transformowanie / transforming

(ENG.below) Minął pierwszy tydzień w centrum kryzysowym. Wczoraj byłam tak zmęczona, że zasnęłam popołudniu; przedwczoraj spałam w nocy dziesięć godzin. Nie wiem, co mnie tak męczy – może to, że przez sześć godzin dziennie muszę koncentrować się na niemieckim (mój trzeci język); może to, że prawie przez cały czas jestem w jakiejś interakcji; może proces terapeutyczny, a może moje wahania nastrojów…plus codzienny spacer tam i z powrotem. Najbardziej cieszę się jednak z zajęć arteterapeutycznych; „Muzyka i kolor” (słuchamy muzyki klasycznej na wibrujących słuchawkach i malujemy), „Ucieleśniona Vision Board” (kolaże intuicyjne), warsztat gliny (uwielbiam lepić zmartwione figurki), terapeutyczne pisanie. Pod warstwami zmęczenia i zmartwienia są we mnie nieskończone pokłady twórcze; niezależnie od tego, jak się czuję przychodząc na sesję, wychodzę z niej czując się pełniejsza życia, spokojniejsza i bardziej zrelaksowana. Psycholożki podkreślają, że mam mnóstwo własnych zasobów, na których mogę polegać.

Najtrudniejsze są poranki. Często muszę brać Lorazepam, bo budzę się z dużym poziomem niepokoju. Zaciskam szczęki, trzęsą mi się ręce. Po jakimś czasie, gdy już docieram na miejsce do centrum, wiem, że mogę poprosić w każdej chwili o sesję indywidualną, z czego chętnie korzystam. Wiem, że nie jestem sama, że nie muszę być sama; w weekendy centrum oferuje całodobowy telefon wsparcia. Moje poczucie kruchości jednak tak łatwo nie mija. Przypomina mi się moje „poprzednie życie” sprzed choroby i nie mogę uwierzyć, że byłam taką wymiataczką. Mój Wewnętrzny Krytyk zżyma się na to, że już nie jestem, nazywa mnie „galaretą” i „balastem”. Coraz częściej jednak potrafię powiedzieć mu „spierdalaj”.

Wydaje mi się, że dzięki centrum jestem teraz w procesie transformacji, że zmieniam skórę. Oczekiwanie, że wyjdę z niego jako twardzielka, która bierze problemy na klatę, jest nierealistyczne i nie chcę go. Myślę, że po pierwszym tygodniu kierunek zmiany mogę określić raczej jako „osoba, która potrafi przemieniać” – dzięki twórczości, ruchowi, intelektowi. W to chcę uwierzyć, tego się trzymać. Stać po stronie życia, które płynie – a ja przecież uwielbiam pływać.

The first week in the crisis center has passed. Yesterday I was so tired that I fell asleep in the afternoon; I slept ten hours last night. I don’t know what exhausts me so much – maybe that I have to focus on German (my third language) for six hours a day; maybe it’s that I’m interacting almost all the time; maybe the therapeutic process, or maybe my mood swings … plus a daily walk back and forth. However, I am most happy with art therapy; „Music and color” (we listen to classical music on vibrating headphones and paint), „Embodied Vision Board” (intuitive collages), clay workshop (I love to make worried figures), therapeutic writing. Underneath my layers of tiredness and worry I have infinite creative resources; regardless of how I feel when I come to the session, I leave it feeling fuller of life, calmer and more relaxed. Psychologists emphasize that I have a lot of my own resources that I can rely on.

Mornings are the hardest. I often have to take Lorazepam because I wake up with a high level of anxiety. I clench my jaw, my hands are shaking. After some time, when I get to the center, I know that I can ask for an individual session at any time, which I gladly do. I know I’m not alone, I don’t have to be alone; on weekends the center offers a 24-hour support phone. My feeling of fragility, however, does not pass so easily. I think of my „previous life” before the illness and I can’t believe I was such a badass. My Inner Critic complains that I am no more, he calls me „jelly” and „burden”. More often than ever, however, I am able to tell him to fuck off.

It seems to me that thanks to the center I am now in the process of transformation, that I change my skin. The expectation that I will leave it as a tough winner who faces all the problems with ease is unrealistic and I don’t want it. I think that after the first week I can describe the direction of change as „a person who can transform things” – thanks to creativity, movement, intellect. I want to believe it, stick to it. Stand on the side of life that flows like a river – and indeed, I love swimming.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.