Toksyczny wstyd / Toxic shame

(ENG.below) Dziś wyjątkowy dzień. Wczoraj zdecydowaliśmy z moim psychiatrą/terapeutą o CAŁKOWITYM wycofaniu leków. Od dziś nie biorę już NIC. Zero. Przewiduję spadek nastroju po usunięciu Venlafaxyny (antydepresant); czuję się przejęta, trochę przestraszona ale i podekscytowana. Po kilkuletniej podróży na wszelakich dostępnych lekach, licznych eksperymentach farmakologicznych i ich nieustających skutkach ubocznych taka próba odstawienia to doprawdy przełomowy krok. Jestem pełna wdzięczności dla lekarzy z centrum kryzysowego, którzy zaryzykowali wycofanie antypsychotyków, i dla mojego psychiatry, który nie boi się wyzwań i nie jest przywiązany do podejścia „dam pani leki, pani pomogą”.

Nie do końca pamiętam, jak się funkcjonuje bez leków. Odkąd zachorowałam, próbowano mnie ratować na wiele sposobów, co w chorobie dwubiegunowej jest o tyle trudne, że antydepresanty mogą prowokować epizody maniakalne, a antypsychotyki, działające również antymaniakalnie – epizody depresyjne. Lawirowanie między biegunami nie jest proste, nawet dla doświadczonego lekarza, bo każdy pacjent ma…inny przebieg choroby, inny organizm, inne reakcje uboczne.

Koleżanka z Polski opowiedziała mi, że tam 20-minutowa wizyta u psychiatry kosztuje 180zł. Abstrahując od horrendalnej kwoty, zapytałam, co jest w stanie zdiagnozować i doradzić lekarz w ciągu 20 minut?…No cóż, wypisać receptę i do widzenia. Jestem mimo wszystko szczęściarą, że choruję zagranicą…moja kasa chorych pokrywa szpital, centrum kryzysowe, asystenta psychiatrycznego, wizyty u lekarza, leki. Mam wrażenie, że chorzy nie stanowią tu wstydliwego problemu, lecz są traktowani tak, jak się ich nazywa: jako „ludzie w kryzysie”.

Oczywiście, dla osoby wychowanej w duchu przydatności i produktywności bycie przez kilka lat (a może i większość życia, zobaczymy…) w kryzysie powoduje przede wszystkim wstyd. Ogromny wstyd. Bo nie daję rady, bo nie wnoszę wartości dodanej, bo nie pomagam, nie zmieniam świata na lepsze, co więcej, inni łożą na moje utrzymanie. Toksyczny wstyd, który powoduje, że wydaje mi się, że nie powinnam pokazywać się publicznie, nie mam nic do powiedzenia i nic ciekawego u mnie nie słychać, jest wtórnym ciężarem choroby psychicznej. Takim…dodatkiem, bonusem. Nie znam żadnego chorego, który ze swoim stanem jest „ok”.

A jednak przecież, jak mawia mój terapeuta, to nie nasz wina. Nie chcieliśmy zachorować, nie wybraliśmy tego z dostępnych opcji na scenariusz życia.

Wstyd jednak trzyma się mocno i ma się dobrze.

Today is a special day. Yesterday, we decided with my psychiatrist / therapist about the TOTAL withdrawal of medication. I do not take anything from today. Zero. I predict a decrease in mood after removing Venlafaxine (an antidepressant); I feel overwhelmed, a little scared but excited. After several years on all available drugs, numerous pharmacological experiments and their continuous side effects, such withdrawal attempt is a real breakthrough. I am full of gratitude to the doctors from the crisis center who risked the withdrawal of antipsychotics, and to my psychiatrist who is not afraid of challenges and is not attached to the approach „I will give you drugs, they will help you”.

I do not quite remember how it works without medicines. Since I got sick, specialists have been trying to save me in many ways, which is difficult in bipolar disorder because antidepressants can provoke manic episodes, and antipsychotics, that work also anti-manic, can cause depressive episodes. Swinging between the poles is not easy, even for an experienced doctor, because every patient has … a different course of disease, a different organism, various side effects.

A colleague from Poland told me that a 20-minute visit to a psychiatrist costs 180 PLN there. Aside from the horrendous price, I asked what the doctor is able to diagnose and advise within 20 minutes? … Well, write a prescription and say goodbye. After all, I am lucky to be ill abroad … my sickness fund covers a hospital, a crisis center, a psychiatric assistant, doctor visits, medications. I have the impression that patients are not a shameful problem here, but are treated as they are called: „people in crisis.”

Of course, for a person brought up in a spirit of usefulness and productivity, being in a crisis for several years (and maybe most of my life, we will see …) is primarily a shame. A huge shame. Because I can’t do many things, because I don’t add value, because I don’t help, I don’t change the world for the better, what’s more, others care for me and provide me a decent living. Toxic shame, which makes me think that I should not show myself in public, I have nothing to say and there is nothing interesting about me is a secondary burden of mental illness. Such … bonus. I don’t know any patients who would be „ok” with their condition.

And yet, as my therapist says, it’s not our fault. We did not want to get sick, we did not choose this from the available options for the life scenario.

Shame, however, is holding tight and doing well.

2 odpowiedzi do “Toksyczny wstyd / Toxic shame”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.