trzęsawki / trembling

(ENG.below) Całkowite zrezygnowanie z opiatów nie poszło łatwo, ale jakoś poszło. Przerzuciłam się chwilowo na minimalne dawki Lorazepamu/Temesty, żeby zniwelować napady niepokoju, lęku i trzęsawki. Muszę zameldować mojemu psychiatrze, że nic tak mnie nie stabilizuje jak opiaty – nie działał tak na mnie żaden dotychczasowy lek. Ciekawe, jaki będzie jego pogląd na to dyskusyjne odkrycie.

Wczoraj byłam u osteopatki – liczyłam oczywiście na cud, na magiczne kliknięcie w mojej szyi i powrót do normalnego funkcjonowania. Przeliczyłam się, jak to zwykle w moim przypadku. Lekarka zdecydowała, że opuchlizna na plecach wskazuje na nadal silny stan zapalny i za szyję się nawet nie zabiera, dopóki nie zadziała zastrzyk (jutro). Ponaciskała kilka innych bolących miejsc, w wyniku czego wszystko mnie dziś jeszcze bardziej boli. Powiedziała też, że całe plecy, do samego dołu, są dość imponująco spięte. Lecz co dla mnie najważniejsze…i co trochę mnie przybiło…muszę na jakiś czas całkowicie zrezygnować ze sportu. Pływanie, bieganie, nawet rower – nic nie wchodzi w grę. Mogę sobie szybko maszerować, co też staram się robić każdego wieczora, kilka kilometrów. Moja waga nadal spada, ważę już 32kg mniej niż półtora roku temu; mam wrażenie, że zanikają mi wszystkie mięśnie, które wypracowałam dzięki regularnym ćwiczeniom…znów czuję się jak nie-do-końca-ja, tylko jak jakiś sześćdziesięciokilowy patyczek z chudymi rączkami. Cieszę się oczywiście, że tyle schudłam, ale gdy patrzę do lustra, trudno mi się przyzwyczaić do nowego widoku. Moje ramiona tak szybko spadają w dół, a ich przedłużeniem nie są już mięśnie wypracowane kraulem; moja szyja jest taka chuda, że mam wrażenie, że z trudem utrzymuje małą głowę. Nagle, po wielu latach tycia, mam w miarę płaski brzuch, na którym zebrało się jednak dużo zbędnej skóry pamiętającej dodatkowe 30 kilogramów. Chcę się do tego obrazu przyzwyczaić, by nie być zaskoczona za każdym razem, gdy wychodzę spod prysznica.

Skoro nie mogę już leczyć niepokoju sportem, staram się sobie pomagać sztuką. Rysuję po kilka rysunków dziennie, w małych formatach. Staram się eksperymentować i nie poprzestawać tylko na portretach. Za trzy tygodnie wernisaż wystawy grupowej na zamku, gdzie znajdzie się 12 moich prac. Zawstydzona, będę się uśmiechać, ładnie wyglądać i odpowiadać na dziwne pytania. A może i uda mi się coś sprzedać.

Mam nieodparte wrażenie, że – jeśli miałabym być ze sobą zupełnie szczera – znajduję się znów w punkcie wyjścia, tym samym, w którym byłam przed pobytem w ośrodku interwencji kryzysowej. Znów niepokój. Znów lęk. Napięcie, które pogarsza sytuację z plecami. Poczucie, że jestem zakleszczona, unieruchomiona, że zdarzy się coś złego, a ja nie potrafię nic z tym zrobić.

Dobrze, że mój psychiatra wrócił z urlopu, choć nie wiem dlaczego, ale tym razem wolałabym umieć pomóc sobie sama.

Where are you?! / Gdzie jesteś ?!

Quitting opiates completely wasn’t easy, but somehow I did it. I temporarily switched to the minimum doses of Lorazepam / Temesta in order to reduce the big amounts of anxiety, fear and tension. I must report to my psychiatrist that nothing stabilizes me more than opiates – no medication has had such an effect on me. I wonder what his view on this controversial discovery will be.

Yesterday I was at the osteopath – I counted on a miracle, of course, for a magic click in my neck and a return to normal functioning. I miscalculated, as usual in my case. The doctor decided that the swelling on the back indicated that the inflammation was still severe and she didn’t even touch the neck until the injection was given (tomorrow). She was pressing a few other sore spots, which made everything hurt even more today. She also said that the entire back, all the way to the bottom, was quite impressively tense. But what is most important to me … and what made me feel a bit depressed … I have to give up sports for a while. Swimming, running, even a bike – I can do nothing. I can walk fast, which I try to do every evening, a few kilometers. My weight is still falling down, I already weigh 32 kg less than a year and a half ago; I have the impression that all the muscles that I have developed thanks to regular exercise are weakening … I feel like not-quite-me again, just like some sixty-kilo stick with skinny arms. Of course, I’m glad that I lost so much weight, but when I look in the mirror, it’s hard for me to get used to the new view. My arms are dropping down so quickly, and their extension is no longer my crawl muscles; my neck is so thin it feels like hardly keeping my small head straight. Suddenly, after many years of gaining weight, I have a relatively flat stomach, on which, however, a lot of unnecessary skin has accumulated that remembers the extra 30 kilograms. I want to get used to this image so as not to be surprised every time I get out of the shower.

Since I can no longer cure anxiety with sport, I try to help myself with art. I draw several drawings a day, in small formats. I try to experiment and not stop at portraits only. In three weeks, there’s an opening of a group exhibition at the castle, where 12 of my works will be displayed. Embarrassed, I’ll smile, look nice and answer strange questions. Maybe I will even be able to sell something.

I have an overwhelming impression that – if I were to be completely honest with myself – I am back at the starting point, the same where I was before my stay in the crisis intervention center. Anxiety again. Fear again. A tension that worsens the situation with the back. Feeling stuck, immobilized, fearing that something bad is going to happen and that I can’t do anything about it.

It’s good that my psychiatrist came back from vacation, although I don’t know why, but this time I’d rather be able to help myself.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.