na zawsze / forever

(ENG.below) W opisach przeżyć osób z chorobą dwubiegunową przewija się wątek tęsknoty za ekstremalnymi doznaniami, zwłaszcza w stanach maniakalnych. Nigdy nie jesteśmy bardziej pomysłowi, energetyczni i piękni, przekonani o własnej wysokiej wartości i wyjątkowości. Potem naturalnie przychodzi depresja i wszystko to obraca się jak piasek w klepsydrze; tym większa boleść na wspomnienie bycia na maniakalnym haju. W związku z podwyższonym stanem uniesienia przeżywałam ostatnio coś bliskiego orgazmowi podczas malowania. Niesamowity błogostan, fizjologiczno-psychiczny, jak potężna dawka dobrego narkotyku albo cudowny, udany seks; nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek osiągnęła taki stan podczas tworzenia. Malowałam i nie chciałam przestać. Byłam pewna, że tworzę coś wyjątkowego. Nakładałam kolejne warstwy farby, w skupieniu i uniesieniu. Nic więcej nie było mi trzeba. Chciałam pozostać w tym stanie wiecznie.

Godzinę później płakałam z napięcia, rozpaczy i niepokoju, ratując się Lorazepamem.

Labilna – nigdy nie lubiłam tego słowa. Gdy byłam zdrowa, kojarzyło mi się z kimś, kto nie potrafi kontrolować własnych stanów i emocji; z kimś nieprzewidywalnym, histerycznym, potencjalnie groźnym; kimś, od kogo lepiej trzymać się na dystans. Teraz sama uosabiam podręcznikowy termin „labilna”. Podróżuję superexpresem od orgiastycznych uniesień do załamania. Maluję i cała jestem boska, patrzę na zdjęcie mojej chorej mamy i jestem zdruzgotana, przerażona, rozpadam się. Supeexpresowi zajmuje ta emocjonalna podróż godzinę. Każdy z tych przystanków przeżywany jest w pełni i intensywnie.

Męczące.

Jednakże oprócz tych emocjonalnych wahań dzieją się też dobre rzeczy. Moją pracę docenił na instagramie użytkownik Akademia Sztuk Pięknych z Krakowa. Wyobrażasz sobie? Wiele lat temu poszłam tam na konsultacje z moimi pierwszymi obrazami. Kiedy sobie przypomnę, co pokazywałam wtedy, wolałabym spuścić nad tym zasłonę miłosierdzia, jak mawia mój mąż. Ale od tamtego czasu nie przestałam malować, nie przestałam eksperymentować, rozwijać warsztat artystyczny. I oto mam – docenienie przez miejsce, które wydaje mi się nieosiągalnym szczytem marzeń.

Ponadto skontaktował się ze mną portal poświęcony psychozom, który chce udostępniać moje prace. Organizuję także wystawę (styczeń-luty 2021), a parę dni temu sprzedałam jeden z rysunków. Podcast z moim udziałem ma pojawić się w sieci pod koniec grudnia…Same dobre wieści. By nie być „labilna”, staram się nie ekscytować nimi zanadto. Ot, małe szczęścia. Spokojnie. Oddychać. Przyjmować, lecz się nie nakręcać. Cieszyć się, lecz nie puchnąć z radości, by nie eksplodować. Powoli.

Schritt vor schritt, jak mówią lokalsi. Krok za krokiem.

orgiastyczny obraz / orgiastic picture

In descriptions of experiences of people with bipolar disorder there is a recurring thread of longing for extreme sensations, especially in manic states. We are never more inventive, energetic and beautiful, convinced of our own high value and uniqueness. Then depression comes naturally and it all turns like sand in an hourglass; the greater the pain at remembering being maniacally high. Due to the elevated state, I have recently experienced something close to an orgasm while painting. Incredible bliss, physiological and mental, like a huge dose of a good drug or wonderful, successful sex. I don’t remember ever reaching that state during artmaking. I was painting and I didn’t want to stop. I was sure that I was creating something special. I applied subsequent layers of paint with concentration and elation. I needed nothing more. I wanted to stay in this moment forever.

An hour later I was crying with tension, despair and anxiety, trying to save myself with Lorazepam.

Unstable – I never liked that word. When I was healthy, it reminded me of someone who could not control his own states and emotions; with someone unpredictable, hysterical, potentially dangerous; someone you’d better keep your distance from. Now I personify the textbook term „labile”. I travel with superexpress from orgiastic rapture to breakdown. I paint and I am all gorgeous, I look at a picture of my sick mother and I am devastated, terrified, I fall apart. Supeexpress takes this emotional journey in an hour. Each of these stops is fully and intensely experienced.

Tiring.

However, in addition to these emotional fluctuations, good things also happen. My work was appreciated on Instagram by the Academy of Fine Arts from Krakow. Can  you imagine? Many years ago, I went there to consult my first paintings. When I remember what I was showing then, I would prefer to draw a veil of mercy over it, as my husband says. But since then I have not stopped painting, I have not stopped experimenting and developing my artistic skills. And here I have it – appreciation by a place that seems to me to be an unattainable peak of dreams.

In addition, I was contacted by a psychosis portal that wants to share my work. I am also organizing an exhibition (January-February 2021) and a few days ago I sold one of my drawings. The podcast with my participation is expected to be available online at the end of December… Good news. In order not to be „labile”, I try not to get too excited about them. Patience. Calmly. Breathe. Receive but don’t get too excited. Be happy, but not to swell with joy, lest you explode. Slowly.

Schritt vor schritt, as they say here. Step by step.