Tak nie mów / Don’t say that

(ENG.below) Cierpienie – to słowo zarezerwowane, lecz nie dla mnie. W mojej rodzinie najpierw cierpiała jedna babcia, potem druga babcia, potem mama, w końcu ojciec; wszyscy przeżywający okrutne dolegliwości, niektórzy chroniczne. Uosobieniem cierpienia była mama. Chorująca na ostrą depresję, napady niepokoju i lęku, samobójcza, obolała. Medal cierpienia należy się więc jej.

Jak myślę o swojej chorobie, gdy termin „cierpienie” jest już zajęty?…

Otóż wynajduję różne synonimy, które nie oddają jednak w pełni obrazu sytuacji; „ból”, „trudności”, „ciężar”, i tak dalej.

Dziś uświadamiam sobie, że – cierpię. I to na wiele sposobów, z których każdy oddziela mnie od rzeczywistości, osób, które kocham, tego, co się dla mnie liczy. Podróżująca przez życie w szklanej trumnie depresji, kolorowej bańce manii albo czarnym worze urojeń i halucynacji oddalam się od bijącego serca świata, stając się więźniem w mojej własnej głowie. Gdy nazywam to cierpieniem, to tak, jakbym obejmowała siebie taką, jaka jestem; przestraszoną, nieprzewidywalną, udręczoną.

Cierpię. Prawie każdego dnia. Rady, by ofiarować to cierpienie innym bądź nie daj boże Jezusowi wkładam między bajki z mchu i paproci. To cierpienie nie ma intencji, właśnie dlatego nazywam go cierpieniem, a nie ofiarą.

Czy nazywając siebie cierpiącą, odbieram sobie wpływ i poddaję się?

O nie. Ja się dopiero rozkręcam.

Suffering – this is a reserved word, but not for me. In my family one grandmother first suffered, then the second grandmother, then my mother, finally my father; all experiencing cruel ailments, some chronic. The person of suffering was my mother. Suffer from acute depression, anxiety and panic attacks, suicidal, sore. Therefore, the medal of suffering belongs to her.

How do I think about my illness when the term „suffering” is already taken? …

Well, I’m inventing different synonyms that do not fully reflect the picture; „pain”, „difficulty”, „burden”, and so on.

Today I realize that I am suffering. And in many ways, each of which separates me from reality, people I love, what matters to me. Traveling through life in a glass coffin of depression, a colorful mania bubble or a black sack of delusions and hallucinations, I move away from the beating heart of the world, becoming a prisoner in my own head. When I call this suffering, it is as if I embrace myself as I am; frightened, unpredictable, tormented.

I suffer. Almost every day. Advice to offer this suffering to others, or, god forbid, to Jesus, I put between fairy tales. This suffering is not intentional, that’s why I call it suffering, not an offering.

When I call myself suffering, do I take away my influence and give in?

Oh no. I’m just warming up.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.