Teatr tragiczny / Tragic theatre

(ENG.below) Miałam wątpliwości, czy napisać ten tekst, lecz stwierdziłam, że skoro to moja aktualna rzeczywistość, to go popełnię. I mimo – a może właśnie dlatego – że 30% Polaków życzyłoby sobie, by osoby chore psychicznie były pozbawione praw obywatelskich, chcę podkreślić, że od zawsze chodziłam na wybory, i nigdy nie były one przypadkowe.

Sprawa wygląda tak: osoby chore psychicznie NIE SĄ non stop na haju. Mają okresy względnej stabilności, i w wielu przypadkach przeważają one nad epizodami choroby. Moja koleżanka, która odwiedziła mnie w zeszłym tygodniu, nie miała symptomów od czterech lat. Druga – od dwóch. Ja niestety nie mogę pochwalić się takim dobrym wynikiem, ale nawet w depresji mam kontakt z rzeczywistością; no, może nieco bardziej boleśnie realistyczny. I mimo tego, że mieszkam za granicą, żywo obchodzi mnie to, co dzieje się w Polsce, bo to kraj, w którym żyje moja rodzina, przyjaciele, znajomi i ludzie, którym dobrze życzę. Nie potrafię przeżyć dnia bez czytania newsów z Polski. Czytam też informacje lokalne, stąd, ale w porównaniu z tym, co dzieje się w mojej ojczyźnie, są nudne i płaskie. Kilka wieści z Polski dostarcza mi materiału do przeżyć na cały tydzień. Czasem myślę, że jestem uzależniona od emocji, które sobie dzięki temu zapewniam: mieszance oburzenia, wściekłości, żalu, rozczarowania i lęku.

„Mamy was wszystkich zagazować?” – krzyczeli wczoraj ludzie pod gejowskim klubem Cocon w Krakowie.

„Wiele pań za mniejsze pieniądze spódniczki podciąga, a tu milion i dożywotnia renta.” – powiedział prawicowy publicysta o ofierze księdza – gwałciciela.

Tak, wiem. Niebywałe. Nieprawdopodobne. Tragiczne. Koszmarne. Obrzydzające. Śmierdzące.

I przerażające, a przynajmniej ja jestem przerażona.

Oglądałam wczoraj fragment debaty przedwyborczej, ale tak się zdenerwowałam w ciągu kilku minut, że musiałam wypić sobie coś na uspokojenie przed snem. Dwie partie prowadzące w sondażach nie wystawiły do debaty swoich liderów, ani nawet ludzi drugiej linii. Moim zdaniem to sygnał, w jakim poważaniu mają wyborców.

Wariatka, i to mieszkająca za granicą. Dlaczego tak się tym wszystkim przejmuję, a nawet – dlaczego próbuję pomieścić to w mojej chorej głowie?…Chcę czuć się normalną obywatelką? Sprawną, zainteresowaną, aktywną?…Przecież z łatwością mogłabym się zamknąć w moim świecie pędzli, farb i białych kartek papieru. Wycofać do wygodnej dziupli, powiedzieć sobie: co mnie to obchodzi, już tam nie mieszkam, mam gdzieś to, co się tam dzieje, ten cyrk, ten tragiczny teatr; chcę chronić swoją głowę i wybieram NIE MYŚLEĆ o tym.

Nie potrafię. Chciałabym, naprawdę. Ale nie umiem.

Dlatego w niedzielę pójdę na wybory. Ja, outsiderka podwójna. Jeśli ty się nie wybierasz, pomyśl o mnie.

I idź.

I had doubts whether to write this text, but I found out that since this is my current reality, I will do it. And despite – or maybe just because of the fact – that 30% of Poles would wish that mentally ill people would be deprived of civil rights, I want to emphasize that I have always gone to elections, and they were never accidental.

The case is this: people with mental illness are NOT non-stop high. They have periods of relative stability, and in many cases they outweigh the episodes of the disease. My friend who visited me last week had no symptoms for four years. Second one – for two. Unfortunately, I can not boast of such a good result, but even in depression I have contact with reality; maybe a little more painfully realistic. And despite the fact that I live abroad, I care about what is happening in Poland, because it is a country where my family, friends, acquaintances and people whom I wish well live. I can’t survive the day without reading Polish news. I also read local information from here, but compared to what is happening in my homeland, they are boring and flat. Some news from Poland provides me with emotional material for the whole week. Sometimes I think I’m addicted to the emotions that they supply: a mixture of indignation, rage, regret, disappointment and fear.

„Should we gas you all?” – shouted people yesterday at the entrance of Cocon gay club in Krakow.

„Many ladies pull up their skirts for less money, and here a million and a lifetime pension,” said a right-wing columnist about the victim of a rapist priest.

Yes, I know. Extreme. Unbelievable. Tragic. Nightmarish. Disgusting. Stinking.

And terrifying, or at least I’m terrified.

I watched a fragment of the pre-election debate yesterday, but I became so nervous within a few minutes that I had to drink something to calm myself down before going to bed. The two leading parties in the polls did not put their leaders or even second-line people to debate. In my opinion, this is a signal of how respectful towards the voters they are.

Crazy and living abroad. Why do I care so much and even – why do I try to contain it all in my sick head? … Do I want to feel like a normal citizen? Effective, interested, active? … I could easily close myself in my world of brushes, paints and white sheets of paper. Retreat to a comfortable space, tell myself: what do I care, I don’t live there anymore; I don’t give a shit about what is going on there, this circus, this tragic theater; I want to protect my head and choose NOT to THINK about it.

I can not. I would like to, really. But I am not able to.

That’s why I will go to elections on Sunday. Me, double outsider. If you’re not going, think of me.

And go.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.