trzeźwa / sober

(ENG.below) Brak mi słów, brak mi słów. Dziś wielkie oczy bo dużo zmartwień. Ojciec chory, matka chora, mąż zestresowany na granicy torsji, pies uszkodził sobie łapki, proces przyznawania mi renty może zakończy się w tym roku, a może nie; nie sprzedałam moich obrazów więc nic nie zarobiłam, wystawa się zakończyła, druga też, i trzecia, bez efektu poza dumą i chwilowym uniesieniem. Z początku radzę sobie dziś nieźle, lecz z każdą godziną jest coraz gorzej, jakby ktoś wsiadł mi na plecy i zaczynał dusić. Wiem, martwienie się nikomu i niczemu nie pomaga; może to po prostu mój sposób na bezsensowne wydatkowanie energii? Działa paraliżująco, zamiast mobilizująco. Trzęsawka. Lorazepam. Piłeczka do ugniatania, na nerwy. Chciałabym głęboko odetchnąć, ale nie potrafię. Mam wrażenie, że jeśli to zrobię, zemdleję albo pęknie mi klatka piersiowa. W tym stanie wolę chyba mieć ją zapadniętą. Cała jestem zapadnięta.

Wczoraj zdałam sobie sprawę, że Abilify od dwóch miesięcy uniemożliwia mi ucieczkę od rzeczywistości w stan psychotyczny. Ciągle jestem „trzeźwa”, muszę wszystko znosić „na trzeźwo”. Mój mózg unieruchomiony skutecznie – w końcu – przez ten lek antypsychotyczny nie może odpocząć w dziwacznym stanie urojeniowo-halucynacyjnym. Nigdy nie myślałam, że będzie mi tego brakowało. Świadomość, czujność, bezustanność tych dwóch stanów…jest jednocześnie darem i zarazem przekleństwem. Jestem dojrzała, w kontakcie i…zmęczona. Piję po pięć kaw dziennie. Gdybym tak mogła, choć na chwilę, choć na kilka godzin się odłączyć…sama nie wierzę w to, co właśnie piszę.

Mój psychiatra chwali mnie za autentyczność i dojrzałość. Tak, to zasługa Abilify, mojego porannego syropku. Nie wydaje mi się, że to jakiekolwiek moje osiągnięcie. Po prostu – na mój mózg założono w końcu skuteczny kaganiec. Nie może się nigdzie uciec.

Wielkie oczy, trzeźwe oczy, bezsenne oczy.

I have no words, I have no words. Big eyes today because I have a lot of worries. My father is sick, my mother is sick, my husband is stressed on the verge of vomiting, my dog ​​has damaged his paws, the process of granting me a pension may end this year, or maybe not; I didn’t sell my paintings so I didn’t earn anything, the exhibition ended, the second and the third too, with no effect except for pride and a momentary excitement. At first I’m doing fine today, but it gets worse with every hour, as if someone has climbed on my back and started choking me. I know, worrying doesn’t help anyone or anything; maybe it’s just my way of senseless energy expenditure? It is paralyzing, not mobilizing. Trembling. Lorazepam. Relaxing ball to calm my nerves. I’d like to take a deep breath, but I can’t. I have a feeling that if I do this, I will pass out or my chest will burst. In this state, I think I’d rather have it sunken. I’m all sunken.

Yesterday I realized that Abilify has been preventing me from escaping reality into a psychotic state for two months now. I am still „sober”, I have to endure everything „sober”. My brain, effectively – finally – immobilized by this antipsychotic drug cannot rest in a bizarre delusional-hallucinatory state. I never thought that I would miss it. Awareness, vigilance, ceaselessness of these two states … is both a gift and a curse at the same time. I am mature, in touch and… tired. I drink five coffees a day. If I could, even for a moment, for a few hours, just dettach… I don’t believe what I’m writing right now.

My psychiatrist praises me for authenticity and consciousness. Yes, it is thanks to Abilify, my morning syrup. I don’t think that’s any achievement of mine. Quite simply – an effective muzzle was finally put on my brain. It can’t run anywhere.

Big eyes, sober eyes, sleepless eyes.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.