nie wstydź się / don’t feel ashamed

(ENG.below) Zdarzyło mi się to już w przeszłości, ale chyba nigdy nie trwało tak długo – a to dlatego, że tym razem nie miałam ze sobą Zyprexy.

Wyobraź sobie: idziesz z ulicą, prowadzisz psa, słońce świeci, wieje miły wiaterek. Zaczyna cię jednak drażnić ruch uliczny. Jest za głośno i za intensywnie. Auta huczą wokół ciebie, czujesz się jak otoczona rojem pszczół. Potem zaczynasz odczuwać niepokój w całym ciele – to sygnał, że najprawdopodobniej zaraz zacznie się większy atak. I zaczyna się. Mijani przez ciebie ludzie stają się zagrożeniem lub podstawionymi aktorami. Dziwnie się na ciebie patrzą, prawda? Gdzieś z oddali dobiega śmiech. Pewnie z ciebie się śmieją. Może ludzie, może demony? Zaciskasz zęby i zastanawiasz się: dojdę do domu czy lepiej usiąść na jakimś przystanku i napisać sms do męża?…No tak, ale on ma teraz telekonferencję. Powalczymy zatem, dobra? Powoli, do celu. Skupiać się na krokach. Nie rozglądać. Nie dawać się wciągać dziwacznym, pokręconym myślom. Już niedaleko.

Wchodzę do domu i wyglądam jak duch. Jestem całkiem blada, spocona i pomarszczona z niepokoju i lęku. Zyprexa. Odpocznę…

To było w piątek.

Wczoraj jedyny w tym tygodniu dzień bez symptomów. Niestety wieczorem nie mogłam zasnąć do późnych godzin nocnych. Snułam się po mieszkaniu coraz bardziej porcelanowa i przestraszona, bo wiem, że regularny sen naprawdę dodaje mi wiele punktów do stabilności. A tu – nie chce przyjść…

Dziś dokonałam przełomowego kroku, a to dzięki mojemu małżonkowi. Od wielu miesięcy nie wiedziałam, co zrobić ze swoim profesjonalnym kontem na LinkedIn. Mam na nim link do strony mojej poradni psychologicznej, która przecież od dawna już nie działa; do biznesowego bloga, którego od lat już nie piszę; dane o profesji, której już nie uprawiam; zdjęcie sprzed kilku lat i opis, który nijak się nie ma do osoby, którą się stałam. Jednocześnie dostaję z portalu powiadomienia, że ludzie odwiedzają mój profil, a ja…no cóż. Nie lubię robić ludzi w konia.

Mąż zaproponował: dopisz do swojej ścieżki kariery kolejne punkty. Nie kasuj przeszłości – rekomendacji od tylu osób, tych ponad 450 znajomości, ról, jakie pełniłaś. Napisz po prostu, co robisz teraz. Nazwij to i określ się na nowo. Wymień wystawy (6), publikacje (wiele), wolontariaty (kilka). Zrób sobie aktualne zdjęcie. Popatrz na to w ten sposób: niektórzy rzucają korporację dla prowadzenia schroniska w górach, a ty rzuciłaś korporacje, by być artystką. Niech taką cię zobaczą.

Ach, co to była za odświeżająca przygoda! Najpierw makijaż, z tych produktów, które jeszcze się jakoś u mnie ostały. Potem szukanie dobrego oświetlenia i robienie sympatycznej miny. Może tak, a może lepiej tak? Nie chcę wyglądać dramatycznie, chcę się uśmiechać! Następnie nazwa zawodu: ARTYSTA…krótko i do rzeczy. I dwie ścieżki kariery: obraz i słowo. Jejku, czuję się jakbym otwarła książkę o swoim życiu na nowej, pustej stronie!

Jakie to dobre…

I wcale się nie wstydzę swojej „nowej twarzy”!

It has happened to me in the past, but it probably never lasted this long – and that’s because I didn’t carry Zyprexa with me this time.

Imagine: you are walking down the street, with you dog; the sun is shining, a nice breeze is blowing. However, you are starting to get irritated by the traffic. It’s too loud and too intense. Cars roar around you, you feel surrounded by a swarm of bees. Then you start to feel anxiety throughout your body – this is a signal that a major attack is most likely about to begin. And it starts. People you pass by become threats – or actors. They look at you weird, don’t they? You hear a laugh somewhere in the distance. They must be laughing at you. Maybe people, maybe demons? You grit your teeth and wonder: will I get home or is it better to sit down at a bus stop and text my husband? … but he has a teleconference now. So we’ll fight, okay? Slowly, towards the goal. Focus on the steps. Don’t look around. Don’t get caught up in weird, twisted thoughts. Home is not far away.

I come in and look like a ghost. I am pale and sweaty and wrinkled with anxiety and dread. Zyprexa. I will be able to rest now…

It was on Friday.

Yesterday was the only day this week without symptoms. Unfortunately, in the evening I could not fall asleep until late at night. I wandered around the apartment more and more porcelain-like and scared, because I knew that regular sleep really gives me a lot of points to stability. And now – it doesn’t want to come…

Today I made a breakthrough step thanks to my husband. For months, I hadn’t known what to do with my professional LinkedIn account. I have a link to the website of my psychological counselling center, which has not been operating for a long time; to a business blog that I have not been writing for years; data about a profession that I no longer practice; a photo from a few years ago and a description that has nothing to do with the person I have become. At the same time, I get notifications from the portal that people are visiting my profile, and I … well. I don’t fooling people.

The husband suggested: add more points to your career path. Do not erase the past – recommendations from so many people, those over 450 contacts, the roles you played. Just write what you are doing now. Name it and redefine yourself. List exhibitions (6), publications (many), volunteering (several). Take a recent photo of yourself. Look at it this way: some people quit corporations to run a mountain shelter, and you quit corporations to become an artist. Let them see you like that.

Ah, what a refreshing adventure it was! First – make-up, from those products that somehow still remain in my bathroom. Then looking for good lighting and making a nice face. Maybe this way, or maybe better like that? I don’t want to look dramatic, I want to smile! Then the name of the profession: ARTIST … short and to the point. And two career paths: image and words. Gee, I feel like opening a book about my life on a new blank page!

How good is that …

And I’m not ashamed at all of my „new face”!