches … Oh gosh, that sounds almost optimistic! We laugh. We both from time to time don’t have the strength to get out of bed or wash, dress or prepare something to eat. He lives alone and I have my husband’s care. I know someone will take care of me, someone will help me. He is not so lucky.

I am writing this text on the balcony, where I sit for hours drawing, because it is so warm outside. I am writing from a depression that has been going on for a month; it got better with the help of antidepressants which finally worked and as a result I feel absolutely nothing now. My palette of feelings has been reduced to peace and anxiety, which take various harsh forms. For the past three days, I’ve been delusional every day. The first attack on Sunday during the trip, the second one in the city center while waiting for a friend, the third one yesterday, enriched with hallucinations. Now, every afternoon I fear that the psychotic symptoms will re-emerge and take me into an irrational, distorted world of suspicion and derealization. Today I was alone at home and I was accompanied by great anxiety. What if my depressive symptoms get combined with psychotic symptoms and I hurt myself? …

On the occasion of world depression day, I wish you all that you never have to fight depression. Neither yours nor anyone else’s.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.