coś z niczego / something out of nothing

(ENG.below) Tak źle jeszcze nie było – i tak dobrze zarazem.

Moje obrazy się sprzedają.

W przyszłym tygodniu idę obejrzeć moją sztukę, wystawianą na teatralnej scenie stolicy pewnego pięknego kraju.

Już jutro wernisaż kolejnej wystawy, na której pokazywane są moje prace.

Dziś wyjeżdżam na pierwszą w życiu rezydencję artystyczną.

Jednocześnie – choroba atakuje mnie aktualnie każdego dnia, nie dając mi nawet doby ulgi. Przez kilka godzin dziennie funkcjonuję normalnie, a kolejne kilka godzin to (możliwy wybór wielokrotny):

  • symptomy depresyjne
  • myśli samobójcze
  • ataki niepokoju i lęku
  • urojenia
  • derealizacja
  • depersonalizacja
  • ogromny ból psychiczny

Jestem już bardzo zmęczona.

Wczoraj wieczorem miałam atak psychotyczny, w którym ból psychiczny był tak silny, że miałam wrażenie, że MUSZĘ – po prostu MUSZĘ – zrobić sobie fizyczną krzywdę, by go zagłuszyć, przerwać. Coraz lepiej rozumiem tych chorych, którzy się tną lub kaleczą; wczoraj właśnie tam zmierzałam. Masz wrażenie, że rozpadniesz się na kawałki, albo wręcz przeciwnie – zapadniesz się do środka; całe jestestwo jakby swędzi cię, pali niemiłosiernie, nic nie przynosi ulgi; wyobraź sobie atak kamieni nerkowych, tylko psychiczny. Zamknęłam się w końcu w łazience, wzięłam maszynkę i ogoliłam włosy na zero.  Przyniosło mi to ulgę. Odjęłam sobie kilka punktów urody, ale czułam, że mam nad czymś kontrolę, i że zmieniam właśnie swoje ciało, które dostarcza mi tyle cierpienia.

Nie wiem, co zrobię kolejnym razem.

Mój psychiatra cieszy się mimo wszystko, że jadę do pięknego hotelu w cudownym miejscu, gdzie będę odpoczywać w naturze i malować. Żadnych innych bodźców. Spokój. Może mój mózg też się uspokoi. Pakuję oczywiście tonę leków na każdą okazję.

Odwołałam swój udział w kursie malarskim, więc będę mogła zostać na rezydencji dłużej. Opracowaliśmy z mężem trasy górskie w okolicy, by 2-3 godziny dziennie być na zewnątrz.

A poza tym – pędzle w dłoń i biała karta papieru, na której moja dłoń stworzy coś z niczego.

It’s never been that bad – and so good at the same time – as it is now.

My paintings are being sold.

Next week I’m going to see my play, staged in the theatre in the capital of a beautiful country.

Tomorrow is the opening of another exhibition where my works are shown.

Today I am leaving for the first artistic residency in my life.

At the same time – the disease attacks me every day, without even giving me a day of relief. I function normally for several hours a day, and the next few hours are (multiple choice possible):

– depressive symptoms

– thoughts of suicide

– attacks of anxiety and fear

– delusions

– derealization

– depersonalization

– tremendous mental pain.

I am exhausted.

Yesterday evening I had a psychotic attack in which the mental pain was so strong that I had the impression that I MUST – I just MUST – do myself a physical harm to burn it out, to stop it. I understand better and better those of mentally ill who cut or injure themselves; I was on my way there yesterday. You get the impression that you will fall to pieces, or on the contrary – you will collapse inside; the whole being itches you, burns you mercilessly, nothing brings relief; imagine an attack of kidney stones, only mental. I finally locked myself in the bathroom, took the razor and shaved my hair to zero. It brought me relief. It took away a few beauty points, but I felt I had control over something and that I was changing my body, which was giving me so much suffering.

I don’t know what I’ll do next time.

My psychiatrist is glad that I am going to a beautiful hotel in a wonderful place, where I will rest in nature – and paint. No other stimulus. Calmness. Maybe my brain will calm down too. Of course, I’ve already packed tons of medication for all occasions.

I canceled my participation in the painting course, so I will be able to stay in the residency longer. My husband and I have developed mountain routes in the area to be outside 2-4 hours a day. And besides – only brushes in my hand and a white sheet of paper on which my hand will be creating something out of nothing.