trochę dziwaczna / a bit weirdo

(ENG.below) To niebywałe, ile 5mg – malutka tableteczka – może czynić różnicy. Jestem spokojniejsza, na tyle, że nie zaczęłam nowej przyjaźni z uspokajającym antydepresantem. Schudłam dwa kilo w ciągu tygodnia – mam dużo mniejszy apetyt i nagle zerowy na słodycze. Mimo obaw, nie włączyły się objawy psychotyczne ani działania impulsywne. Funkcjonuję całkiem nieźle.

Oczywiście, jest i ale, jak to w psychiatrii. Przyszły wyniki testów, jakie robiono mi w klinice. Okazało się, że nie tylko wykazuję symptomy zaburzenia typu borderline, ale i wysoko wypadłam na skalach kilku innych zaburzeń. Kiedy otrzymałam feedback, byłam załamana. Jak jeszcze bardziej zaburzonym można być?! Co – jeszcze – może się we mnie spierdolić? Czy naprawdę nie ma we mnie żadnej zdrowej części?…Wściekła, smutna, przestraszona. A potem powoli zaczęłam oswajać tę informację i przyjmować tyle, ile jestem w stanie przyjąć. Mam różnorodną osobowość. W różny, czasem nie najlepszy sposób staram się przystosować do otaczającej mnie rzeczywistości. Moja wrażliwość wykracza poza skalę, podobnie jak moja emocjonalność, a pozostałe rysy osobowości są próbami jej zmieszczenia w świecie, który nie za bardzo jest dla wrażliwych. Bywam zbyt skoncentrowana na sobie, ale potrafię też być empatyczna – przynajmniej tak twierdzą moi przyjaciele. Lubię porządek, ale nie poświęcam mu obsesyjnie większości swojego czasu. Kontrola jest dla mnie bardzo ważna, czuję się bezpiecznie, gdy mam strukturę i plan, ale w twórczości zwykle improwizuję. Jestem bardzo blisko związana z moim mężem, lecz potrafię też funkcjonować niezależnie od niego – pisać, malować, tworzyć. Owszem, mam czasem dziwaczne myśli i dysocjacje, ale na co dzień nie jestem paranoidalna. Tak więc z miejsca „jestem chora jak ja pierdole” przesunęłam się powoli do miejsca „cierpię na zaburzenie typu borderline, a dodatkowo mój charakter jest dość specyficzny”. Tak lepiej. Łatwiej mi to strawić.

Pożegnalne słowa od ordynatorki z kliniki brzmiały: „proszę siebie i swojego stanu nie patologizować”. Tak więc – nie zamierzam.

Jak mawia mój mąż, może i jestem trochę dziwaczna, ale mam dobre serce. Ha!

It is incredible how much 5 mg – a tiny pill – can make a difference. I’m calmer enough that I haven’t started a new friendship with the sedative antidepressant. I lost two kilos in a week – my appetite is much smaller and suddenly zero for sweets. Despite the fears, neither psychotic symptoms nor impulsive actions were triggered. I function pretty well.

Of course, there is also but, as is always the case in psychiatry. The results of the tests done for me at the clinic came back. It turned out that I not only show symptoms of borderline disorder, but also scored high on the scales of several other disorders. When I got the feedback, I was devastated. How even more disturbed can you be?! What – else – can be fucked up in me? Is there really no healthy part of me? … Furious, sad, scared. And then I slowly began to tame this information and take as much as I can accept. I have a diverse personality. I try to adapt to the reality around me in various, sometimes not the best ways. My sensitivity is out of scale, as is my emotionality, and the rest of my personality traits are attempts to fit them into a world that is not very kind to sensitive people. I can be too self-centered, but I can also be empathetic – at least that’s what my friends say. I like order, but I don’t obsessively devote most of my time to it. Control is very important to me, I feel safe when I have structure and plan, but in my creativity I usually improvise. I am very closely bonded with my husband, but I can also function independently of him – write, paint, create. Yes, I do have bizarre thoughts and dissociations sometimes, but I’m not paranoid on a daily basis. So from „I’m sick as fuck” I moved slowly to „I have borderline disorder, plus my character is quite specific.” That’s better. It’s easier for me to digest it.

The farewell words from the head of the clinic were: „Please do not pathologize yourself and your condition.” So – I’m not going to.

As my husband says, I may be a bit of a weirdo, but I have a good heart. Ha!

czterdzieści lat, od nowa / forty years, anew

(ENG.below) Istnieje lista kryteriów zaburzenia osobowości typu borderline, z której należy spełniać co najmniej pięć, by móc zostać zdiagnozowanym (uwaga, nie diagnozować się samemu; w książce poświęconej temu zaburzeniu znalazłam ciekawą analogię – tak jak nie diagnozujemy samodzielnie u siebie samych niedoczynności nerek, choroby serca ani nowotworu). Spełniam sześć. Coraz bardziej myślę o tym, że po siedmiu latach diagnozowania, eksperymentowania, próbowania, leczenia, bezskutecznych prób wyjścia na dłuższą prostą w końcu znaleźliśmy (dwie panie doktor z pomocą danych ode mnie i mojego psychiatry, testów i obserwacji) klucz do Tajemnicy. Co w niej się kryje?

  1. Tendencje samobójcze (myśli, plany, impulsy) i tendencje do samookaleczania. 2. Szybkie wahania nastrojów (czyżby moja diagnoza choroby dwubiegunowej w wariancie ultrarapidcycling była błędna?). 3. Lęk przed prawdziwym lub wyimaginowanym porzuceniem (wyjścia mojego męża z kolegami w tygodniu przeżywam jak zsyłkę na Sybir, choć bardzo się staram pielęgnować w sobie spokój i poczucie bezpieczeństwa). 4. Poczucie pustki wewnętrznej (trochę jakbym była z powietrza, albo miała w środku dziurę – i ogromny lęk przed konfrontacją z nią). 5. Dysocjacje w momentach napięcia i stresu, myśli paranoidalne (zakwalifikowane dotychczas jako element mojego zaburzenia schizoafektywnego). 6. Niestały obraz własnej osoby (człowiek-kameleon; jak ja wspaniale potrafię się dostosować do rozmówców; płynność mojej tożsamości płciowej i seksualnej, zmieniająca definicje, określniki; moje włosy zmieniające kolor co kilka dni/maksymalnie tygodni; kim ja właściwie jestem, do czego/kogo/dokąd przynależę).  

Brnę ( z ulgą, odrazą, nadzieją, beznadzieją, frustracją, ciekawością) przez kolejne książki dotyczące borderline i myślę sobie – jak to dobrze, że ktoś o mnie napisał…Jak to dobrze, że już nie jestem trudnym, skomplikowanym przypadkiem, przy którym lekarze rozkładają ręce. Dysregulacja emocji – w skrócie: czuję za dużo i nie potrafię tych uczuć pomieścić. Być może moje ciało migdałowate jest za małe, może moje emocje nie były uznawane, gdy byłam mała (zwłaszcza złość czy strach), być może to zasługa traumy z wczesnych lat dziecięcych, albo/i zaburzeń dopaminowo-serotoninowych. A może wszystkiego naraz.

Uczę się siebie jeszcze raz. Powoli i uważnie, z dużą dozą lęku. Lecz tym razem w rękach trzymam przewodnik – mapę takich osób, jak ja.

Mam czterdzieści lat.

There is a list of criteria for borderline personality disorder, of which at least five must be met in order to be diagnosed (attention, do not self-diagnosed; in a book devoted to this disorder, I found an interesting analogy – just as we do not diagnose ourselves with kidney failure, heart disease nor cancer). I meet six. I think more and more about the fact that after seven years of diagnosing, experimenting, checking out, treating, unsuccessfully trying to succeed, we finally (two doctors with the help of data from me and my psychiatrist, tests and observation) found the key to the Secret. What’s in it?

1. Suicidal tendencies (thoughts, plans, impulses) and self-harm tendencies. 2. Rapid mood swings (is my diagnosis of bipolar disorder in the ultrarapidcycling variant wrong?). 3. Fear of real or imaginary abandonment (my husband’s departure with friends during the week is like a deportation to Siberia, although I try very hard to cultivate peace and a sense of security). 4. A feeling of inner emptiness (a bit as if I were out of thin air or had a hole in the middle – and a huge fear of confronting it). 5. Dissociation in moments of tension and stress, paranoid thoughts (so far classified as part of my schizoaffective disorder). 6. An inconstant image of myself (chameleon-woman; how wonderfully I can adapt to my interlocutors; fluidity of my gender and sexual identity, changing definitions, determinants; my hair changing color every few days / maximum weeks; / who / where do I belong).

I wade (with relief, disgust, hope, hopelessness, frustration, curiosity) through subsequent books on borderline and I think to myself – how good it is that someone wrote about me instead of spreading their hands saying “we tried everything”. Emotional dysregulation – in short: I feel too much and cannot contain these feelings. Maybe my amygdala is too small, maybe my emotions were not validated when I was small (especially anger and fear), maybe it was due to early childhood trauma and / or dopamine-serotonin dysregulation. Or maybe all at once.

I am learning myself again. Slowly and carefully, with a lot of fear. But this time I have a guide in my hands – a map of people like me.

I am forty years old.