Taka miła pani / Such a nice lady

(ENG.below) Unikać stresu. Unikać pozytywnych wrażeń. Unikać negatywnych wrażeń. Unikać wrażeń, generalnie.

Jak mam zatem żyć, do cholery?…

Dziś opracowałam trzecią piosenkę dla zespołu L. Gitarzysta odpisał mi, że jak tak dalej pójdzie, to się we mnie zakocha…Miałam ochotę mu odpisać: chłopcze, jestem zapewne dobre kilkanaście lat starsza od ciebie, a moje teksty tak cię poruszają, bo moje życie jest zupełnie popieprzone…Daj sobie raczej spokój z zadurzaniem się w wariatce.

Oczywiście nie tak odpisałam. Odpisałam grzecznie. Skrzętnie ukrywając to, że jestem chora.

Mój psychiatra kierował dziś moje myśli na tory „choroba niesie też ze sobą pewne dary”. Postanowiłam przełknąć tę żabę. Z myślenia pod tytułem „wycofam się z tego projektu muzycznego w ostatniej chwili, bo przecież jestem chora=nieprzywidywalna=nieobliczalna=nie można na mnie polegać=bywam niebezpieczna=nie warto ze mną współpracować, ba, nie zasługuję na to, by ktokolwiek był na współpracę ze mną skazany” próbowałam przestawić się na myślenie „jestem niezwykle twórcza=pełna życia=doświadczona=mam wiele talentów, którymi mogę się podzielić=kreowanie nowych rzeczy przychodzi mi z łatwością=jestem otwarta=tolerancyjna=nie boję się wyzwań”. Szło opornie. Mroczna narracja, w której jestem antybohaterką, kobietą-nieszczęściem i chodzącym kataklizmem na dobre się we mnie zakorzeniła. Prawda jest taka, że się boję. Nie o siebie – ja boję się SIEBIE. Tego, do czego jestem zdolna w manii, i do czego jestem zdolna w depresji. Kobieta-ogień albo kobieta-słup soli.

A w zwyczajne dni „pomiędzy” jestem po prostu sympatyczną panią koło czterdziestki.

Ale nie muszę tego wszystkiego mówić na pierwszym spotkaniu, prawda?

Avoid stress. Avoid positive stimuli. Avoid negative stimuli. Avoid sensations, generally.

How the hell should I live then? …

Today I wrote a third song for the band L. The guitarist wrote back to me that if it goes on like this, he’ll fall in love with me … I wanted to write back to him: boy, I’m probably a good dozen years older than you and my lyrics move you so much because my life is completely fucked up … Give me a break and don’t fall for a madwoman.

Of course, I didn’t write precisely this back. I wrote back politely. Carefully concealing that I’m sick.

My psychiatrist today tried to put my thoughts on the track: „illness also brings some gifts.” I decided to swallow this frog. From thinking „I’ll quit this music project at the last minute, because I’m sick = unpredictable = unmanageable = you can’t rely on me = I’m dangerous = it’s not worth working with me, no one deserves the curse of working with me” I tried to switch to thinking „I’m extremely creative = full of life = experienced = I have many talents that I can share = creating new things comes to me easily = I’m open = tolerant = I’m not afraid of challenges. ” It was really hard. The dark narrative in which I am an anti-heroine, a misfortune woman and a walking calamity has been rooted in me for long. The truth is – I’m scared. Not FOR myself – I’m afraid OF myself. What I am capable of in mania and what I am capable of in depression. A woman-fire or a woman-pole of salt.

And on ordinary days in between, I’m just a nice lady around forty.

But I don’t have to say it all at the first meeting, right?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.