modlitwa / the prayer

(ENG.below) „To sam środek fazy mieszanej, psychotyczno-maniakalnej” – stwierdził mój psychiatra. „Jako że nie jesteśmy na oddziale ratunkowym, spróbujemy najpierw radzić sobie domowo. Przepracowałem na ostrym dyżurze wiele lat, wiem co robić. Pacjentowi podaje się takie dawki, po których zdrowy człowiek spałby przez tydzień. W twoim przypadku, jak widać, te ilości leków nie utrudniają ci codziennych aktywności, nie wspominając o bieganiu przez trzy dni z rzędu. Widzę, że masz problemy z koncentracją. Włączamy zatem Lorazepam, by cię trochę uziemił. Nie obawiaj się, bierz po kilka mg naraz.”

Muszę poprosić męża, by zabrał moje karty kredytowe.

Wczoraj miałam kupić jedną rzecz, kupiłam pięć.

Nie mam już czego obcinać, bo na głowie mam 4mm.

Przychodzą mi na myśl złe, mroczne, autodestrukcyjne pomysły.

Mnóstwo palę. Jem kosmiczne ilości czekolady.

Jestem zmęczona, a jednocześnie nakręcona.

Wczorajsze przedpołudnie było dobre, zaznałam trochę spokoju. Obejrzałam nawet jeden odcinek serialu „Barbarzyńcy”, ale szybko straciłam nim zainteresowanie.

Siedząc dziś w ciemności na balkonie (wstałam za wcześnie…) zaczęłam sobie wyobrażać, jakby to było znowu być w klinice. Niewykluczone, że tym razem tam trafię, gdy żadne inne siły hamujące nie przywrócą porządku w moim nadaktywnym mózgu. Staram się powoli z tą myślą oswajać.

Czekam, aż wstanie świt, lecz pada deszcz i jest tak ciemno, że nie mam szans dostrzeć słońca. Sąsiadka pyta mnie wczoraj, jak się mam. Tu nie Ameryka, a ja jestem z Polski, więc odpowiadam zgodnie z prawdą, że jest źle. Ona nie wie co powiedzieć. Mówi w końcu: no taki czas, ciemno, zimno, krótkie dni, wszyscy w tym czasie się gorzej czują. Mam ochotę jej powiedzieć: wiesz co, choroba psychiczna nie wybiera sobie pór roku, a aktualnie daleka jestem od jesiennego spleenu, więc nie pleć farmazonów tylko się dokształć, albo mnie dopytaj, chętnie odpowiem. Zamiast tego mówię: No pewnie tak…I uśmiecham się pod nosem z myślą o tych, którzy wolą pod koc, i herbatka, i Netflix, bo jesień; a ja – co by tu jeszcze kupić, narysować, napisać, pobiegać, posprzątać, zmienić, zacząć, zniszczyć, przeorganizować, i tak dalej…

Nie wiem już do kogo się modlić o dar spokoju.

Jeśli ty wiesz, pomódl się proszę za mnie.

„We are in the middle of a mixed, psychotic-manic phase,” my psychiatrist concluded. “Since we’re not in the emergency room, we’ll try to deal with it at home first. I’ve worked in the ER for many years, I know what to do. The patient is given doses that in the case of a healthy person would result in sleeping for a week. In your case, as you can see, these amounts of medication don’t hinder your daily activities, not to mention jogging for three days in a row. I can see you have trouble concentrating. So we’re including Lorazepam to ground you a bit. Don’t worry, take a few mg at a time. „

I have to ask my husband to take away my credit cards.

Yesterday I was supposed to buy one thing, I bought five.

I don’t have anything to cut anymore, because I have 4mm on my head.

Bad, dark, self-destructive ideas come to my mind.

I smoke a lot. I eat enormous amounts of chocolate.

I am tired and at the same time energized.

Yesterday’s morning was good, I got a little peace. I even watched one episode of the series „Barbarians”, but I quickly lost interest in it.

Sitting today in the dark on the balcony (I got up too early …) I started to imagine what it would be like to be in the clinic again. It is possible that I will end up there this time when no other braking forces can restore order to my overactive brain. I am slowly trying to get used to this thought.

I wait for dawn, but it’s raining and it’s so dark I can’t see the sun. Yesterday, my neighbor asked me how I was doing. This is not America, and I am from Poland, so I answer truthfully that it is rather bad. She didn’t know what to say. Finally, she said: well, in such a time, dark, cold, shorter days, less sunshine…everyone feels worse at this time of the year. I wanted to tell her: you know what, mental illness does not choose the seasons of the year, and currently I am far from autumn spleen, so please, do just try to educate yourself, or ask me how it reaaly feels, I will be happy to answer. Instead, I say: I suppose so … And I smile to myself thinking about those who prefer to hide under a blanket, with a cup of tea and Netflix, because it’s autumn; and I, tiger in a cage, keep thinking – what else to buy, draw, write, run, clean up, change, start, destroy, reorganize, and so on …

I no longer know whom to pray to for the gift of peace.

If you know, please pray for me.

trudny wybór / hard choice

(ENG.below) Zaczęło się od niewinnego pytania „jakie masz plany na najbliższe dni”, na które zareagowałam żartem, czy to może zaproszenie na kawę, a skończyło na prośbie „chciałbym, żebyś najbliższe trzy-cztery dni przespała”. Zastosowaliśmy z moim psychiatrą kryzysową interwencję, a mianowicie końską dawkę antypsychotyków (Zyprexa i Solian, czyli olanzapina i amisulpryd), które mają spowodować Wielką Senność i odciąć mnie od symptomów psychotycznych. Działa! Przez ostatnie dwa dni brak symptomów. Skutki uboczne znane mi z przeszłości, a mianowicie wzrost apetytu – wciągam jedzenie jak odkurzacz, zwłaszcza słodycze – i zmęczenie, zwłaszcza popołudniu; chodzę spać przed 20:00, bo nie mam już siły funkcjonować.

Taka interwencja może działać krótkoterminowo. Jakość życia, która jest równie ważna w przypadku leczenia, spada – nie da się zwyczajnie funkcjonować; potrzebne drzemki w ciągu dnia i spanie po 10-11 godzin w nocy. Słabość, głód, zmęczenie, tycie. Jednakże psychiatra orzekł, że jeśli ta strategia nie zadziała, wyśle mnie do kliniki. A wiesz, jak nie lubię tam trafiać.

Udaje mi się mimo wszystko tak rozłożyć dawkowanie leków, żeby przez 3-4 godziny w ciągu dnia mieć dość siły na cokolwiek. Zwlekam się więc z łóżka, rysuję albo spaceruję z psem (udało mi się nawet wczoraj trochę z nim pobiegać). Jednak późnym popołudniem chce mi się płakać ze zmęczenia. Mam też niesamowite sny, bo śni mi się szaleństwo – tak jakby symptomy przeniosły się głęboko do nieświadomości, nie atakowały mnie już w ciągu dnia lecz rozgrywały się, gdy śpię.

Trudny wybór – nie być na lekach i funkcjonować w miarę normalnie, oprócz 3-4 godzin w ciągu dnia, gdy przychodzi atak psychotyczny, lub być na lekach, bez ataków, lecz nie funkcjonować normalnie z powodu zmęczenia i mieć 3-4 godziny w ciągu dnia gdy da się cokolwiek zrobić.

A co ty byś wybrał/a na moim miejscu?…

It started with an innocent question „what are your plans for the next few days”, to which I reacted with a joke (that maybe it was an invitation for a coffee), and ended with a request „I would like you to sleep all the time for the next three or four days”. We used a crisis intervention with my psychiatrist, namely an extremely high dose of antipsychotics (Zyprexa and Solian, i.e. olanzapine and amisulprid), which are supposed to make me feel sleepy and cut me off from my psychotic symptoms. It works! No symptoms for the last two days. Side effects known to me from the past, namely an increase in appetite – I vacuum food, especially sweets – and fatigue, especially in the afternoon; I go to bed before 8:00 PM because I don’t have the strength to function anymore.

Such an intervention may work short-term. The quality of life, which is equally important in the case of treatment, is declining – you cannot simply function; you need naps during the day and the amount of sleep rises to 10-11 hours at night. Weakness, hunger, fatigue, weight gain. However, the psychiatrist said that if this strategy didn’t work, he would send me to a clinic. And you know how I hate going there.

Nevertheless, I manage to distribute the dosage of drugs in such a way that for 3-4 hours a day I have enough strength to do something. So I drag myself out of bed, draw or take a walk with my dog ​​(I even managed to run with him a little yesterday). However, in the late afternoon I feel like crying from exhaustion. I also have amazing dreams, because I dream of madness – as if the symptoms moved deeply into the unconscious and no longer attacked me during the day, but unfolded while I was sleeping.

Difficult choice – not to be on medication and function normally, except 3-4 hours a day when a psychotic attack occurs, or to be on medication, without seizures, but not functioning normally due to fatigue and having 3-4 hours a day a day when anything can be done.

What would you choose if you were me? …