trudny wybór / hard choice

(ENG.below) Zaczęło się od niewinnego pytania „jakie masz plany na najbliższe dni”, na które zareagowałam żartem, czy to może zaproszenie na kawę, a skończyło na prośbie „chciałbym, żebyś najbliższe trzy-cztery dni przespała”. Zastosowaliśmy z moim psychiatrą kryzysową interwencję, a mianowicie końską dawkę antypsychotyków (Zyprexa i Solian, czyli olanzapina i amisulpryd), które mają spowodować Wielką Senność i odciąć mnie od symptomów psychotycznych. Działa! Przez ostatnie dwa dni brak symptomów. Skutki uboczne znane mi z przeszłości, a mianowicie wzrost apetytu – wciągam jedzenie jak odkurzacz, zwłaszcza słodycze – i zmęczenie, zwłaszcza popołudniu; chodzę spać przed 20:00, bo nie mam już siły funkcjonować.

Taka interwencja może działać krótkoterminowo. Jakość życia, która jest równie ważna w przypadku leczenia, spada – nie da się zwyczajnie funkcjonować; potrzebne drzemki w ciągu dnia i spanie po 10-11 godzin w nocy. Słabość, głód, zmęczenie, tycie. Jednakże psychiatra orzekł, że jeśli ta strategia nie zadziała, wyśle mnie do kliniki. A wiesz, jak nie lubię tam trafiać.

Udaje mi się mimo wszystko tak rozłożyć dawkowanie leków, żeby przez 3-4 godziny w ciągu dnia mieć dość siły na cokolwiek. Zwlekam się więc z łóżka, rysuję albo spaceruję z psem (udało mi się nawet wczoraj trochę z nim pobiegać). Jednak późnym popołudniem chce mi się płakać ze zmęczenia. Mam też niesamowite sny, bo śni mi się szaleństwo – tak jakby symptomy przeniosły się głęboko do nieświadomości, nie atakowały mnie już w ciągu dnia lecz rozgrywały się, gdy śpię.

Trudny wybór – nie być na lekach i funkcjonować w miarę normalnie, oprócz 3-4 godzin w ciągu dnia, gdy przychodzi atak psychotyczny, lub być na lekach, bez ataków, lecz nie funkcjonować normalnie z powodu zmęczenia i mieć 3-4 godziny w ciągu dnia gdy da się cokolwiek zrobić.

A co ty byś wybrał/a na moim miejscu?…

It started with an innocent question „what are your plans for the next few days”, to which I reacted with a joke (that maybe it was an invitation for a coffee), and ended with a request „I would like you to sleep all the time for the next three or four days”. We used a crisis intervention with my psychiatrist, namely an extremely high dose of antipsychotics (Zyprexa and Solian, i.e. olanzapine and amisulprid), which are supposed to make me feel sleepy and cut me off from my psychotic symptoms. It works! No symptoms for the last two days. Side effects known to me from the past, namely an increase in appetite – I vacuum food, especially sweets – and fatigue, especially in the afternoon; I go to bed before 8:00 PM because I don’t have the strength to function anymore.

Such an intervention may work short-term. The quality of life, which is equally important in the case of treatment, is declining – you cannot simply function; you need naps during the day and the amount of sleep rises to 10-11 hours at night. Weakness, hunger, fatigue, weight gain. However, the psychiatrist said that if this strategy didn’t work, he would send me to a clinic. And you know how I hate going there.

Nevertheless, I manage to distribute the dosage of drugs in such a way that for 3-4 hours a day I have enough strength to do something. So I drag myself out of bed, draw or take a walk with my dog ​​(I even managed to run with him a little yesterday). However, in the late afternoon I feel like crying from exhaustion. I also have amazing dreams, because I dream of madness – as if the symptoms moved deeply into the unconscious and no longer attacked me during the day, but unfolded while I was sleeping.

Difficult choice – not to be on medication and function normally, except 3-4 hours a day when a psychotic attack occurs, or to be on medication, without seizures, but not functioning normally due to fatigue and having 3-4 hours a day a day when anything can be done.

What would you choose if you were me? …

jak każdy / like everyone

(ENG.below) „Normalność jest przereklamowana. Nigdy jej nie ufałem.” – napisał dziś do mnie mój depresyjny przyjaciel.

Zacznę od końca.

Wracam wieczorem do domu, siadam za stołem, zaczynam płakać. Mamroczę: udawać normalną. Dostosować się. Dostroić. Zwyczajne konwersacje. Uśmiech. Pytanie – reakcja. Nie wyglądać źle. Nie wyglądać za dobrze. Wyglądać normalnie. Normalna. Normalna. Dlaczego czuję się normalna tylko w otoczeniu ludzi nienormalnych? Tylko przy nich spokojna, zwyczajna, jak reszta, jak każdy z nich. Dlaczego nie stresują mnie mamroczący, chrząkający, spięci, roztrzęsieni, a spinają błyskotliwi, zabawni, sympatyczni, koleżeńscy, zorganizowani? Kim się stałam? Co sobie zrobiłam?

Godzina wcześniej: biorę udział w próbie sztuki teatralnej, którą sama napisałam. Czy to nie powód do dumy? Cały zespół daje z siebie wszystko; atmosfera w ogóle nie jest napięta, wszyscy wytrwale dążą do perfekcji, powtarzają, szlifują, doskonalą, i jeszcze raz, i jeszcze jeden. Dobrze się bawię, podziwiam ich, śmieję się na głos. Jednocześnie gdzieś w środku rzednie mi mina. Wydawało mi się, że napisałam zabawną komedyjkę. Tymczasem patrzę na to, co grają aktorzy i widzę zwariowaną, gorzką, dziwaczną historię. Czy naprawdę we wszystkim muszę zostawiać ślady i tropy własnego szaleństwa? Czy nie potrafię już być…Normalna. Normalna.

Dwie godziny wcześniej: relaksująca kąpiel, pół Lorazepamu, bo inaczej po prostu nie wyjdę z domu; taka jestem przejęta. Przebieram się już siódmy raz. To zbyt wyzywające, to za ciasne, to za luźne; to za ponure, w tym wyglądam jak własna babcia, a w tamtym jak gwiazda porno. Makijaż? Lepiej nie, mam tylko jakieś stare kosmetyki, bo generalnie się nie maluję. Szminka, tak, to zadziała. Kurtka od mamy jako totem. Wychodzę z domu i znów próbuję udawać normalną, mimo że będę 20min za wcześnie, bo przecież mogę się po drodze zgubić, bo nie orientuję się w terenie, bo muszę oswoić nowe miejsce, bo przecież może być wypadek na drodze, bo przecież……

„Nie powinnaś się w kółko obracać w środowisku innych wariatów. Wyjdź do zdrowych, znajdź sobie jakichś normalnych przyjaciół!” – mówi do mnie moja depresyjna przyjaciółka.

Nie wiem czy jeszcze potrafię.

“Normality is overrated. I never trusted it.” – my depressive friend wrote to me today.

I’ll start from the end.

I come home in the evening, sit at the table, I start to cry. I mumble: pretend to be normal. Adjust. Blend in. Ordinary conversations. Smile. Question – reaction. Don’t look bad. Don’t look too good. Look normal. Normal. Normal. Why do I only feel normal around abnormal people? Only with tchem do I feel calm, ordinary, like the rest, like each of them. Why am I not stressed by mumbling, grunting, tense, jittery, and tightened by smart, funny, friendly, organized? Who have I become? What have I done to myself?

An hour earlier: I’m attending a theatre rehearsal of a play I wrote myself. Isn’t that something to be proud of? The whole team is doing their best; the atmosphere is not tense at all, everyone is persistently striving for perfection, repeating, polishing, perfecting, and again, and another. I’m having a good time, admiring them, laughing out loud. At the same time, somewhere inside I’m catching a thought: I recall I wrote a funny comedy. Meanwhile, I look at what the actors are playing and see a crazy, bitter, bizarre story. Do I really have to leave traces of my own madness in everything? Can I no longer be… Normal. Normal.

Two hours earlier: a relaxing bath, half of Lorazepam or I just won’t leave the house; I’m too stressed. This is the seventh time I am changing my outlook. This one is too provocative, this one too tight, that one too loose; this is too gloomy, in this I look like my own grandma, and in that I look like a porn star. Makeup? Better not, I only have some old cosmetics because I don’t wear makeup in general. Lipstick, yes, it will work. Jacket from mom as a totem. I leave the house and try to pretend to be normal again, even though I will be 20 minutes too early, because I can get lost on the way, because I don’t have a good sense of direction, because I have to get used to a new place, because there may be an accident on the road, because ……

“You shouldn’t gspend your time only around crazy freaks. Go out to the healthy ones, find yourself some normal friends! ” – says my depressive friend.

I don’t know if I’m able to anymore.