tolerancja niepewności / tolerance for uncertainty

(ENG.below) Kiedyś napiszę doktorat z niepewności. Gwarantuję. A może lepiej nie gwarantować, zważywszy na temat.

Lekarka przejęła się moimi kłopotami z pamięcią – które niestety się utrzymują (dziś zapomniałam słowo „tarczyca” – w języku polskim…) – i wysyła mnie na kolejny rezonans magnetyczny, tym razem głowy. Ja wiem, że moja głowa nie funkcjonuje tak wspaniale, jak większość cudzych głów, ale żeby od razu drugi rezonans w tym półroczu…Miałam nadzieję, że to może jakieś komplikacje odkręgosłupowe, ale nie. Czyli inne. Kolekcjonuję spaczenia?…Takie hobby. Wszystko wyjaśni się za tydzień.  Do tego czasu mogę sobie fantazjować, jak bardzo jeszcze jestem zepsuta. Zważywszy na choroby dziedziczne, mam w czym wybierać. Liczę jednak na to, że to nowa odmiana okołopsychotycznych zaburzeń. Z taką diagnozą jakoś mogę się wstępnie pogodzić.

Zaczęłam znów biegać, z uwagi na mój niedoskonały kręgosłup – pod górkę, ewentualnie po równym terenie. Ciągnąć za sobą sapiącą chichuahua, ewentualnie męża z chronicznym zapaleniem zatok, czuję się jak jelonek. Dziś 3km w górę bez przerwy – padł rekord życiowy (mój i psa). Po drodze powtarzałam sobie: ok, do pierwszego skrzyżowania dróg. No dobra, to do drugiego. Hmm, może uda nam się i do następnego? O popatrz, tak blisko szczytu już jesteśmy, dotąd wystarczy. Ale w sumie…tak blisko szczytu…to może by tak na samą górę? I udało się. Zamiast założyć plan maksimum, wykonałam go po prostu – skupiając się na małych krokach. Tak jak uczą w klinice i w centrum kryzysowym. Krok za krokiem.

Kolejna karta niepewności odsłoniła się wczoraj – w naszym życiu rodzinnym pojawiła się ponownie osoba, która zniknęła z niego na wiele lat. Nie wiem jeszcze, z czym to się będzie wiązało, lecz na pewno muszę zrobić jej miejsce. Nie jest mi z tym wygodnie, mam dużo obaw, nienajlepszych wspomnień i uprzedzeń. Staram się mimo wszystko koncentrować na ciekawości i życzliwości. Również je w sobie mam, i jestem świadoma, że moje reakcje są wyłącznie moim wyborem.

Na koniec cytat z interesującego wywiadu z psychoterapeutką Zofią Milską-Wrzosińską:

Wszelkie współcześnie modne zawołania w rodzaju: „chcieć to móc”, „jeżeli naprawdę czegoś pragniesz, to to zdobędziesz”, „możesz zmienić swoje życie” i tak dalej, są iluzją, może czasem fałszywie krzepiącą jak cukier. Tak, jak nieprawdą jest stwierdzenie, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Możemy sobie je powtarzać, mierząc się z trudnym, bolesnym doświadczeniem, bo to nam daje szansę przetrwania tej chwili, ale to, co jest na tyle dramatyczne, że nas prawie zabija, zostawia w nas głębokie ślady, które nie są wzmocnieniem. Wzmocnieniem może być ewentualnie to, że sobie poradziliśmy, ale wielkie cierpienie samo w sobie nie czyni nas silniejszymi.Poradniki pełne zaklęć typu „możesz zrobić wszystko” pielęgnują w nas iluzję. I jeśli żyjemy w przekonaniu, że od nas zależy prawie wszystko, to nasza tolerancja na niepewność jest żadna. [magazyn Wysokie Obcasy]

Someday I will write a PhD on the topic of uncertainty. I guarantee. Or maybe it’s better not to guarantee, given the topic.

The doctor today was worried while hearing about my memory problems – which unfortunately persist (today I forgot the word „thyroid” – in Polish …) – and sends me for another MRI, this time of the head. I know that my head is not working as well as most other people’s heads, but I a second MRI in a six-month period… I was hoping it might be some spinal complications, but no. So, something different. Do I look like a fuck-up collector? … Is there such a hobby? Everything will be clarified in a week. Until then, I can fantasize about how broken I am. Considering hereditary diseases, I have a lot to choose from. However, I hope that this is just a new variety of psychotic-related disorders. Somehow I could come to terms with this type of diagnosis.

I started running again, due to my imperfect spine – uphill, less on even ground. To drag a puffing chichuahua, possibly a husband with chronic sinusitis, I feel like a little, joyful deer. Today, 3km up without a break – a life record (mine and my dog’s). Along the way, I kept repeating to myself: ok, to the first crossroads. Okay, then to the second. Hmm, maybe we can make it to the next one? Oh look, we are so close to the top, so far it is enough. But all in all … so close to the top … maybe to the top then? And we did it. Instead of having a maximum plan, I just did it – focusing on small steps. Just like they teach in the clinic and in the crisis center. Step by step.

Another page of uncertainty unveiled yesterday – a person who has disappeared for many years has reappeared in our family life. I don’t know what it will involve yet, but I definitely need to make room for it. I am not comfortable with it, I have a lot of fears, not the best memories and some prejudices. Still, I try to focus on curiosity and kindness. I have them in me too, and I am aware that my reactions are solely my choice.

Finally, a quote from an interesting interview with a Polish psychotherapist Zofia Milska-Wrzosińska:

Any modern, fashionable slogans such as „wanyou are capable of anything”, „if you really want something, you will get it”, „you can change your life” and so on are an illusion, maybe sometimes falsely comforting like sugar. Just as it is false to say that what doesn’t kill us makes us stronger. We can repeat them to ourselves, facing a difficult, painful experience, because it gives us a chance to survive this moment, but what is so dramatic that it almost kills us leaves deep traces in us that are not any reinforcement. We may be empowered by coping, but great suffering does not in itself make us stronger. Tutorials full of „you can do anything” nurture an illusion in us. And if we live in the belief that almost everything depends on us, then our tolerance for uncertainty is none. [Wysokie Obcasy magazine]